Reklama

Nagroda zamiast łapówki

22/03/2006 10:59

„Cnota tak jest bogata, ona sama nagrodą i płacą jest w sobie” – uważał z górą 400 lat temu poeta z Czarnolasu. Dziś ta pewność siebie człowieka renesansu nie znalazłaby zapewne uznania. Za bycie cnotliwym żąda się słonej zapłaty. A ponieważ jedną z najpowszedniejszych postaci niecnoty jest nad Wisłą korupcja, wymyślono oryginalny sposób na walkę z tą paskudną przywarą ludzką: „nagrody” za niebranie łapówek. Przykład dał komendant policji w Łodzi. Funkcjonariusze, którzy odmówili przyjęcia 100 złotych łapówki, otrzymali nagrody po 400-500 złotych. Bilans bardzo korzystny: nie biorę „stówy”, bo dostaję za to cztery. To się opłaci. Czy wysokość nagrody uzależniona jest od wysokości odmówionej kwoty? Czy odmowy należy dokonać przy bezstronnym świadku spoza „branży”, czy wystarczy kolega z pracy, a może konieczny jest dowód materialny w postaci audio albo video? W każdym razie warto przemyśleć wszelkie słabe ogniwa tego „programu”, jak to szumnie nazwano, bo metoda godna jest upowszechnienia. Może się co prawda zdarzyć, że zdesperowani klienci spróbują „przebić” pana komendanta, ale i na to jest sposób. Skarb państwa musi zabezpieczyć powodzenie programu, zasoby obywateli są przecież ograniczone. Ewentualne ryzyko niepowodzenia akcji można zniwelować przez podniesienie podatków albo emisję obligacji.
Tak więc doszliśmy do momentu szczególnego w rozwoju polskiej moralności. Za uczciwość trzeba płacić. Nagrody będziemy sobie przyznawać nie za szczególne osiągnięcia, jak to zwykle bywało, ale za nieuhybianie podstawowym obowiązkom, przepisom prawa i zwykłej ludzkiej przyzwoitości, za którą kiedyś ręczono honorem. Za każdym razem, gdy tylko uda nam się zachować uczciwie, dostaniemy ekwiwalent pieniężny pokrywający straty poniesione w wyniku zaniechania nieprzyzwoitości. Jest i pewne ryzyko w tym sposobie myślenia. Nagrody za niebranie łapówek to jak zapłata świadczona przez rodziców leniwym dzieciom za dobre oceny w szkole. Prowadzi oczywiście do chłodnej kalkulacji, spaczając osobowość dziecka. Ale co tam. Ten program skierowany jest do dorosłych.
Dlatego nie patrzmy na sprawy tak jednoznacznie pesymistycznie. Może uda się to zupełnie nowe dla obyczajów i moralności zjawisko spożytkować pozytywnie dla życia społecznego, politycznego, no i oczywiście gospodarczego (po pierwsze gospodarka!). Może tą drogą podgrzejemy schładzaną różnymi sposobami koniunkturę i ożywimy wolną konkurencję, która w przyspieszony sposób pozwoli nam przeskoczyć trudności, z którymi poradzili sobie nasi partnerzy z Unii Europejskiej. Postępując bowiem tą drogą według zasady, kto da więcej, dojdziemy w końcu do takiego pułapu, że poczujemy się wszyscy zaspokojeni do syta. Kiedy już bowiem nie będzie nam się opłacało „brać”, ponieważ ekwiwalenty za tę ohydę wystarczająco zrekompensują nam wszystkim ponoszone straty, pozostanie je tylko aktem najwyższego prawa uczynić regułą powszechną. Dla zrównoważenia nieprzewidzianie wygórowanych aspiracji obywateli można wcielić w życie, najlepiej od przedszkola, uzupełniający kurs filozofii stoickiej jako program dla narodu znajdującego się w momencie przełomowym swych dziejów z wyeksponowaniem zalet cnoty umiaru na plan pierwszy. Połączenie tych dwu skrajnych tendencji zaowocuje społeczną harmonią, którą będziemy się cieszyć co najmniej przez tysiąc lat.
Co tam, że inni doszli do tego samego nieco prostszą drogą. Nie mają problemu korupcji, bo ludzie są dobrze wynagradzani. Kto jednak powiedział, że wszyscy muszą podążać prostą drogą?

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości