Reklama

Nabici w… Puchar Polski

05/06/2003 11:58

Tak można powiedzieć o 10 - 12 tysiącach kibiców, którzy 14 maja oglądali rewanżowy mecz w finale Pucharu Polski.Wiele zapowiadało, że to będzie wielki, dramatyczny mecz, bo wysokiej klasy przeciwnik i imponująca zaliczka z pierwszego meczu w Krakowie, okrzyknięta przez media sensacją, zapowiadały prawdziwą męską walkę, która mogła zamienić się być może w największy w historii płockiego klubu sukces. Wielu kibiców rzeczywiście uległo przedmeczowym nastrojom i nie pożałowało 10 złotych, by na własne oczy zobaczyć te wielkie rzeczy. Niestety żadnych wielkich rzeczy nie było. Ani twardej męskiej walki, ani jakiejkolwiek taktyki, która miałaby obronić chociażby bezbramkowy remis, ani determinacji, by doprowadzić do dogrywki po stracie bramki. Nic, tylko nuda, rozczarowanie, niesmak. Bardzo szybko dało się poznać, kto tu ma zdobyć Puchar Polski, a kto ma w tym specjalnie nie przeszkadzać. Nie ukrywali tylko irytacji najmłodsi fani, serwując co chwilę jakąś mocno niecenzuralną piosenkę pod adresem drużyny gości i Polskiego Związku Piłki Nożnej. Zastanawiałem się, oglądając to żałosne widowisko, a miałem na to sporo czasu, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Dlaczego miejscowi, którzy potrafili ograć utytułowanych krakowian na ich terenie, grają u siebie zupełnie bez wiary w sukces, nieporadnie, bez woli zwycięstwa. Jak to się stało, że balansujący na krawędzi degradacji do niższej klasy zespół sprawia sensację sezonu, by u siebie oddać bez walki odniesiony wcześniej sukces. I myślę sobie, że tak naprawdę to nie było ani żadnej sensacji w Krakowie, ani żadnych podstaw, by na nią liczyć u nas. Wynik, który miał paść tam, padł tutaj. Trudno sobie nawet wyobrazić przed pierwszym meczem, by ktokolwiek dawał naszej drużynie choć cień szansy. Obydwa kluby dzieli po prostu ogromna przepaść, co udowodnili wiślacy z Krakowa w jesiennym meczu ligowym. Dlaczego jednak nie wykorzystać okazji i nie zarobić przy okazji nic w sumie nie znaczącego pucharu trochę grosza. Ale jak to zrobić, kiedy nikt specjalnie nie kwapi się, by go dać. Pierwszy mecz obejrzało tylko 5 tysięcy widzów, choć krakowski stadion pomieściłby pewnie pięć razy tyle, transmisji żadna telewizja kupić nie chciała, to kolejna strata. Gdyby jednak nieroztropnie sprawę awansu krakowianie rozstrzygnęli już w pierwszym meczu, aplikując nafciarzom powiedzmy ze trzy, cztery bramki, sytuacja stałaby się doprawdy dramatyczna. Puste trybuny w Płocku to pusta kasa i wstyd organizatorów przed tuzami polityki, biznesu i sportu, którym nie wypadało nie być, kiedy patronem Pucharu jest sam Prezydent RP. Jeden gol w Krakowie wystarczył. Przynęta chwyciła. I miło było popatrzeć, jak trenera tysiąclecia wita na stojąco 10 tysięcy ludzi, i sympatycznie było przeliczyć w pamięci, że klubową kasę zasili… no wykonajmy proste rachunki: “od nabitych w butelkę 10 tysięcy odjąć VIP-ów, kobiety i dzieci, to razem jakieś 7 - 8 tysięcy razy dziesięć”. Sumka nie do pogardzenia, nawet gdyby trzeba ją było podzielić na pół. Ale czy wypada taniej sprzedać cnotę? Kto zaś przewidział te dziwy (piłkarski poker to przecież nie ruletka), szczególnie te z pierwszego meczu, dodatkowo zainkasował od bukmacherów wprost proporcjonalnie do “inteligencji” i wsadu własnego. Czy kolejne rozdanie kart w piłkarskim pokerze miało miejsce w Zabrzu? Sprawozdawca “Przeglądu Sportowego” nie miał wątpliwości: “Kibice początkowo robili dobrą minę do złej gry, potem jednak rozległy się gwizdy dezaprobaty. Nikt niczego wprost nie powiedział, ale stało się jasne, że oto oglądamy mecz przyjaźni. Można jednak przypuszczać, iż mimo tego, że mecz nie był normalny, sprawa i tak rozejdzie się po kościach”. A dlaczego miałaby się nie rozejść? Odważyłby się ktoś podeptać przyjaźń? Tym bardziej, że przyjaźń z Zabrzem ułatwi bardzo pracę na niwie przyjaźni z Krakowem. Bo sprawa awansu do europejskich pucharów wciąż jest otwarta. Czy można byłoby nie pomóc sprawie?

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości