Reklama

Nadwiślanin wróci za rok?

25/06/2014 11:55

Z Rafałem Wereszczaką, prezesem MLUKS Nadwiślanin Płock, rozmawia Jola Marciniak.
– W pierwszym sezonie w I lidze tenisa stołowego kobiet zespołu Nadwiślanina Płock zrealizował się najczarniejszy z możliwych scenariuszy. Płocka drużyna z dorobkiem zaledwie dwóch punktów zajęła ostatnie miejsce w grupie północnej i bezpośrednio spadła do II ligi. Warto było, panie prezesie?
– Warto, bo wciąż bardzo młode zawodniczki Nadwiślanina podniosły jakość swej gry, a to było głównym celem. Natomiast rozpatrując osiągnięty wynik, a raczej jego brak, trzeba wziąć pod uwagę, z kim dziewczęta musiały rywalizować. Grupa północna I ligi kobiet uważana jest za znacznie mocniejszą od grupy południowej. Grają w niej kluby z budżetami, o jakich Nadwiślanin, którego nie stać nawet na opłacanie trenera, może sobie tylko pomarzyć, choć w sumie to niewielkie kwoty. Bezpośrednią rywalizację o udział w barażach o pozostanie w lidze przegraliśmy minimalnie z rezerwami zespołu z ekstraklasy Polmlek Zamer Lidzbark Warmiński. Co ciekawe, w pierwszym zespole Lidzbarka obok córki prezesa klubu, Moniki Pietkiewicz (wicemistrzyni Polski sprzed roku), występuje Maja Krzewicka, dziewczyna spod Płocka, a zbieżność nazwisk z jednym z lokalnych płockich polityków nie jest przypadkowa.
– Ani pan, ani zarząd klubu nie wiedzieliście, że tak będzie? Że porywacie się z motyką na słońce…
– Nie zgodzę się z tym porównaniem. Wystarczyło przyjść choć na jeden mecz do sali Ekonomika, by stwierdzić, jak mała różnica dzieliła nasze dziewczęta od zawodniczek innych, ogranych w I lidze ekip. Żaden z naszych rywali nie pozwolił sobie na wystawienie przeciw nam rezerwowej zawodniczki. Przynajmniej do momentu, kiedy nie zapewnił sobie zwycięstwa. Nawet w meczach przegranych 0:10 nie brakowało pojedynków rozstrzygniętych dopiero w pięciu setach i w ostatnim na przewagi. Gdyby nie pewne przeciwności losu mogliśmy zdobyć przynajmniej dwa punkty przed wyjazdem do Lidzbarka. Niestety, tak się nie stało, a Lidzbark wywalczył punkt za remis z Klubsovitem Białystok, który w wyjściowym składzie wystawił zawodniczkę rezerwową. Do nas ekipa z Białegostoku przybyła w najsilniejszym składzie, ale nie można mieć o to pretensji. W bezpośrednim starciu przegraliśmy w Lidzbarku 4:6. Cóż, gospodarze „zadbali” o wszystko: piłeczki miały kolor pomarańczowy, a sędzia odejmowała naszym zawodniczkom punkty za „nieprawidłowy” serwis. Gdybyśmy tego dnia byli lepsi, dziś nie byłoby tej rozmowy. Wracając do pytania, bardzo dobrze zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie ciężko i że może spadniemy. Decyzja o przejęciu miejsca w I lidze od warszawskiej Spójni zapadła po długich i pełnych emocji dyskusjach. Przeważył pogląd, że dziewczęta nie za bardzo mają już co robić w II lidze. Wygrały ją samymi zwycięstwami, najniższym w stosunku 7:3. Zostawienie ich w tej klasie rozgrywkowej byłoby równoznaczne ze zgodą na zatrzymanie ich rozwoju sportowego. To, że w przegranych barażach o pierwszą ligę napotkały zespół ze składem na ekstraklasę – Galaxy Białystok, nie było ich winą, a I liga po prostu im się należała.
– Czy trenerowi, Grzegorzowi Lipczyńskiemu, nie należało się prowadzenie zespołu w I lidze? Dziewczęta są jego wychowankami.
– Trener Lipczyński wychowywał dziewczęta, od kiedy pierwszy raz trzymały rakietkę w ręku i przejście do I ligi było najlepszym momentem do powierzenia zespołu komuś innemu. Nie ma dyscypliny, w której jeden trener prowadziłby zawodników od piaskownicy po seniorską karierę. Po latach pracy nastąpiło pewne wypalenie pomiędzy trenerem a dziewczętami. Jeśli do tego dodać, że trener Lipczyński nadal miał pracować nad narybkiem Nadwiślanina, decyzję trzeba było podjąć i wziąłem ją na swoje barki. Z punktu widzenia rozwoju klubu ważniejsze od pierwszego zespołu jest zachowanie ciągłości szkolenia, a więc praca Grzegorza z najmłodszymi. W wypadku prowadzenia przez jednego trenera, abstrahując już od nazwisk, grup dziecięcych i seniorskich, traciłyby obie grupy. W bieżącym sezonie dzięki decyzjom z minionego lata Lipczyński mógł w pełni skoncentrować się na szkoleniu najmłodszych i przyniosło to efekty.
– No tak, ale czy zarząd miał w takim razie koncepcję co do trenera pierwszego zespołu? Roszady w trakcie sezonu raczej o tym nie świadczyły. Przez kilka miesięcy słyszeliśmy, że zespół gra bez trenera…
– Dotyka pani tutaj być może głównej przyczyny zakończenia rozgrywek przez Nadwiślanina na ostatnim miejscu. Otóż była koncepcja, była osoba chętna, jak i odpowiednio kompetentna, moim zdaniem. Ta osoba sama się do nas zgłosiła, widząc potencjał rozwoju swojego jako szkoleniowca, jak i dziewcząt. Kandydaturę tę podczas pierwszych konsultacji poparła większość w zarządzie. Niestety, gdy przyszło do podjęcia decyzji, zarząd wyraził się negatywnie wobec tej osoby i jeszcze przed rozpoczęciem sezonu trzeba było szukać wyjścia awaryjnego. Proszę nie pytać, kto miał zostać trenerem, środowisko i tak wie.
– Grający zawodnik III ligi w roli trenera, Krzysztof Niedzielak był wyjściem awaryjnym?
– Na to wyszło. Gdy pierwsza koncepcja została odrzucona i zaproponowano Krzysztofa, w pełni poparłem jego kandydaturę. Wychowanie szkoleniowców z własnej kadry zawodniczej jest najlepszą drogą do rozwoju klubu. Niestety, Krzysztof myślał, że będzie sparingpartnerem pracującym z dziewczętami pod kierunkiem trenera Lipczyńskiego. Tak jednak nie mogło być i sam w pewnym momencie zrezygnował. Potem z konieczności zespół musiał prowadzić sekretarz klubu, a na końcu nawet ja, co nie było zdrową sytuacją. Na szczęście w drugiej rundzie udało nam się odzyskać dla tenisa stołowego byłego zawodnika WKS Spółdzielcy Płock, obecnie nauczyciela WF-u w „Piątce” – Radosława Matlewskiego i na polu szkoleniowym osiągnęliśmy stabilizację, czego brakowało od początku rozgrywek. A brak jednolitego szkolenia, wśród innych czynników, niewątpliwie przełożył się na ostatnie miejsce w lidze.
– Niezależnie od dyscypliny sportowej zespół, który awansuje czy przechodzi do wyższej ligi, naturalnie potrzebuje wzmocnień składu, a takie nie nastąpiły w Nadwiślaninie.
– Ściągnięcie zawodniczek z zewnątrz, przy minimalnej pomocy ze strony miasta i braku sponsorów – poza jednym wiernym klubowi od sześciu lat, w ogóle nie wchodziło w rachubę. Mogliśmy liczyć jedynie na lokalny patriotyzm ze strony zawodniczek, które kiedyś grały w Płocku na najwyższym krajowym poziomie. Był okres, że w treningach pomagała nam Urszula Ziemkiewicz, a w jednym meczu, zdobywając honorowy punkt, zagrała Małgorzata Przybylska. Obie panie pamiętają lata świetności tenisa stołowego kobiet, kiedy Płock wywalczył trzecie miejsce w ekstraklasie i prawo gry w pucharach europejskich. Niestety, to było wszystko, do czego udało się przekonać byłe zawodniczki. Choć ich obecność przy ligowym stole, szczególnie w końcówce, bardzo by się przydała, to da się zrozumieć, dlaczego ta pomoc nie była większa.
– Miasto wspiera rozwój sportu w bardzo wymierny sposób, pomagając nie tylko kluczowym dyscyplinom. Trudno mi uwierzyć, że gdy nie mamy w mieście zbyt wielu I-ligowych zespołów, nie udało się zorganizować większej pomocy ze strony samorządu.
– Miasto wsparło nas, ale w bardzo minimalnym zakresie. Można ten fakt rozpatrywać w kontekście porażki prezesa, że nie potrafił przekonać decydentów do udzielenia większej pomocy.
– Czy spadek z I ligi zagrozi egzystencji Nadwiślanina Płock?
– Dobrze to pani nazwała. Egzystencja. Nie, nie zagrozi. Klub egzystował bez I ligi i egzystować będzie dalej. Czy jednak tylko o egzystencję tutaj chodzi? Moim zdaniem powinno się dążyć do rozwoju, szczególnie szkolenia najmłodszych, tymczasem znów słychać o czarnych chmurach nadciągających nad szkółkę tenisa stołowego działającą przy SP nr 20. I zamiast wprowadzać tenis stołowy do następnej placówki szkolnej, musimy bronić niewielkiego etatu, jaki ma tam Grzegorz Lipczyński, kilka lat temu uznany przez Polski Związek Tenisa Stołowego za jednego z trzech najlepszych w kraju wychowawców tenisowej młodzieży. Mam nadzieję, że jak poprzednio, bo nie pierwszy raz mówi się o likwidacji tenisa stołowego w SP nr 20, uda nam się uratować to, co bardzo dobrze funkcjonuje tam od ponad 10 lat.
– Co dalej z dziewczętami, które grały w I lidze? Co z pierwszym zespołem?
– Cieszę się, że wszystkie dziewczęta mogą wpisać w swoje zawodnicze dossier jeden sezon w I lidze. Niewiele ich rówieśniczek w kraju ma podobne doświadczenie. Mam nadzieję, że doceniają to, co zrobił dla nich w tym sezonie klub. Podziękowania powinny złożyć pod adresem Grzegorza Bora, który był wielkim zwolennikiem ich gry w I lidze, bardzo wymiernie pomógł i cały czas pomaga w ich sportowym rozwoju. Drugim adresatem podziękowań powinien być były prezes klubu Andrzej Oliwkowski. Co dalej zrobią dziewczęta, zależy już od nich samych. Katarzyna Bagrowska i moja córka Anna kończą w tym roku gimnazjum i stoją przed wyborem nowej szkoły. W tym wieku wiele zawodniczek podejmowało decyzje, czy interesuje je kontynuacja uprawiania sportu na najwyższym poziomie, czy tylko dla zabawy, a może w ogóle. Aleksandra Lau i Sylwia Szelkowska w przyszłym sezonie nie będą już juniorkami. Przechodzą do dorosłego tenisa stołowego i znów muszą sobie zadać pytanie, czy chcą być tylko mistrzyniami powiatu, czy mają większe ambicje. Dla Anny Nowakowskiej przyszły sezon jest bardzo ważny: ostatni rok będzie juniorką i została dobrze przygotowana, by skonsumować, poprzez dobre wyniki, ogrom pracy, jaki włożyła w swój rozwój sportowy. Mam nadzieję, że dziewczęta jednoznacznie wypowiedzą się co do swoich aspiracji, a zarząd pozwoli utrzymać w klubie Radosława Matlewskiego i postawi przed nim zadanie powrotu do I ligi za rok. Mam także nadzieję, że do zespołu dołączą utalentowane zawodniczki z regionu, które swoją najbliższą przyszłość edukacyjną zwiążą z Płockiem. Jeśli dołożyć do tego nowe pokolenie utalentowanych nadwiślanek z SP nr 20, będzie szansa stworzenia wewnętrznej rywalizacji o miejsce w ligowym składzie, czego niewątpliwie zabrakło w tym sezonie.
– Dziękuję za rozmowę

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości