Lubię ludzi w polu, ludzi przy stołach, ludzi w drodze. Są pełni oczekiwania, cichej wiary/ Przystają przy swoich ołtarzach, by złożyć ofiarę czasowi. Nasłuchują powietrza, nieruchomo wpatrują się w dal. – Takim pięknym komentarzem, opatrzył jedno ze swoich płócien malarz Włodzimierz Bludnik.
Urodzony na Białorusi (1975), do Polski przyjechał w 1992, by studiować grafikę w poznańskiej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, gdzie uzyskał dyplom z litografii w pracowni Lucjana Mianowskiego.
Płocka wystawa pokazuje dwa okresy twórczości młodego artysty – wcześniejsze, duże płótna, na których widnieje frontalnie malowana postać (kompozycja ikony) – symbol i metafora ludzkiej egzystencji. Składają się na nią cierpienie i milczenie, metafizyka i rzeczywistość dookolna, grzech i ideały. Również przedmioty otaczające postacie w intensywnych czerwonych barwach mają wymiar symboliczny.
Trudno nie dostrzec związków z wielką tradycją malarską, szczególnie w alegorycznym cyklu Sen sierżanta wg Boticiellego. Jak u Chagalla, wspomnienia z dzieciństwa przesycone stykiem kultur i obyczajów, łączą się w malarstwie Bludnika z wątkami zaczerpniętymi z marzeń i snu (Bożonarodzeniowe jabłka). Artysta maluje szerokimi, swobodnie kontrastowanymi plamami czerwieni, błękitu i żółci. Jest wiele aktów kobiet, pełnych sił witalnych.
Drugi dział wystawy (prace z ostatnich czterech lat) to piękny zestaw litografii, bardziej spokojny, zgaszony, monochromatyczny.
Na wernisażu Włodzimierz Bludnik komentował swoją sztukę jako próbę odnalezienia się we współczesnym świecie, próbę udowodnienia sobie samemu prawdy o sobie jako człowieku i artyście, który stawia wiele pytań.
- Tę wystawę dedykuję ludziom, wśród których wyrosłem, wychowałem się, dzięki którym robię to co robię, zostałem ukształtowany w ten a nie inny sposób. Ludziom, których kocham, którzy są mi bliscy i nauczyli mnie najważniejszego – by unikać zapomnienia. Brak pamięci jest największym grzechem w życiu ludzi i historii.
Płocką wystawę Włodzimierza Bludnika zaaranżował Jerzy Mazuś. Muzyka Krzysztofa Kralki dopełniła harmonijnej całości klimatu wielkiej sztuki.
Lena Szatkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze