Pięć lat temu z powodu miłości przyjechała do Płocka aż spod granicy rosyjskiej, z Bezledów. Tu znalazła swoje miejsce i ogromne możliwości do realizowania pasji. A jej zamiłowaniem są biegi ekstremalne. Pokonuje dziesiątki kilometrów, wspinając się na mury, czołgając pod zasiekami, a przy okazji odpowiada na wyjątkowo trudne pytania. Drodzy czytelnicy, przedstawiamy Gosię Daszkiewicz. Sportem interesowała się od zawsze. Jej ulubioną dyscypliną były biegi, przede wszystkim płaskie. Choć to może leniuchom wydawać się niemożliwe, z uśmiechem na ustach pokonywała 10-kilometrowe trasy i półmaratony. Bieganie dawało jej energię do życia, było najlepszym lekarstwem na wszystko. Jednak zaczęła szukać nowych wyzwań, choć wcale nie dlatego, że jej się znudziło. – Skończyłam gdański AWF ze specjalnością lekkiej atletyki. Zawsze biegałam dla przyjemności, byłam dobra, ale nie najlepsza. Kiedyś przypadkiem natknęłam się na informację, że w Polsce organizowane są runmageddony, czyli biegi z przeszkodami, których ukończenie wymaga nie tylko wytrzymałości, lecz także siły i zwinności. Od początku zakochałam się w tej formie rywalizacji – tłumaczy. Gosia jest z pozoru kruchą, szczupłą, niewysoką dziewczyną, ale ma niesamowitą siłę i wolę walki z przeciwnościami. Na przekór wszystkim wychodzi w 10-kilometrową trasę, biegnie i wspina się na 3-metrowe ścianki, czołga w błocie pod zasiekami, biega z oponami, workami piasku. Im ciekawsza przeszkoda, tym fajniejsza zabawa. – Ilość przeszkód na trasie biegu jest ograniczona jedynie pomysłowością organizatorów. Obok tych znanych, ustawianych na wszystkich biegach, można spotkać choćby bieg z pieskiem. Określony dystans należy pokonać ciągnąc za sobą 33-kilogramową trelinkę, zwykle pod górę. Oprócz takich przeszkód trzeba zmierzyć się także z różnymi pytaniami – opowiada. A pytania są różne – i mądre, i śmieszne. Gdy uczestnik biegu jest zmęczony i marzy tylko o dotarciu na metę, wolontariusz pyta go, w którym miesiącu rodzi się najwięcej dzieci, albo kiedy na trasie można było spotkać tablicę z numerem. Niedawno, podczas biegu w Sopocie trzeba było odgadnąć, jaką rybę pokazał wolontariusz.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze