Reklama

Nie chcemy baru piwnego!

28/04/2004 15:04
Jest sklep. Od początku 2003 roku można w nim kupić alkohol w pełnym asortymencie: od alkoholi drogich, po piwo i wino “Sen sołtysa”. Na początku tego roku właściciele sklepu postanowili w pomieszczeniu obok urządzić bar piwny. Ale jest problem - prawie 130 rodzin z sąsiednich bloków nie życzy sobie tego “punktu gastronomicznego”, ponieważ już od roku boryka się z konsekwencjami sprzedaży alkoholu w sklepie.
Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, pijący alkohol czynią to za sklepem, na trawnikach, na klatkach schodowych, w piwnicach. W tych również miejscach swobodnie spełniają swoje potrzeby fizjologiczne, co dla mieszkańców bloków jest niesłychanie uciążliwe. Dlatego, kiedy pod koniec lutego ku swemu ogromnemu zdumieniu zauważyli, że obok sklepu lada moment wyrośnie bar, postanowili solidarnie zaprotestować: - Właściciele sklepu państwo N. zwrócili się się do nas kilka lat temu, gdy sklep mieścił się jeszcze w baraku przy ul. Orlińskiego 1, żebyśmy wyrazili zgodę na powstanie nowego pawilonu. W sklepie wyłożona była lista do aprobującego podpisu. Zgodziliśmy się, choć potem ku naszemu zaskoczeniu nowy budynek sklepu zaskoczył nas rozmiarami - przypomina kamienicę. Myśleliśmy, że ten paskudny barak obok,w którym poprzednio mieścił się sklep, zostanie rozebrany, ale państwo N. go pozostawili, a w dodatku połączyli ściany obu budynków - opowiadają początki całej historii mieszkańcy sąsiadujących ze sklepem bloków przy ul. Gwardii Ludowej 17 i 15. - Nasze zaskoczenie jeszcze wzrosło, gdy na początku lutego tego roku zauważyliśmy, że w baraku zaczyna się coś dziać: właściciele przywożą ławy, krzesła, zainstalowali ladę wydawczą. Na osiedlu zaczęto mówić o powstaniu baru. Wtedy zareagowaliśmy.
Zebrali podpisy protestujących: 46 w bloku nr 15 oraz 81 w bloku nr 17, po czym wyłożyli swoją negatywną opinię na temat baru w pismach do Rady Mieszkańców Osiedla “Łukasiewicza” i przewodniczącego Rady Miasta Płocku, oba datowane na 29 marca: - Chcieliśmy działać szybko, wiedząc, że jeśli nie zaoponujemy, bar na nasze nieszczęście powstanie i wszyscy będziemy odczuwać negatywne skutki tego niechcianego przybytku - przekonują mieszkańcy “Wielkiej Płyty”. Napisali, że bar ma stać w odległości 8 m od placu zabaw, 5 m od ruchliwej jezdni, zachowania pijących piwo bywają nieprzewidywalne, a podczas meczów “Wisły” bar stanie się dla kibiców przystankiem do rozładowania emocji. Pierwsza odpowiedź na ich protest nadeszła 5 kwietnia br. z Oddziału Ewidencji Działalności Gospodarczej w UM Płock - “do chwili obecnej nie wydano zezwolenia na sprzedaż napojów alkoholowych w w/w placówce gastronomicznej, jak również nie odnotowano wniosku przedsiębiorcy o jego wydanie”.
Wydawać by się mogło, że mogą odetchnąć z ulgą (choć dowiedzieli się już, że w baraku będzie prowadzona tzw. działalność gastronomiczna). Ale nie - w dalszym ciągu z niecierpliwością oczekiwali odpowiedzi Rady Mieszkańców Osiedla. Tak, jak bez rozgłosu postanowili otworzyć bar państwo N., tak samo po cichu, bez rozgłosu, zamierzała zadziałać Rada, organ było nie było mający służyć mieszkańcom, a nie przedsiębiorcom. Na pismo protestujących odpowiedziała dopiero po 3 tygodniach, motywacją była rozmowa telefoniczna z dziennikarzem “Tygodnika Płockiego”.


Rada jest na tak
Jak zaczęli się już domyślać lokatorzy z Gwardii Ludowej, RMO w związku z ich protestem zwróci się z prośbą do przewodniczącego rady miasta z prośbą o rozpatrzenie spornych kwestii dotyczących lokalu, ale informuje że: “(...) rozpatrując wniosek Pani Doroty N. z dnia 8 stycznia 2004 r. o wydanie zezwolenia na sprzedaż napojów alkoholowych w Płocku przy ul. Orlińskiego 1 dotyczący placówki gastronomicznej wydała opinię pozytywną [podkreślenie red.]. Wydanie pozytywnej opinii poprzedzone zostało zasięgnięciem opinii wśród członków rady, jak również brakiem wcześniejszych protestów ze strony mieszkańców osiedla”. A niby skąd w styczniu mieszkańcy Gwardii Ludowej mieli się dowiedzieć o pomyśle na bar, skoro nigdzie, nawet na znajdującej się w każdym bloku tablicy ogłoszeń, nie znalazła się choćby wzmianka na ten temat?
W tym samym czasie do protestujących przyszło także pismo podpisane przez przewodniczących Komisji Skarbu, Budżetu i Gospodarki Finansowej oraz Komisji Gospodarki Komunalnej w Radzie Miasta Płock, popierający protest mieszkańców wobec powstania baru. Protestujący przyjęli je z radością. Komisje komisjami, a ostatecznie zezwolenie na sprzedaż napojów alkoholowych leży w gestii Oddziału Ewidencji Gospodarczej Urzędu Miasta Płocka. Do 22 kwietnia nie wpłynął do niego wniosek o pozwolenie na sprzedaż napojów alkoholowych, ale jeśli w przyszłości jego pomysłodawcy wykażą, że spełniają warunki usytuowania baru zawarte w uchwale RM z 2002 r. (zgodnej z ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi), a więc będzie się on znajdował w odległości nie mniejszej niż 50 m od obiektów chronionych tj. kultu religijnego, hal sportowych, placówek oświatowych, oświatowo-wychowawczych, opiekuńczych i ogródków jordanowskich. Do tego dołączą 5 innych dokumentów (w tym opinię Rady Mieszkańców Osiedla, która jest wiążąca), to nie będzie żadnych przeciwskazań, aby takiej zgody udzielić:
- Obowiązują zasady wolności i pewności gospodarczej - mówi Andrzej Szczęsny, kierownik Oddziału Ewidencji Działalności Gospodarczej.
- Nie można nie udzielić zgody na sprzedaż alkoholu, jeśli przedsiębiorca spełni wszystkie warunki, wynikające z przepisów prawa: do wniosku dołączy zaświadczenie o wpisie do ewidencji gospodarczej, dokument potwierdzający tytuł prawny do lokalu, decyzję państwowego powiatowego inspektora sanitarnego, opinię Rady Mieszkańców Osiedla - wylicza kierownik. Dodaje również, że zezwolenie na sprzedaż alkoholu zawsze można cofnąć, jeśli w ciągu pół roku zostaną udowodnione co najmniej dwa przypadki zakłócania porządku publicznego w związku ze sprzedażą napojów alkoholowych.
Mieszkańcy bloków przy Gwardii Ludowej zamierzali zadziałać profilaktycznie: lepiej nie dopuścić do powstania baru niż potem borykać się ze wszystkimi kłopotami związanymi z jego uciążliwą działalnością. Cóż z tego, skoro nawet Miejska Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych przy wydawaniu swojej opinii nie bierze pod uwagę protestów mieszkańców. Protestujący zastanawiają się, dlaczego pijący alkohol mają w mieście większe prawa niż ci, którym on przeszkadza.
Natomiast właścicielki sklepu, pani N., nie opuszcza dobre samopoczucie. W rozmowie z “TP” mówi, że bar otworzy “na dniach”, o protestach słyszała, ale opinią jednej czy dwóch osób nie zamierza się przejmować: - W sklepie była wyłożona lista, zgodę na bar wyraziło 100 osób - twierdzi.
Pani N. nie rozumie, dlaczego bar może komuś przeszkadzać, a poza tym zatrudni jedną czy dwie osoby.
Co w tej sytuacji mogą jeszcze zrobić protestujący? Jak mają się obronić przed niechcianym sąsiedztwem? Dlaczego Rada Mieszkańców Osiedla “Łukasiewicza” po otrzymaniu protestu nie chciała zweryfikować swojej opinii?
Wszelkie mówienie o działaniu na rzecz trzeźwości wydaje się być jedynie czczą gadaniną, bo przecież znacznie łatwiej urządzić pogadankę dla uczniów o szkodliwości picia alkoholu niż pomóc konkretnym ludziom, którzy nie chcą, żeby wokół strumieniami lał się alkohol.


Elżbieta Grzybowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości