Dokładnie 31 lat temu pan Stanisław postawił altankę na działkach przy ul. Dobrzyńskiej. Nikt wtedy nie wydawał pozwoleń na stawianie jakichkolwiek budynków, nikt też nic nie dobudowywał. Ówczesny prezes, na pytanie, jaką altanę może postawić, powiedział: „na jaką cię stać”. Domek nie jest zbyt wysoki. Ma około 5 m i zagospodarowane piętro, na którym nikt nie mieszka, bo od 30 lat służy do hodowli gołębi.
Do tej pory nikomu nie przeszkadzało, że na pięterku altanki pana Stanisława mieszkają sobie gołębie. Zresztą jak mogło to przeszkadzać sąsiadom, którzy też coś hodują? Niektórzy mieszkają na działkach kilka miesięcy w roku, lecz wszyscy, przez wspólnie spędzone lata przyzwyczaili się, że działki są ich drugim domem.
Ponieważ pan Stanisław hodował gołębie, miał też psa, który odstraszał potencjalnych złodziei. To przyjaciel rodziny, mieszkający przy altance od wielu lat. Stary, spokojny pies nigdy nikomu nie wadził i nie zakłócał spokoju. Jednak nagle zaczął przeszkadzać sąsiadowi, który ma swoją działkę 200 metrów dalej. – Najpierw sąsiad przyszedł do mnie skarżąc się na psa – opowiada pan Stanisław. – Nie zareagowałem, a właściwie to powiedziałem mu, żeby sobie nie żartował, bo jak mój stary pies może mu przeszkadzać? Uważałem sprawę za załatwioną, a tymczasem okazało się, że to dopiero początek moich problemów.
Kilka dni później, 8 stycznia 2015 roku, pan Stanisław dostał pismo, że przyjadą na działkę przedstawiciele nadzoru budowlanego. Mieli sprawdzić, czy altanka została wybudowana zgodnie z przepisami, bo prawdopodobnie jest za wysoka, jak na tego typu zabudowę. – Byłem zdziwiony, ale pojechałem na działkę. Urzędnicy przyjechali, wpuściłem ich na teren, pomierzyli, zrobili zdjęcia i jak się później okazało, ruszyła cała machina. W pierwszym piśmie poinformowano mnie, że mój dom ma wysokość 530 cm, w drugim, że 540 cm wysokości i koniecznie muszę rozebrać pięterko, bo całość jest za wysoka – opowiada o swoich perypetiach nasz czytelnik. Najpierw pan Stanisław udał się do ostatniego prezesa zarządu ogrodów działkowych, który zapewnił naszego czytelnika, że od 17 lat wszystkie altanki są budowane zgodnie z prawem i nie ma przepisu, na podstawie którego można byłoby to kwestionować. Jeżeli jednak tak, to problem nie powinien dotyczyć tylko tej jednej altanki, ale jeszcze 14 innych w tym ogrodzie działkowym i około 300 w całym Płocku. Tymczasem decyzji o konieczności rozebrania piętra nie dostał nikt, z wyjątkiem pana Stanisława.
W piśmie od Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego napisano, że pan Stanisław jako „właściciel obiektu budowlanego, podpiwniczonej murowanej altany z poddaszem przeznaczonym na gołębnik, musi mieć pozwolenie na budowę działki. Jeśli tego dokumentu nie ma, to jest to samowola budowlana, którą trzeba rozebrać. Pozwolenia nie było, ponieważ 31 lat temu, a także w latach następnych, przy budowie altanki nikt takich dokumentów nie wymagał. Urzędnicy po ponad 30 latach mogli wszcząć procedury, bo jak napisano w piśmie, „powierzchnia zabudowy przedmiotowej altanki mieści się w granicach określonych przepisem, natomiast jej wysokość wynosi 5,4 m i przekracza wysokość dopuszczalną, czyli przy dachu płaskim – 4 m.” Dodajmy, że przy dachu stromym, dopuszczalna wysokość budynku wynosi 5 m. Pan Stanisław zaczął rozważać rozebranie pięterka, ale gołębie rozpoczęły okres lęgowy. – Ptaki właśnie zdążyły poskładać jaja, nie miałbym sumienia w takiej chwili demontować konstrukcji. Należałoby chociaż poczekać do jesieni – tłumaczy.
Zaproponowaliśmy panu Stanisławowi, by udał się do wydziału ochrony środowiska z prośbą, by ktoś zainterweniował w sprawie gołębi. Nasz czytelnik poszedł do właściwego urzędu, ale szybko się rozczarował. Okazało się, że ochronie podlegają tylko dziko żyjące gołębie, kury i gęsi, a lęgowiska pozostałych, znajdujących się pod opieką ludzi ptaków, można zgodnie z prawem niszczyć w dowolnym momencie.
Jednak nasz czytelnik nie musi ani teraz, ani jesienią rozbierać gołębnika. W sumie otrzymał 12 pism w tej sprawie. Okazało się, że wszystko jest zgodne z prawem i nie musi rozbierać gołębnika, a ptaki mogą spokojnie przyjść na świat. Ma już dokument potwierdzający solidność budynku i żaden urzędnik nie powinien zarzucać mu braku pozwolenia na budowę. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze