Niemcy nas wykupią – zaopiniował podczas Powiatowego Dnia Ziemi w Słubicach jeden z mieszkańców gminy. Już przyjeżdżają do nadwiślańskich wsi w gminie Słubice, przepytują, interesują się, robią zdjęcia. To jest wszak ich Heimat – strony ojczyste, które zamieszkali w czasie zaboru pruskiego, a po po II wojnie światowej zostali wysiedleni na Zachód. Zapowiedź rolnika zabrzmiała groźnie, zwłaszcza, że można sądzić, iż w unijnej przyszłości Niemcy będą mogli kupować polską ziemię bez ograniczeń. Wiedzeni reporterskim instynktem jedziemy bladym świtem do odległego o 40 km od Płocka Piotrkówka za Słubicami. Źródłem informacji mają być rolnicy, którzy rano przed sklep przywożą mleko (zabiera je do mleczarni cysterna). Ale chłopów nie ma (mają być za pół godziny), a w sklepie nic o Niemcach nie słyszeli. Jedziemy więc na przystanek autobusowy. Okazuje się, że we wsi widziano Niemców jesienią zeszłego roku. Wydawało się, że zamiary mieli pokojowe a nie rewizjonistyczne. Poniemiecka jest cała okolica – Piotrkówek, Kępa Polska, Władysławów: - Pamiętam z dzieciństwa, jak do Niemców już po wojnie przyjechało UB i ich brutalnie zabierano. Jak stara Niemka odjeżdżała, to złorzeczyła, że jak wróci, to nasz łeb będzie pływać w kałuży. Jak spaliśmy w nocy i psy ujadały, to się baliśmy, że wracają – mówi Janina Dębczyk z Władysławowa. Ale lata mijały, Niemcy nie wracali: - Teraz ciągle w telewizji oglądamy, że Niemcy chcą wracać na polskie ziemie – mówi z troską w głosie kobieta.
Za to stojący na przystanku rolnik uspokaja, że Niemcy byli i robili zdjęcia, ale... 20 lat temu. Po wojnie Polacy nikogo nie wypędzali, ale osiedlali się w ich byłych gospodarstwach już po ucieczce do ojczyzny. Ale kobieta trwa przy swoim:
- Ojciec powiedział, że wszyscy biorą ziemię, to i my weźmiemy, i tak do tej pory siedzimy. Teraz siostra remontuje budynki, to mówię, że nie ma po co, bo i tak Niemcy przyjdą. Po swoje wrócą – dodaje na zakończenie rozmowy.
Większość domów i zabudowań jest już w Piotrkówku nowych, “stare rupcie” się porozwalały się. Pozostałością po osadnictwie niemieckim jest zapuszczony cmentarz. Sołtys Henryk Kordalewski ostatnio widział we wsi Niemców 2 lata temu: - Pytali się, które gospodarstwa były niemieckie. Pomocą służyła im najstarsza kobieta we wsi, 93-latka, która wszystkich Niemców znała, wszystko im tłumaczyła, ale już nie żyje. Sołtys kieruje nas na drugi Piotrkówek, bo u niego wszyscy, co Niemców z wojny pamiętają, już wymarli. Zostali tylko młodzi. Sołtys się powrotu nie boi, bo nie on sam będzie miał z tym problem.
Jedziemy więc do drugiego, położonego równolegle Piotrkówka. Przy żwirowej drodze dwóch rolników stoi z bańkami mleka. Coś niecoś wiedzą: - Dziesięć lat temu byli w gospodarstwie brata, u mnie jeszcze nie było nikogo – mówi Józef Kaczmarek. Zgodnie ze wskazówkami sołtysa ruszamy więc dalej, na poczukiwanie najstarszych mieszkańców wsi. Drogę do seniorki Anny Rzepeckiej wskazuje nam młoda kobieta: - Nigdy o Niemcach we wsi nie słyszałam. Gdyby coś takiego było, to bym wiedziała, bo we wsi takie rzeczy się o uszy obijają – stwierdza.
Anna Rzepecka na szczęście jest w domu: - Byli u mnie zeszłego roku, ojciec z synem, potomkowie poprzedniego właściciela gospodarstwa. Fotografowali dom (już poniemiecki), pola i bociany. Obiecali napisać list, ale do tej pory się nie odezwali – opowiada kobieta. - My tu trafiliśmy z Warszawy – po powstaniu znaleźliśmy się w miejscowości Końskie, a potem tutaj. Pamiętam kilka niemieckich rodzin. Po wojnie do żniw zostali ci, którzy nie zdążyli uciec przed Armią Czerwoną.
Tropienie Niemców wychodzi więc nam na razie raczej średnio. Owszem, byli, robili zdjęcia, ale nikt nie pytał o cenę ziemi ani nie zapowiadał powrotu na zawsze. Do Piotrkówka przywiódł ich raczej sentyment. Ostania nadzieja w rolnikach z pierwszego Piotrkówka, wracamy więc przed sklep, gdzie na mleczną cysternę czeka czterech mężczyzn i dwie kobiety. Pytani o Niemców we wsi, jednoznacznie wskazują na jednego z rolników, który mieszka nad sam Wisłą: - Na jesieni ktoś się kręcił, ale kto to był dokładnie? Ja byłem akurat w polu, to widziałem, że chodzą i patrzą, ale nie rozmawiali ze mną.
Najmłodszy z rolników przytakuje, że w jego gospodarstwie pojawili się 6 lat temu, z Polką tłumaczką: - Mówili, że chcą tylko zobaczyć te swoje byłe ziemie.
Głosy podczas rozmowy przy sklepie padają różne: - W każdej chwili mogą wrócić. - Nie powinni, bo Polska nie zaczęła wojny, tylko Niemcy. - Na razie siedzą cicho, ale jak się ruszą, to... O swoje będzie walka.
Walki o ziemię nie boi się wójt gminy Słubice Józef Walewski:
- Owszem, pojawiają się u nas Niemcy, ale nic nie mówią o chęci odzyskania swoich ziem
Wójt niebezpieczeństwa nie widzi. Nie zauważył chęci odzyskania tych ziem przez Niemców, póki co kontakty są przyjazne.
Na razie więc problemów z Niemcami nie ma, ale nie wiadomo, czy cień Eriki Steinbach, szefowej niemieckiego Związku Wypędzonych, jeszcze się nad Wisłą nie pojawi.
Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze