Pilarki bez osłony, przewody elektryczne bez gniazd, brak osłon na wałach przekaźnika mocy - to najczęstsze przykłady niebezpiecznego używania rolniczych maszyn i urządzeń, dostrzeżone przez kilkuosobową komisję konkursową z Oddziału Regionalnego KRUS w Płocku, która od 19 do 30 kwietnia 2004 roku odwiedziła 27 gospodarstw zgłoszonych do ogólnokrajowego konkursu na bezpieczne gospodarstwo rolne. Do lustracji przyłączył się także “Tygodnik Płocki”. Okazało się, że z bezpieczeństwem pracy było znacznie lepiej niż z bezpiecznym posiadaniem mienia. Bo na wsi kradną wszystko: od bydła opasowego po koło od ciągnika.
W jednym z gospodarstw (z tabliczką na ogrodzeniu, że to obiekt chroniony!) właścicielka wylegitymowała komisję. Była kilkakrotnie okradana, więc na widok kilku mężczyzn chyba nie mogła zareagować inaczej. Podczas wizytacji gospodarstw 30 kwietnia nikt jednak o dokumenty nie pytał. Pierwszy z rolników, Stanisław Michalski z Gorzechowa w gminie Brudzeń Duży do konkursu zgłosił się po raz drugi i nie ma kompleksów. Urocza brzoza na środku podwórka otoczona jest sprzętem rolniczym. Maszyny stoją wszędzie, w każdym rogu podwórka psy na łańcuchu i nie może być inaczej: - Siedzą pod sklepem, piją, a jak zabraknie grosza, to kradną. Dlatego wszystko jest na podwórze wprowadzone. Kiedyś o pierwszej nocy usłyszałem, że przez wieś jedzie samochód. Coś mnie tknęło, poszedłem sprawdzić narzędzia, patrzę, a glebogryzarki nie ma! Znalazłem ślady butów czterech mężczyzn. Kraty są wszędzie, bo okna wybijają. Na wrota od strony pola też musiałem założyć kraty, bo wyrywali deski - ubolewa Michalski. Gospodaruje od 1981 r., ma 35 ha ziemi, sprzęt 20-30-letni. Sieje zboża, kukurydzę, rzepak, groch; hoduje trzodę chlewną, ale świni nie uwidzisz, bo akurat sprzedane. Jest członkiem najstarszej w rejonie grupy producenckiej, rocznie wspólnie sprzedają Zakładom Mięsnym w Płocku 6 tys. sztuk trzody. Czy będzie świętował wejście do Unii?: - Obawiam się, że Unia przyśle do nas dużo taniego towaru i społeczeństwo nie kupi naszego tylko tamten, bo będzie tańszy - prognozuje rolnik. Jest jak pomysłowy Dobromir - pokazuje własnej produkcji bronę talerzową (zrobioną z dwóch talerzówek, jedna jest sąsiada, rolnik żartuje, że jak się pokłócą, to każdy zabiera swoją) i pług 4-skibowy, nieopodal stoi wykonany własnoręcznie bin (zbiornik) na zboże. W stodole zainteresowanie komisji (która najwyraźniej lubi szybką jazdę bez trzymanki) budzi gokart konstruowany przez syna Piotra, ale dostrzega też niedociągnięcia. Współczuje rolnikowi, że musi cały sprzęt trzymać na podwórku, żeby nikt nie ukradł, abyło zgodnie z wymogami, powinien go... powiesić nad podwórkiem.
Po co weterynarz
nakazał kafelki
Drugie z gospodarstw znajduje się w Bielsku, należy do Janusza Karpińskiego, który już dwukrotnie był nagradzany w etapie regionalnym konkursu. Gospodarują z żoną Krystyną od 15 lat, ostatnio dokupili 8 ha, łącznie mają 28 ha. Jest kombajn zbożowy i 3 ciągniki. Na pastwisku przed domem pasie się stado dorodnych krów (razem 27 sztuk bydła) - gospodarstwo specjalizuje się w produkcji mleka, które kupuje firma z Piotrkowa Kujawskiego. Obejście zachwyca już na pierwszy rzut oka: schludne, zadbane, czyste. Obora z certyfikatem w kafelkach (komisja się oburza, po co weterynaria nakazała kafelki, skoro wystarczy emulsja?), pomieszczenie na środki ochrony roślin również, w pomieszczeniu z basenem na mleko biała firanka w oknie: - Staramy się, żeby tego bałaganu nie było, bo potem nie można sobie dać rady – mówi Krystyna Karpińska i od razu widać, że bałagan to pojęcie względne. Tym, co się dzieje w gospodarstwie, żywo interesuje się jedyna córka Ola, uczennica I klasy gimnazjum. Żałowała, że nie przyjmie gości, bo w zeszłym roku wiernie towarzyszyła komisji. Całe gospodarstwo jest bardziej niż unijne, choć wniosku o dopłaty bezpośrednie Karpińscy jeszcze nie złożyli “bo nie ma kiedy”. Najbardziej dokucza im plaga lisów, które porywają kaczki i kury z podwórka (dlatego muszą być zagrodzone). Komisja chwali m.in. zabezpieczone odpowiednio schody, wzorowe ciągi komunikacyjne, ale zauważa też braki. Komentuje, iż urządzenie udojowe raczej powinno być w innym pomieszczeniu niż składowanie mleka. Poza tym daje dużo punktów za estetykę.
Z gminy Bielsk przemieszczamy się do gminy Zawidz, gdzie we wsi Gutowo Górki obejrzymy gospodarstwa dwóch Gutowskich. W tej wsi Gutowskich jest podobno jak grzybów po deszczu. Do gospodarstwa Jarosława Gutowskiego wiedzie polna, pagórkowata droga daleko od szosy. Właściciela nie ma, choć dobrze wiedział, kiedy komisja przyjedzie. Ale że na wiosnę na wsi robota w rękach się pali, pojechał siać pszenicę. Od razu widać, że gospodarz nie bardzo znał konkursowe kryteria. W tym obejściu dosłownie wszystko jest wszędzie, brak typowego podwórka, ogrodzenia. Obecna w domu seniorka ma do komisji zaufanie, pozwala wszystko obejrzeć. Mówi, że groźny pies jest zamknięty. Przestrzega, żeby nie otwierać tych drzwi. Sęk w tym, że komisja nie wie, których, a kobieta nie umie ich wskazać. W związku z tym komisja, która musi obejrzeć wszystkie pomieszczenia, proponuje, żeby prowadziła dziennikarka. Na szczęście to tylko żart. To, co znajduje się na podwórku, w kategoriach żartu raczej nie zostanie potraktowane. Komisja dostrzega liczne progi, za to chwali obsługę zwierząt
W domu nie ma także Mirosława Gutowskiego. Rodzice Jadwiga i Ryszard tłumaczą syna, że czekał na komisję, ale musiał pojechać do banku i zaraz po niego zadzwonią. Rzeczywiście, po kilkunastu minutach zajeżdża z piskiem ciągnikowych opon na podwórko, za nim unosi się tuman kurzu. Optymista, choć kawaler. Głosował za Unią, a teraz ubolewa z tego powodu. Gospodarstwo prowadzi od 17 lat, ma 25 ha (uprawia pszenżyto, kukurydzę), 2 ciągniki i 24 sztuki bydła (obora ma być wybielona po wyjściu krów na pastwiska), mleko sprzedaje do Sierpca (ok. 1 zł za litr). Podwórze szczelnie zabudowane, stoi m.in. nowy dom, przeprowadzka za rok. W gospodarstwie pomaga matka: - Teraz chyba łatwiej się gospodaruje niż kiedyś, choć młodzi narzekają, że ciężko. Kiedyś trzeba było iść na całe dnie w pole, a teraz jest kombajn i żniwa mijają tak szybko, że nie wiadomo kiedy - uważa Janina Gutowska. Mówi, że syn nie chciał wziąć udziału w konkursie, bo twierdził, że jego gospodarstwo nie nadaje się do takich rzeczy. Komisja dostrzega “elektrownię”, czyli dodatkowy agregat. Podoba się jej, że pomieszczenie na mleko jest odseparowane od obory, że w gospodarstwie są taczki, że nie ma progów.
Świnki jak z obrazka
W Mańkowie (też gmina Zawidz) ukazuje się malowniczo położone gospodarstwo sołtysa Stanisława Osieckiego - przed domem ogród z kwitnącymi drzewami owocowymi, tulipanami i pasieką wujka-seniora. Osiecki gospodaruje od 1992 r., ma 25 ha, hoduje 300 sztuk trzody chlewnej rocznie w cyklu zamkniętym (tuczniki trafiają do Zakładów Mięsnych w Płocku), miewa od 10 do 15 macior. Chlewnia wzorcowa, a świnie są jak z obrazka. Maciory uwięzione w metalowym, ciasnym ogrodzeniu. To podobno dla bezpieczeństwa prosiąt, ale bardziej kojarzy się z tzw. intensyfikacją produkcji, a nie dobrostanem zwierząt. Rolnik sieje zboża i uprawia buraki, które sprzedaje do Glinojecka (płacą w terminie). Osiecki podchodzi do swego udziału w konkursie z rezerwą: - Widzę za dużo braków, żeby w czymś takim uczestniczyć. Braków tego dnia komisja widziała już dużo, ale tu ich akurat nie ma aż zanadto. Jedną ścianę podwórza tworzy stodoła, okazuje się, że to sąsiada, gospodarz nie miał nic przeciwko jej bliskości, bo z sąsiadem żyje w zgodzie. Komisja podziwia jego stodołę - nowoczesną, z blachy, bez słupów podporowych, co ułatwia manewry, kosztowała 50 tys. zł. Przydałoby się więcej ziemi, ale w sierpeckim nie ma jej od kogo kupić - jest głód ziemi. Rolnik był przeciwko Unii: - Tym bardziej, że na trzodzie to my w niej nie pojedziemy - komentuje. Lada moment zacznie tatuować świnie. Mówi, że kradzieże we wsi się zdarzają, ale największą przeżył 5 lat temu - nocą ekipa wyprowadziła mu z obory 4 byki po 500 kg. Dzień wcześniej zjawił się informator, rzekomo zainteresowany kupnem cieląt. Komisji podoba się typowy warsztat z metalowymi stołami. Zauważa, że ktoś się tu bawi w elektryka... Wujek-kawaler nie, bo mówi, że do kobiet i do prądu się nie dotyka. Za to całą rodzinę karmi miodem ze swojej pasieki.
Z Mańkowa udajemy się do Żabowa w tej samej gminie. Kazimierz Ruszkowalski właśnie sadzi ziemniaki, zajeżdża na podwórko na wezwanie żony Teresy. Gospodarują wspólnie od 22 lat, mają 18 ha, ponad 20 sztuk bydła, po mleko co 2 dni przyjeżdża Sierpc; są też tuczniki i 5 macior. Mają 2 ciągniki i kombajn ziemniaczany. Obejście zadbane (z kaktusami w ogródku), a rolnik wylewny. W oborze niefrasobliwie fruwają jaskółki, zaakceptowane przez samego inspektora weterynarii. Jest wyciąg, wszystko odbywa się w obrocie zamkniętym, w magazynie zbożowym jest mechaniczny rozładunek. W stodole akurat mieści się skład ziemniaczany. To konieczność, bo “kradną bardzo” i gdzieś trzeba bezpiecznie magazynować. Gaśnicę dostał Ruszkowalski w prezencie od szwagra, ale ciekawość komisji budzi zabytkowa już hydronetka. Nową, 3-letnią oborę, zbudował rolnik za własne pieniądze, bo kredytów nie bierze. Komisji podoba się osobne pomieszczenie na paliwo, porządek w warsztacie, maska węglowa z filtrem. Nie podoba m.in. nie zabezpieczony strop w oborze.
***
Laureatów etapu regionalnego konkursu na bezpieczne gospodarstwo rolne poznamy podczas Giełdy Rolniczej w Płocku-Górach 30 maja. Być może w gronie laureatów znajdzie się któreś z gospodarstw wizytowanych właśnie 30 kwietnia?
Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze