Reklama

Niemoc ...

24/08/2005 14:56
Płocczanie nareszcie zainaugurowali rozgrywki ligowe na swoim stadionie. Kibice byli spragnieni piłki nożnej, ale piękny weekend sprawił, że trybuny świeciły pustkami. Mecz Wisła – Arka jest pierwszym z serii trzech spotkań, jakie podopieczni trenera Mirosława Jabłońskiego rozegrają przed własną publicznością w ciągu najbliższych 8 dni. Spotkanie zaczęło się niemrawo. Niby obie drużyny strzelały na bramkę, ale nie były to groźne strzały, ot takie, które bramkarze łapali bez większych problemów. W 3 min. Marco Colakovic z rzutu wolnego zza pola karnego próbował pokonać Michała Chamera, ale bramkarz gości nie dał się zaskoczyć. W 12 min. w znakomitej sytuacji, 5 m przed Jakubem Wierzchowskim, znalazł się Grzegorz Pilch, ale strzelił prosto w bramkarza.
Choć mecz rozgrywany był na stojąco, to widać było, że obie drużyny dążyły do zmiany wyniku. W 19 min. udało się to gospodarzom. Adrian Mierzejewski wykonywał rzut rożny. Piłka poszybowała na głowę Predraga Vujovica, który skierował ją do siatki.
Jęk zawodu musieli wydać kibice w 27 min. spotkania, kiedy to po drugiej stronie boiska miała miejsce niemal identyczna sytuacja. Bartosz Ława wykonywał rzut rożny, piłka przeleciała przez całe pole karne, ale znalazła drogę do głowy Grzegorza Jakosza, a ten wpakował ją do siatki.
Do przerwy na boisku nie działo się nic ciekawego. Tak na dobrą sprawę do odnotowania były tylko dwie sytuacje stworzone przez gospodarzy. W 30 min. z rzutu wolnego z 20 m strzelał obok słupka Mitar Pekovic, a w 38 min. po dośrodkowaniu Colakovica z piłką mijali się: najpierw Dariusz Gęsior, a za chwilę Vahan Gevorgyan i nie zdołali oddać strzału, choć byli na doskonałej pozycji.
Po przerwie widać było, że piłkarze Wisły w szatni otrzymali reprymendę, bo zaczęli atakować. Co z tego, kiedy nie mogli pokonać bramkarza gości. Albo ten łapał bez problemu piłkę, albo płocczanie mijali się z nią na polu karnym. Przy kilku sytuacjach wydawało się, że wystarczy przyłożyć nogę lub głowę, by zdobyć gola. Niestety, to się nie udawało.
Na dodatek szczęście omijało piłkarzy Wisły. W 59 min idealnie na nogę, 2 metry przed bramkarzem dostał piłkę Jeleń, ale zamiast strzelać, postanowił jeszcze dośrodkować. Oczywiście nie przyniosło to żadnego rezultatu. W 60 min. po rzucie wolnym wykonywanym przez Colakovica, Vujovic strzelił w słupek, piłka wróciła na boisko, ale nie było komu ją dobić.
W końcówce spotkania zrobiło się emocjonująco. Goście cofnęli się do obrony, a płocczanie próbowali strzelić na bramkę. Stwarzali groźne sytuacje, ale niestety nie udawało się pokonać Chamera, nad którym czuwała chyba jakaś bramkarska opatrzność. Piłkarze Wisły panowali na boisku, co z tego, kiedy przy oddawaniu strzału zapominali o piłkarskich umiejętnościach. Chwytali się za głowy, widząc, że po kolejnym strzale piłka znów mija słupek, albo znajduje się w rękach bramkarza.
Zawodnikiem spotkania byłby Ireneusz Jeleń, gdyby wykorzystał choć jedną sytuację podbramkową, jaka stworzyli mu koledzy. Po meczu powiedział: – Miałem kilka sytuacji, nawet pod sam koniec meczu, z lewej nogi mogłem strzelić bramkę. Chyba brakuje szczęścia, bo potrafimy stworzyć sytuacje, ale potem jesteśmy pod bramką bezradni. Ja od dawna mam nadzieję, że z meczu na mecz będzie lepiej, że wszystko się odwróci, ale to się nie udaje. Ciągle o tym mówię i ciągle nie potrafię trafić do bramki. Mam nadzieję, że to się zmieni w czwartek w meczu pucharowym.
A tak mecz skomentowali trenerzy gości i gospodarzy:
Mirosław Dragan: Dla mnie mecz miał dwa oblicza, w I połowie gra była wyrównana, zaś w drugiej tylko przyglądaliśmy się stworzonym przez gospodarzy sytuacjom. Do przerwy nic nie wskazywało, że Wisła osiągnie aż taką przewagę.
Nie wiem, co stało się moim zawodnikom po przerwie. My powinniśmy ten mecz przegrać, bo gospodarze mieli wyśmienite sytuacje do strzelenia gola, a my przyglądaliśmy się, czy uda im się zamienić którąś z nich w bramkę. O to mam pretensję do swoich zawodników, choć oczywiście bardzo cieszymy się ze zdobycia punktu na tak ciężkim terenie. My jako beniaminek dopiero tej piłki się uczymy i to było widać w II połowie. Na dodatek ostatnie minuty graliśmy w osłabieniu.
Mirosław Jabłoński: Nie wiem, czy oczekiwania wobec naszego zespołu nie są za duże i nie jest to obciążenie dla drużyny, bo już inaczej nie potrafię wytłumaczyć tej nerwowości w naszej grze. Pierwsze kilkanaście minut było spokojne, strzeliliśmy bramkę, ale po stracie gola wkradła się niesamowita nerwowość. I mimo, że atakowaliśmy szeroko, było sporo sytuacji, ale ta nerwowość w poczynaniach zawodników była widoczna. Nie wiem, skąd się to wzięło. Oni bardzo chcą i się starają, ale w pewnym momencie potrzeba zimnej krwi.
Wisła: Wierzchowski 7 – Pekovic 7, Belada 5, Colakovic 8, Żivkovic 5 (78 Romuzga) – Gęsior 5, Rachwał 7, Gevorgyan 4 (70 Zilic), Mierzejewski 4 (46 Peszko) – Vujovic 8, Jeleń 4.
Arka: Chamera 7– Kowalski 5, Jawny 5, Cios 5, Jakosz 7 – Gorząd 6, Ława 7, Sobieraj 5, Niciński 5 – Pilch 4 (76 Griszczenko), Imeh 4 (64 Kubisz).
Pozostałe wyniki: Legia Warszawa – Groclin Grodzisk Wielkopolski 0: 2, Górnik Zabrze – Odra Wodzisław 1: 1, Górnik Łęczna – GKS Bełchatów 0: 2, Zagłębie Lubin – Lech Poznań 4: 5, Amica Wronki – Pogoń Szczecin 4: 1, Kolporter Kielce – Polonia Warszawa 3: 2

Mecz Wisła Kraków – Cracovia został przełożony


Jola Marciniak
Fot. Kuba Marciniak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości