Na początku sezonu nikt w Płocku nie miał złudzeń, tylko tytuł Mistrza Polski zadowoli kibiców. Wszak wiadomo było, że płocki zespół ma najsilniejszy skład. Zdanie to podzielali przedstawiciele innych klubów, marzący w rywalizacji zająć II miejsce. Nawet Vive na początku nie myślało o mistrzostwie, marzeniem piłkarzy i kibiców było miejsce na podium.Każda z drużyn polskich cieszyłaby się z takiego zakończenia sezonu, w końcu to wicemistrzostwo Polski i finał Pucharu Polski, to dobry wynik. Każda drużyna, tylko nie Wisła. Dla Wisły satysfakcjonujące było jedynie mistrzostwo i zdobycie Pucharu. Niestety, plany nie zostały zrealizowane. Nie udało się wygrać ligi ani pucharu, a i występ w Lidze Mistrzów trudno zaliczyć do udanych. Płocczanie przewodzili w tabeli od pierwszej kolejki rozgrywek. Szybko okazało się, że pretendentami do medali będą trzy ekipy. Obok Wisły jak burza szły: Vive i Śląsk Wrocław. I tylko między sobą drużyny traciły punkty, wszystkie pozostałe mecze wygrywały. Ponieważ nie zawsze styl, w jakim Wisła wygrywała spotkania, był najlepszy, zaczęto w Płocku przebąkiwać o konieczności zmiany trenera. Edward Koziński, który z drużyną wywalczył tytuł Mistrza Polski i z którym drużyna słabo wypadła w Lidze Mistrzów, musiał odejść. Na jego miejsce przyszedł Bogdan Kowalczyk, trener kontrowersyjny, nie mający w Płocku zbyt wielu zwolenników, ale za to mogący pochwalić się wspaniałymi wynikami. Wydawało się, ze wystarczy tylko poukładać drużynę, która przecież umie grać w piłkę ręczną. Co prawda po zdobyciu tytułu Mistrza Polski odszedł Marcin Lijewski, ale jeszcze wtedy wszyscy mieli nadzieję, że zastąpią go z powodzeniem Milorad Despotovic i Vitalij Titov. Jak marzenia się skończyły, wszyscy wiedzą, szkoda tylko, że nadal nie można znaleźć winnego, który ściągnął do Płocka Jugosłowianina. Trochę ten transfer kosztował, a nie przyniósł żadnego efektu. Zabrakło tylko Lijewskiego, inne kluby poniosły znacznie większe straty. Wydawało się zatem, że Wisła nie będzie miała godnych siebie przeciwników, pomijając oczywiście dwa zespoły, które uzyskały niewielką przewagę nad resztą drużyn. Pewność siebie płockiego zespołu musiała jednak zemścić. W pierwszym meczu prowadzonym przez trenera Kowalczyka, po wznowieniu rozgrywek po przerwie, która spowodowana została występem reprezentacji Polski w Mistrzostwach Świata, Wisła zremisowała z Kwidzynem. Strata jednego punktu sprawiła, że płocki zespół spadł na II miejsce w tabeli i został tam do końca rozgrywek rundy zasadniczej. Miało to też mieć niebagatelne zaczenie dla terminarza gier. Zgodnie z regulaminem, lider tabeli ostatni, decydujący o mistrzostwie mecz z zespołem z II miejsca, rozgrywa na własnym parkiecie i przed własną publicznością. Nie trzeba chyba dodawać, że tak Wisła jak i Vive nie pomyliły się już do końca rozgrywek i z wyjątkiem ostatniego meczu trzeciej rundy play off, rozgrywanym w Płocku, wszystko wygrywały. W tym meczu kończącym trzecią rundę Wisła pokonała Vive, awansowała na I miejsce w tabeli i nie oddała tego miejsca do końca IV rundy, a właściwie do ostatniego spotkania czwartej rundy. A potem było to pamiętne spotkanie w Kielcach, mecz o wszystko, w którym gospodarze, czyli Vive okazało się lepszą drużyną. Pewnie wygrali z fatalnie dysponowanymi tego dnia płocczanami i zostali udekorowani złotymi medalami. I pomyśleć, że przed sezonem liczyli tylko na miejsce na podium. Vive zostało Mistrzem Polski i gdybym oglądała tylko to jedno spotkanie, to musiałabym stwierdzić, że zasłużenie. Gospodarze byli lepsi od płocczan pod każdym względem i choć walczyli, to chyba zabrakło im wiary w zwycięstwo, a może były jeszcze inne powody, o których dziś nikt już nie wspomina. Na otarcie łez obie drużyny walczyły jeszcze w Pucharze Polski. Przypomnijmy, że tylko dwie drużyny do tej pory miały na swoim koncie dublet, czyli tytuł Mistrza Polski i Puchar Polski - Śląsk Wrocław i Wisła. Do tej listy należy także dopisać Vive, które w ostatnim meczu, w finale Pucharu Polski wygrało zdecydowanie ze swoim odwiecznym rywalem, wprawiając swoich kibiców w stan euforii. Bo ten sezon miał scenariusz napisany specjalnie dla Vive. Wygrać najważniejsze mecze przed własną publicznością, cieszyć się z kibicami, których, trzeba to przyznać, Vive ma na dobre i na złe, czyż trzeba lepszego spełnienia marzeń. Wisła na pewno zapisze ten sezon w rubryce straty, choć oczywiście można cieszyć się i tytułem wicemistrzów Polski i z faktu dotarcia do finału Pucharu Polski. Daje to drużynie prawo gry w europejskich pucharach, ale niestety nie jest to prestiżowa Liga Mistrzów. Na dodatek wszystko wskazuje na to, że zespół zostanie osłabiony. Odejdą Marcin Jurasik i Damian Drobik, a być może decyzję o zakończeniu kariery podejmie jeszcze któryś z piłkarzy. Trudno na razie przewidywać, w jakim składzie Wisła może rozpocząć okres przygotowawczy. Konieczne są wzmocnienia zespołu, by ten mógł walczyć o najwyższe trofea. Ale czy rzeczywiście? Wydaje się, że dobre może być także inne rozwiązanie. Mamy przecież drużynę juniorów starszych, którzy wywalczyli w tym sezonie tytuł Mistrzów Polski w swojej kategorii wiekowej. A może na szkielecie, który tworzyć będą zawodnicy doświadczeni, z obecnej pierwszej drużyny, zbudować zupełnie inny zespół, nowy, wykorzystać wychowanków, dać im grać, nie liczyć przez jeden miesiąc na medal, a wystartować mocno dopiero w sezonie 2004/2005. Na razie nie ma zbyt wielu zawodników w polskiej lidze, którzy na pewno są lepsi od tych, którzy już grają w Wiśle. Ściąganie młodych też nie ma większego sensu, gdy ma się mistrzów juniorów. Liczyć na transfery z zagranicy to też loteria, o czym przekonaliśmy się ostatnio. Może więc zdecydować się na takie rozwiązanie. Kibice doskonale pamiętają czasy, kiedy to o medale walczyli wychowankowie, ludzie utożsamiający się z miastem, drużyną, kibicami i klubem, godnie noszący koszulkę w barwach klubowych Jedna z osób z Sekcji Piłki Ręcznej po przegranym w Kielcach meczu powiedziała, że gdyby podobny mecz rozegrany został dwa, trzy lata wcześniej, wtedy po ostatnim gwizdku, wszyscy zawodnicy byliby załamani, zrozpaczeni. Taki stan ducha w Kielcach prezentował tylko jeden piłkarz. Pozostali bardziej zajęci byli próbami zrzucenia winy na kolegów, niż uderzaniem się we własne piersi. Widać było wyraźnie, że niektórzy mają już dość Wisły, a przegrany mecz ułatwi podjęcie decyzji o odejściu. Za kilkanaście tygodni rozpoczną się przygotowania do następnego sezonu. Jest więc sporo czasu, by podjąć decyzje, czego oczekujemy od piłki ręcznej. Czy tytułu Mistrza Polski za wszelką cenę z armią zaciężną w składzie, czy możliwości gry i osiągania sukcesów dla płockich zawodników? Zanim zostaną podjęte pierwsze decyzje, trzeba sobie odpowiedzieć na to pytanie. A kibice tradycyjnie czekać będą na następny sezon rozgrywek i na wiadomości z Sekcji. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski Podpis pod zdjęciami: Potrzebne są zmiany, by nadal w hali panowała wspaniała atmosfera. Tylko mecze z Vice Kielce przyciągały nadkomplet publiczności.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze