Ostatni raz płoccy kibice byli szczęśliwi 3 maja, po zwycięstwie 2:0 nad Świtem Nowy Dwór Mazowiecki. Był to dziewiąty mecz bez porażki, pod adresem Wisły wszyscy fachowcy słali tylko pochwały, a Ireneusz Jeleń w każdym meczu strzelał bramkę i zbliżał się do Macieja Żurawskiego, który liderował w tej klasyfikacji.
Po trzech tygodniach od tamtego wydarzenia nastroje w Płocku zmieniły się zupełnie. Wisła nie wygrała żadnego meczu, a na dodatek gra fatalnie, bez woli walki, jakby to, co wywalczyła do tej pory, w zupełności wystarczyło drużynie. Na dodatek piłkarze nie zdobywali bramek.
Mecz z Widzewem mógł odmienić nastroje płockich kibiców. Zespół już jest w II lidze, choć w Łodzi jeszcze liczą, spekulują, mają nadzieję. W podobnej sytuacji Wisła była wiele razy. Też przyjeżdżaliśmy do Widzewa licząc na jakiś punkt, który pomógłby utrzymać się w lidze. Niestety, w całej historii spotkań obu drużyn, Wisła w Łodzi nie zdobyła ani jednego punktu.
Zwycięstwo Wisły w Łodzi zabrałoby tej drużynie wszelkie szanse na utrzymanie. Na dodatek w 20 min., a była to chyba trzecia składna akcja Wisły, Klaudiusz Ząbecki wykorzystał podanie Jelenia i zdobył bramkę. Niewielka ekipa płocka była w tym momencie pewna, że kolejne bramki są tylko kwestią czasu.
I rzeczywiście były kwestia czasu, tyle, że na listę strzelców wpisywali się tylko piłkarze Widzewa. W 27 min. po rzucie wolnym Radosław Becalik pokonał Pawła Kapsę, ku radości łódzkich kibiców.
Tak się składa, że w tym sezonie odwiedziłam niemal wszystkie stadiony polskiej ekstraklasy. Owszem, wspaniale dopingują piłkarze Lecha, Wisły Kraków, Legii Warszawa, ale to co działo się na łódzkim stadionie, to przeszło moje wszelkie wyobrażenia. Choć musiałby się stać cud, by łodzianie utrzymali się w I lidze, a na dodatek musieliby cudem zdobyć licencję PZPN, przez 90 min. z sektora “pod zegarem” dopingowali swój zespół kibice. To było coś niesamowitego, śpiewy, oklaski, zachęcanie pozostałych widzów do wspólnego zagrzewania do walki.
Płockich kibiców w Łodzi nie było. Klub wycofał się z organizacji wyjazdu, a było to w odwecie za chamskie zachowanie podczas meczu ze Świtem Nowy Dwór i niewybredne okrzyki pod adresem trenera i piłkarzy gości.
Od kiedy płocczanie stracili gola, całkowicie przestali walczyć. Na dodatek gdzieś podziała się obrona, nie było pomocy, a każdy stały fragment gry wykonywany przez gospodarzy powodował wielką obawę. A przecież miało być odwrotnie.
Jeszcze mieliśmy nadzieję, że po przerwie coś się zmieni w sposobie gry piłkarzy, okazało się jednak, że nie. Nasi nadal prezentowali fatalną postawę, co skwapliwie wykorzystali goście. W 46 min. na boisko zamiast Ferro Leandro Liry wszedł Andrzej Rybski, młodziutki blondynek, który poderwał drużynę do walki. To co wyprawiał, jak radził sobie z Adamem Majewskim, Andrzejem Kobylańskim, a przede wszystkim z Marcinem Janusem, to wprawiało w zdumienie nawet łódzkich kibiców.
Jego akcje jeszcze bardziej podrywały do walki piłkarzy, a do dopingowania kibiców. W efekcie w 73 min. Rybski chciał zdobyć bramkę, wyszedł do niego daleko Kapsa, Rybski końcem buta zmienił lot piłki w kierunku Łukasza Masłowskiego, a ten umieścił piłkę w pustej bramce. Po meczu jeden z łódzkich dziennikarzy powiedział, że Rybski i Masłowski to “hokejowy duet”. Ojcowie obu przed laty grali w hokeja na lodzie, a teraz ich synowie są podporą Widzewa.
Zdobyty gol “wisiał” w powietrzu od początku II połowy, wszak Widzew oddał 16 strzałów w kierunku bramki. To co wyczyniali piłkarze Widzewa na murawie i jak wielkiego pecha mieli przy trafianiu do bramki, to było niesamowite. W końcu się jednak udało i zgodnie z wyliczeniami łódzkich kolegów, po tym zwycięstwie, Widzew ma cień szansy na utrzymanie.
- Zagraliśmy zdecydowanie słabiej - powiedział po meczu trener Mirosław Jabłoński. - Martwi mnie postawa niektórych zawodników. Będziemy musieli wyciągnąć konsekwencje. Bardzo szczęśliwy był Franciszek Smuda, który swoich zawodników pochwalił za ambicję, wole walki i za determinację, z jaką zagrali przeciw Wiśle. Te pochwały były całkowicie zasłużone.
Widzew: Tyrajski - Kaliszan, Ława, Cichoń, Pawlak, Masłowski, Nazaruk, Cesar, Lira (46 Rybski), Becalik, Rachwał.
Wisła: Kapsa - Wasilewski (81 Gęsior), Duda, Branfiłow, Janus, Romuzga, Majewski, Gevorgyan (14 Matusiak), Kobylański (56 Mierzejewski), Ząbecki, Jeleń.
żółte kartki: Masłowski, Nazaruk oraz Kobylański
Pozostałe wyniki: Górnik Łęczna - Wisła Kraków 0:1, Groclin Grodzisk - Legia Warszawa 2:2, Odra Wodzisław - Górnik Zabrze 1:2, Polonia Warszawa - Górnik Polkowice, Świt Nowy Dwór - Lech Poznań 1:0, Dospel Katowice - Amica Wronki 0:0.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze