Reklama

Nina Andrycz na płockiej scenie - Ostatnia z teatru gwiazd

21/03/2002 13:23
Noc na zamku Richmond. Wielka królowa Anglii, która przez 44 lata i 107 dni swojego panowania utrzymywała najwyższy autorytet władzy – odchodzi.Ostatni wieczór spędza z ludźmi, którzy przez całe życie byli podlegli jej woli, nienawidząc i kochając zarazem. Wśród nich jest także William Szekspir – jedyny człowiek, którego Elżbieta darzy szacunkiem, na którego uznaniu zależy jej przede wszystkim. Tak rozpoczyna się sztuka „Królowa i Szekspir” z Niną Andrycz w roli Elżbiety I. Dlaczego królowa zaprosiła Szekspira? Przecież skromny artysta, nie pasuje do dworu, do jego intryg, kłamstw i masek, przybieranych wedle okazji. A jednak to na niego czeka królowa. Nie odejdzie, dopóki z nim nie porozmawia. Jest to rozmowa bardzo specyficzna – właściwie monolog najwyższego majestatu Anglii. Elżbieta rozkazuje Szekspirowi napisanie sztuki. Jej treścią ma być ostatnia noc życia królowej. Czy te kilka godzin może dostarczyć materiału na tragedię? Okazuje się, że tak. Szekspir zasiada do pisania, słuchając słów Elżbiety. Ona dokonuje rozrachunku z całym swoim życiem, tak przecież bogatym, że poszczególne wątki opowiadanych przez nią historii mogłyby zapisać tysiące stron powieści. Monolog Elżbiety rozpoczynają rozważania na temat władzy, by potem przejść w dyskusję na temat miłości, życia, ludzi, wiary. Z jej ust padają słowa o nieprzemijającej wartości, bardzo aktualne nawet i dziś. Można chociażby wspomnieć o roli dramatopisarza, który według królowej posiada wielką moc ocalania od zapomnienia osób i rzeczy. Od jego wrażenia zależy wizerunek Elżbiety, jaki zachowają przyszłe pokolenia. Dlatego Szekspir towarzyszy ostatnim godzinom życia wspaniałej i dumnej władczyni. Kobiety, która całe swoje życie oddała Anglii i władzy, której potęga utrzymywała pokój przez długi okres regencji. Elżbieta – królowa, mąż stanu nigdy nie zaznała prawdziwej miłości, gdyż nie potrafiła sobie na nią pozwolić. Jako kobieta pozostała niespełniona. Sztuka Esther Vilar opowiada historię nigdy nie napisanego dramatu, który miał być kolejnym w dorobku Williama Szekspira. Prawdopodobnie tragedia „Elżbieta Tudor, królowa Anglii” dołączyłaby do cyklu kronik historycznych dzieląc miejsce z „Henrykiem IV”, „Ryszardem III”, „Królem Janem”. Jednak w biografii Szekspira nie ma o niej żadnej wzmianki, bo nigdy nie powstała. Dlaczego? Esther Vilar tłumaczy to w bardzo interesujący sposób. Otóż z chwilą, gdy królowa Elżbieta umiera, jej bratanek Jakub - władca Szkocji, niszczy rękopis Szekspira, wyrzucając znakomitego tragika z zamku, grożąc zlikwidowaniem teatru The Globe, jeśli komukolwiek wspomni o wydarzeniach tej nocy. Machina władzy znów rusza. Tym razem zawładnie nowym królem Jakubem. Trąby obwieszczają zgon królowej Elżbiety. Ostatnia scena należy mimo wszystko do Szekspira, który żegna się z widzami i Elżbietą tymi słowami: „Ciągle to jutro, jutro i znów jutro(...). Życie jest tylko przechodnim półcieniem, Nędznym aktorem, który swoją rolę Przez parę godzin wygrawszy na scenie W nicość przepada – powieścią idioty, Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą. Czy dumna królowa Anglii zgodziłaby się z nimi? Wieczór w teatrze płockim. W foyer gromadzi się publiczność, pałająca chęcią obejrzenia wielkiej damy polskiej sceny – Niny Andrycz w roli królowej Elżbiety. Rozpoczyna się przedstawienie. Scenografia – prosta, lecz gustowna (Jerzy Rudzki), przedstawia sypialnię Elżbiety na zamku Richmond. Królowa spoczywa w pięknym łożu. Przy niej krząta się dama dama dworu ( Daria Widawska). Za chwile zjawią się zaproszeni goście: arcybiskup (Eugeniusz Robaczewski), bratanek Elżbiety, król Szkocji Jakub (Grzegorz Emanuel) i oczywiście najbardziej wyczekiwany William Szekspir (Ryszard Kluge). Królowa pragnie jak najwspanialej zaprezentować swój majestat przed znakomitym tragikiem. Nina Andrycz pojawia się publiczności w przepięknej biało-złotej sukni. Na pytanie: jak wyglądam?, które Elżbieta zadaje swoim gościom – rozlegają się oklaski widowni. Rzadko można podziwiać tak cudowny kostium (Zofia Ines). W dodatku prezentowany z taką elegancją i wdziękiem, jaki niewątpliwie roztacza Nina Andrycz, zdawałoby się urodzona do roli królowej. Po spektaklu – owacja na stojąco. Przedstawienie przygotował Teatr na Woli im. Tadeusza Łomnickiego z Warszawy. Oprócz Niny Andrycz, wystąpiła czwórka aktorów. Nie da się jednak zaprzeczyć, że na scenie przez dwie i pół godziny „królowała” Elżbieta. Płocka publiczność miała okazje podziwiać prawie monolog znakomitej Niny Andrycz, wielkiej gwiazdy polskiego teatru. Oby takich niezapomnianych wrażeń teatralnych jak najwięcej. Marta Alicja Szatkowska Fot. Dariusz Ossowski (Czytaj także str. 18)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości