Reklama

Nadzieją edukacja i turystyka

21/03/2002 13:34
Rozmowa z Łukaszem Marią Abgarowiczem, posłem na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej- Jak często, jako poseł wybrany z tego okręgu, jest pan obecny w Płocku? - Nie rzadziej niż raz na dwa tygodnie, przy czym należy pamiętać, że okręg jest ogromny, na dodatek źle skonstruowany. Składa się z trzech mikroregionów: ciechanowskiego, płockiego i żyrardowskiego. W okręgu jestem kilka razy w tygodniu. - Jakich spraw dotyczą najczęściej podejmowane u pana interwencje? Czy chodzi tylko o pomoc w przyjęciu do pracy? - Często są to sprawy życiowe. Przychodzą tutaj osoby, które mają np. problemy mieszkaniowe. Inne trudne sprawy to te, związane z pracą. Są takie obszary, gdzie poseł niewiele może pomóc. Jedyne, co mogę zrobić, to wystąpić z prośbą wzmacniającą podanie takiej osoby do samorządu czy do jednostki zarządzającej mieszkaniami. Jest trochę interwencji innego rodzaju, na przykład z urzędów pracy, kiedy jest okres uchwalania budżetu. W tych interwencjach porusza się kwestię zbyt szczupłych środków przeznaczonych na funkcjonowanie urzędów pracy. - Płockie ma kilku parlamentarzystów, których łączy okręg wyborczy, ale zdecydowanie więcej dzieli, choćby przynależność polityczna. Czy zastanawiali się państwo nad powołaniem nieformalnego związku, którego celem, jakby odkładając na bok różnice polityczne, byłoby stworzenie dla regionu Mazowsza Płockiego lepszych warunków rozwoju? - Mamy ze sobą zupełnie przyzwoite kontakty, poza posłem z Samoobrony, z którym się nie kontaktuję. Przykładowo pan poseł Piłat jest sekretarzem stanu w Ministerstwie Infrastruktury, z kolei ja aktywnie włączyłem się w pracę poselskiej komisji infrastruktury. To powoduje bliższą współpracę między nami. Poza sprawami politycznymi i generalnymi, bo przecież trochę inaczej widzimy organizację wewnętrzną państwa, i to nas dzieli, w wielu sprawach lobbingu regionalnego nie ma miedzy nami różnic. Tu się rozumiemy doskonale, bo sprawy lokalne nie podlegają takiej politycznej ocenie. - Należy pan do sejmowej Komisji Infrastruktury. Ministerstwo Infrastruktury to jeden z najważniejszych departamentów, obok Finansów i Gospodarki, w polskim rządzie. Czy dzięki pańskiej obecności w tej komisji rosną szanse mieszkańców tego regionu na nowe drogi, więcej mieszkań, czy choćby przyspieszenie budowy płockiego mostu? - Jeżeli chodzi o most, to nie bardzo mogę oficjalnie o tym mówić, ale uważam, że Płock nigdy nie był tak blisko tej inwestycji. I to nawet nie wynika z lobbingowych starań poszczególnych posłów, ale też Płock nie miał wcześniej swojego posła, który był tak wysoko umocowany w odpowiednim departamencie rządu. Pana Piłata – sekretarza stanu - na pewno będziemy – mam na myśli innych posłów z naszego regionu – w tej materii wspierać. - „Pańska” komisja infrastruktury zajmuje się m.in. podatkiem VAT, jego wpływem na rozwój bądź zahamowanie szeroko rozumianego budownictwa w Polsce. Mimo negocjacji akcesyjnych i harmonizacji prawa, zakładających wzrost VAT do 22%, walczycie o jego pozostawienie na dotychczasowym, 7-procentowym poziomie. Jakie ma to znaczenie dla tego regionu, dla samorządów lokalnych, dla firm budowlanych? - Jest to sprawa wręcz kluczowa. Jeżeli podniesiemy VAT na materiały budowlane z 7 na 22%, to samorządy przerobią aż o 15% procent mniej inwestycji w infrastrukturze. Bo wzrośnie cena wszelkich działań w infrastrukturze. To samo dotyczy budowy mieszkań. Rzutuje to też na rynek pracy, który ulega spłyceniu. Będzie się budowało mniej mieszkań, mniej dróg, a zatem ludzie będą tracili pracę. Tymczasem to jest taki obszar, który powinien się rozwijać, bo budownictwo najłatwiej chłonie bezrobotnych, niewysoko wykwalifikowanych. A takich mamy ogromne rzesze. Również w tym regionie. Z satysfakcją muszę stwierdzić, że cała podkomisja budownictwa i cała komisja infrastruktury jest w gruncie rzeczy jednomyślna, niezależnie od barwy politycznej posłów. Myślę, że uda się przeprowadzić uchwałę wzywającą rząd do zmiany stanowiska negocjacyjnego i wynegocjowanie zupełnie innych warunków w tej materii. - Wspomniał pan o rynku pracy. Jaka jest jego kondycja, wiemy wszyscy doskonale. Czy ma pan jakieś pomysły na jego ożywienie? Oczywiście pomysły poważne a nie typu „zabrać emerytom, dać młodzieży” czy „zabrać młodzieży, dać emerytom”. - Uważam, że dyskusje o emerytach są tematami zastępczymi. Nic bowiem nie zastąpi wspólnego wysiłku dla nadania takiego impulsu gospodarce, żeby zaczęły powstawać nowe miejsca pracy. Nie da się bowiem tej skromnej kołderki, jaką jest rynek pracy, inaczej kroić. Jeśli się zabierze szanse dorobienia emerytom, z których niektórzy mają po 400, 500 zł to znaczy, że trzeba im zwiększyć emerytury. I koło się zamyka. Z drugiej strony wydaje mi się że te propozycje, które idą w kierunku młodzieży, maja złą jakość. Bo się mówi albo o obciążeniach pracodawców większymi podatkami w związku z zatrudnieniem emerytów, albo mówi się, żeby młodzi pracowali za darmo. A ja uważam, że choć praktyki nic nie zastąpi, to trzeba młodym stworzyć odpowiednie możliwości. Ja uważam, że rozwiązaniem byłoby pokrywanie składek ZUS-u i innych świadczeń, które płaci pracodawca za młodych ludzi podejmujących pierwszą pracę, z budżetu państwa. Jeżeli już mamy jakoś dokładać, to róbmy to w ten sposób. Pierwszy rok, dwa lata pracy będą takim przedłużeniem edukacji. Chociaż to też jest rozwiązanie wspomagające, bo my, jak mówiłem, musimy nadać impuls gospodarce. Uważam, że odpowiednim obszarem do tego celu jest budownictwo. Bo po pierwsze Polska potrzebuje bardzo wielu mieszkań, czyli jest potencjalny rynek. Po drugie potrzebuje wszelkich prac infrastrukturalnych: mostów, dróg, kanalizacji, wodociągów. Jest to rynek bez dna. Zatem trzeba stworzyć takie warunki finansowania, na tyle potanić to budownictwo, żeby ten rynek się ożywił i tworzył miejsca pracy. To jest klucz. - Co pana w Płocku najbardziej zaskakuje „in plus” a co „in minus”? Czy uda się coś zmienić na lepsze, choćby dzięki pańskiej wydatnej pomocy? - Ja tego okręgu się cały czas uczę. Musze powiedzieć, że podoba mi się on coraz bardziej. Uważam, że ma swoje szanse, choćby ze względu na swoje położenie. Te szanse wyrażają się między innymi w rozwoju edukacji. I to niekoniecznie na poziomie wyższym, bo ta już jest, ale u nas potrzebna jest edukacja w związku z integracją. Po drugie uważam, że Płock to stolica regionu bardzo atrakcyjnego turystycznie. Tej funkcji, przyznam, zupełnie wcześniej nie znałem. I to jest następna szansa. Bardzo zaskakuje mnie rola Orlenu w mieście. To jest monogospodarcze miasto. Wszyscy ludzie związani z Orlenem żyją nieźle. A potem , jest przepaść. W gruncie rzeczy są dwa Płocki. Jeden jest to Płock Orlenu, a drugi to Płock funkcjonujący o dwie kategorie głębiej, jeśli chodzi o kłopoty z pracą. Zewnętrznie fajnie to wygląda, ale praktycznie społeczność tę trzeba podzielić na dwie części. Żyje ten, kto pracuje w Orlenie albo w jego otoczeniu. -Bardzo trafne spostrzeżenie. Dziękuję za rozmowę. Tomasz Szatkowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości