Nietrudno zgadnąć co mam na myśli! Nie sposób pominąć tak sensacyjnego wydarzenia, jak pierwsza wygrana reprezentanta (dobrze, niech będzie reprezentantki) naszego pięknego kraju w turnieju wielkoszlemowym. W singlu, bo w deblu i mikście już się zdarzało... Kiedy ostatni raz polski sportowiec sprawił nam tak radosną niespodziankę? Myślę, że jest tylko jeden kandydat. Wojciech Fortuna ze swoim złotym medalem olimpijskim w skokach narciarskich. I tak się składa, że też miał wówczas dziewiętnaście lat... Ale to było prawie pół wieku temu! I ten styl... Fortuna, myślę że można tak powiedzieć, wykorzystał maksymalnie znaczenie swojego nazwiska. Oddał jeden „kosmiczny” skok i to wystarczyło (drugi był raczej mizerny). Iga Świątek musiała wygrać siedem meczów z rzędu. Zrobiła to w stylu nie oglądanym w turnieju tej rangi. Żadna z rywalek nie ugrała więcej niż pięć gemów! Masakra! Tak sobie myślę, jakie wydarzenie w sporcie mogłoby sprawić mi jako kibicowi więcej radości? I odpowiedź jest tylko jedna: mistrzostwo świata naszych orłów w piłce nożnej! Raz było blisko... Gdyby mecz z Niemcami w siedemdziesiątym czwartym został rozegrany na boisku piłkarskim, a nie na jeziorze, to kto wie... Można by tu podać poważne argumenty na poparcie tezy, że wygraliby ten mecz i finał z Holendrami także. Kiedyś na tym miejscu je przytaczałem, zatem nie będę się powtarzał...
Wróćmy do wieku naszej nowej gwiazdy. Tak się składa, że u nas sportowcy jakby dłużej dojrzewają niż w innych krajach. I to nie tylko tych leżących bliżej równika, ale choćby w Skandynawii... U nas piłkarz dwudziestokilkuletni uchodzi za młodego zdolnego. Dobrze się zapowiada! Kiedyś jedna z największych gwiazd rodzimego futbolu, Włodzimierz Lubański debiutował w reprezentacji w wieku szesnastu lat (i w tym debiucie strzelił Norwegom bramkę!). Dziś jego rówieśnicy „błyszczą” w reprezentacjach juniorskich, których się namnożyło nad podziw, walczą o punkty w rozmaitych imprezach dla małolatów, a potem jakoś szybko gasną, zanim zdążą na dobre rozwinąć skrzydła. Niewątpliwie mamy do czynienia z błędem w systemie, bo przecież Polacy nie dojrzewają później niż Niemcy czy Anglicy. Z wyjątkiem dojrzałości piłkarskiej, czy szerzej - sportowej. Choćby skoczkowie narciarscy... Co się dzieje z tymi, którzy zdobywają medale mistrzostw świata juniorów, złotych nie wyłączając, a potem toną w przeciętności? Dlatego sukces Igi Świątek cieszy podwójnie. Może inni pójdą tą drogą?
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze