Reklama

Nie chcą wiatraków

03/04/2014 09:09
Przez ponad osiem godzin trwała akcja protestacyjna tych mieszkańców gminy Drobin, którzy nie zgadzają się, aby w pobliżu ich domów wybudowano wiatraki. Protestujący byli przed budynkiem Urzędu Miasta i Gminy i na sesji Rady Miejskiej. I mówią, że nie odpuszczą w sprawie wiatraków.
Rano pod Urząd Miasta i Gminy przyjechało kilkanaście olbrzymich traktorów, które zablokowały parking przed budynkiem. Było też ok. 50 protestujących. „Stop wiatrakom w gminie Drobin”, „Żądamy egzekwowania naszych praw”, „Precz z wiatrakami w pobliżu naszych domów” – to tylko niektóre z haseł widniejących na transparentach. Dzień protestu nie był przypadkowy. – Dziś jest sesja i chcemy pokazać radnym, że nie chcemy wiatraków w pobliżu naszych domów – mówi Krzysztof Mielczarek ze Świerczyna, szef Stowarzyszenia „Nasza wieś”, jeden z organizatorów protestu.

Prośby do posłów

Do spotkania z radnymi było kilka godzin, więc protestujący chętnie rozmawiali z dziennikarzami. Mówili, że nie są przeciwnikami wiatraków, ale nie chcą, aby zostały zbudowane w pobliżu ich domów. Podkreślali też, że czują się oszukani, bo nie rozmawiano z nimi i nie wiedzieli o budowie wiatraków. – Może i późno protestujemy, ale mieszkańcy dowiedzieli się o całej sytuacji, gdy rozpoczęła się procedura podpisywania umów z rolnikami na położenie kabla – mówi Agnieszka Bucior ze Stowarzyszenia „Eko-natura Setropie”.
Protestujący wysłali pisma z prośbą o pomoc do parlamentarzystów. M.in. do Julii Pitery napisali mieszkańcy Maliszewka i Borowa, Setropi, Kuchar, Świerczyna, Dobrosielic Zalesia. W sumie pod listami podpisało się blisko 200 osób. W pismach podkreślają, że wiatraki mają stanąć zbyt blisko zabudowań, że to odległość zaledwie ok. 500–600 metrów. A Krzysztof Mielczarek mówi, że od swoich budynków do wiatraka ma mieć tylko 380 metrów. Zdaniem protestujących tak niewielka odległość negatywnie będzie wpływać na zdrowie. W pismach mieszkańcy podnoszą też kwestię, że inwestor farmy wiatrowej wspomagał finansowo np. remonty remiz, jednostki OSP, świąteczne paczki. Ich zdaniem to dlatego niektórzy radni i mieszkańcy są za wiatrakami.
Ale przede wszystkim podkreślają, że nikt z nimi nie rozmawiał o inwestycji. „Główną nieprawidłowością naszym zdaniem jest brak prawidłowo przeprowadzonych konsultacji społecznych (w ogóle ich nie było). Na komisji w dniu 4 marca radni oficjalnie przyznali, że konsultacji rzeczywiście zabrakło. Społeczność nasza nie była informowana rzetelnie przez UMiG o planach tak dużej inwestycji, jak elektrownie wiatrowe, które mają ogromny wpływ na nasze funkcjonowanie. Urzędnicy mówią o obwieszczeniach wywieszonych na tablicy informacyjnej w danych sołectwach. A takiej tablicy w naszej wsi Setropie – niestety brak” – napisali w jednym z listów. „Od początku inwestycji nasze sołectwo Świerczyn nie było powiadamiane o inwestycji – urzędnicy twierdzili, że jako sołectwo nie jesteśmy stroną w postępowaniu, chociaż nasze działki bezpośrednio graniczą z działkami, na których prowadzona jest inwestycja. Wszystkie powiadomienia były wysyłane na sąsiednie sołectwo Świerczyn Bęchy 4 kilometry dalej, gdzie miały być zamieszczane na tablicy ogłoszeń, której wcale nie było” – można przeczytać w kolejnym piśmie.

Ważna inwestycja

Burmistrz Drobina, Sławomir Wiśniewski mówi, że nad farmą wiatrową prace toczą się od trzech lat. Na terenie gminy ma stanąć 12 wiatraków. Pierwotnie miało być ich 14, ale w dwóch przypadkach inwestor zrezygnował z budowy, m.in. w Nowej Wsi po protestach mieszkańców. – Są pozytywne raporty oddziaływania na środowisko. W naszym prawie nie ma przepisów dotyczących odległości wiatraków od zabudowań. Są tylko normy dotyczące hałasu. My opieramy się na opiniach ekspertów – mówi burmistrz. Dodaje, że obecnie inwestycja jest finalizowana. Że jest wyłożony do wglądu projekt zmian studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, dotyczący terenów na których mają stanąć wiatraki. Mieszkańcy mogą zgłaszać do niego uwagi, a 10 kwietnia odbędzie się dyskusja publiczna na jego temat. – Myślę, że kwestia przyjęcia planu zagospodarowania przestrzennego zmobilizowała część mieszkańców do protestu – mówi Sławomir Wiśniewski.
Jeśli studium zostanie przyjęte przez radnych, następnym krokiem inwestora będzie wystąpienie o pozwolenie na budowę do płockiego starostwa powiatowego.
Dlaczego Drobin chce farmy wiatrowej? – Pomijając już wszelkiego rodzaju kwestie związane z ekologią, z tym, że nasz kraj musi zwiększać pulę energii ze źródeł odnawialnych, to dla gminy i tym samym dla mieszkańców są to wymierne korzyści finansowe. Szacuję, że po powstaniu farmy do budżetu gminy wpływałoby rocznie ok. 1–1,5 mln zł w formie podatku od nieruchomości. Nie możemy lekceważyć takich pieniędzy, bo wtedy większość mieszkańców gminy by nam tego nie darowała – mówi burmistrz. Dodaje, że nie wszyscy mieszkańcy gminy, gdzie mają stanąć wiatraki, protestują. Tak jest w przypadku Niemczewa, Nagórek, Karsów.
Sławomir Wiśniewski nie zgadza się z zarzutem, że mieszkańcy nie byli informowani. – Na każdym etapie postępowania związanego z tą inwestycją mieszkańcy byli informowani. Były spotkania dotyczące inwestycji. Odbyły się w Maliszewku, Chudzynie, Nagórkach, Niemczewie. Rzeczywiście nie było takiego spotkania w Świerczynie – mówi burmistrz.
Ale protestujący twierdzą, że w Chudzynie spotkanie zostało zorganizowane, już po przyjęciu zmian w planie zagospodarowania przestrzennego, a w Maliszewku stwierdzono, że jest to luźne spotkanie i nie pozwolono zrobić listy z podpisami protestujących.

Gorąca dyskusja podczas sesji

Pikieta przed urzędem nabierała rumieńców, im bliżej było do rozpoczęcia sesji. Protestujący chcieli rozmawiać z radnymi zmierzającymi na obrady. Niektórzy, jak radny Stanisław Nowakowski czy Błażej Staniszewski po raz kolejny podkreślali, że nie byli i nie są zwolennikami wiatraków. Gromkie brawa zebrał wiceprzewodniczący Andrzej Wawrowski, gdy na pytanie, jakie jest jego stanowisko w sprawie protestu i wiatraków, stwierdził, że jest i zawsze był ze społeczeństwem. Protestujący przepytali też radnego powiatowego, Andrzeja Samoraja. – Ta inwestycja powinna łączyć, nie dzielić – stwierdził radny.
Sala, w której odbywają się posiedzenia Rady Miejskiej, tym razem nie mogła pomieścić wszystkich. Krzysztof Mielczarek na początku sesji wręczył przewodniczącemu Rady Miejskiej Zbigniewowi Kłosińskiemu oficjalny protest mieszkańców z prośbą o jego odczytanie. – Chcemy, żeby odnieśli się do niego burmistrz i przewodniczący. Prosimy, aby radni i burmistrz pochylili się nad tą sprawą – mówił Krzysztof Mielczarek. A Agnieszka Bucior poinformowała o złożeniu 32 wniosków o odszkodowanie w związku z utratą wartości nieruchomości, przy których mają być wiatraki.
Pismo, zgodnie z porządkiem obrad, zostało odczytane na sam koniec sesji. Protestujący cierpliwie czekali, a w przerwie obrad prowadzili ożywioną dyskusję z burmistrzem. Mówili, że nie chcą wiatraków obok domów, że nie było z nimi prowadzonych konsultacji, że pieniądze to nie wszystko i liczy się zdrowie mieszkańców.
W piśmie znalazło się wiele pytań, ale też zdanie, że „na wsi najlepiej postawić wiatraki, uprzykrzyć ludziom życie i brać dotację za naszą krzywdę”. Protestujący pytali m.in. dlaczego nie były przeprowadzone konsultacje społeczne, dlaczego ginęły okólniki lub wcale ich nie było i czemu nikt nie spotkał ornitologów.
Po odczytaniu pisma wywiązała się blisko dwugodzinna dyskusja. Emocji w niej nie brakowało. – Jestem przeciwko wiatrakom. Po pierwsze dlatego, że są za blisko budynków. Po drugie dlatego, że produkują najdroższy prąd, a nie chcę, żebyśmy więcej płacili za energię. Będę popierał protestujących – oświadczył radny Stanisław Nowakowski. Niektórzy radni zostali skrytykowani przez protestujących. – Jest pan naszym radnym, powinien pan nas reprezentować. To pan powinien przekazać nasz protest. Najwyższa pora, żeby spojrzeć na wyborców – mówiła Katarzyna Kamińska z Setropi do radnego Jerzego Gajewskiego.
Radny Ryszard Dylewski stwierdził, że wśród radnych jest duża grupa, do której przemówiły względy ekonomiczne związane z postawieniem wiatraków. Ale po drugiej stronie jest aspekt społeczny. – Widać, że nie porozumieliśmy się ze społeczeństwem. To będzie trudne, ale trzeba wrócić do dialogu. Moim zdaniem nie jest wskazany pośpiech w stawianiu wiatraków. Zagalopowaliśmy się jako władza miejscowa. Trzeba wyhamować – stwierdził. Powiatowy radny Andrzej Samoraj zaproponował, żeby podzielić plan zagospodarowania przestrzennego dotyczący miejscowości, gdzie mają być wiatraki, na poszczególne wsie. Zwołać w nich zebrania sołeckie i przekonać się, jakie jest zdanie mieszkańców.
Dyskusja rozkręcała się z minuty na minutę. – Zdaję sobie sprawę, że jestem na straconej pozycji, bo będziecie państwo kwestionować wszystko, co powiem. Biorę na siebie pełną odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Intencją moją i rady zawsze było dobrze służyć społeczeństwu. Nie chcę wprowadzać wiatraków na teren gminy, żeby komuś szkodzić, zrobić na złość. To jest z korzyścią dla gminy. Możemy dyskutować na temat wiatraków. Ale absolutnie nie zgadzam się z tezą, że to były jakieś tajne działania. Trąbimy o farmie wiatrowej od trzech lat. Nie zgodzę się z tym, że nie byliście państwo informowani. Mówię o wiatrakach niemal na każdej sesji, na której przecież są sołtysi. Kilkakrotnie były artykuły w naszym piśmie samorządowym – stwierdził burmistrz.
Kończąc sesję przewodniczący Zbigniew Kłosiński, zapewnił protestujących, że radni będą brali pod uwagę ich głosy w sprawie tej inwestycji.
tekst i fot.  Grzegorz Szkopek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości