Do naszej redakcji trafiła kolekcjonerka starych zdjęć. Jadwigę Żukowską interesują szczególnie fotografie, na których uwiecznieni są ludzie i miejsca związane z jej rodzinnym miastem – Wyszogrodem. – W witrynach sklepowych rozwiesiłam ogłoszenia. Okazało się, że wyszogrodzianie chętnie odpowiedzieli na apel – tłumaczy nauczycielka plastyki, pokazując zdjęcia starych ulic i dzielnic Wyszogrodu, dawnych mostów, których śladów na próżno dziś szukać. Przede wszystkim na pożółkłych fotografiach znaleźć możemy rodziny wyszogrodzkie. Każde zdjęcie ma swoją niepowtarzalną historię. Warto wszystkie te pamiątki zebrać, opatrzyć wspomnieniami i wydać bogato ilustrowaną książkę o Wyszogrodzie i jego mieszkańcach.
Jadwiga Żukowska opowiedziała nam historię swojej rodziny, silnie związanej z wodą. Wszak wiadomo, że wyszogrodzianie to od lat niezrównani wodniacy. Przez co ich życie splatało się nierozerwalnie z Wisłą.
– W 1917 pod Górą Zamkową w Wyszogrodzie dziadek wykarczował kawałek działki. Wybudował tu drewniany domek, z jego okien rozpościerał się malowniczy widok na Wisłę. Był wodniakiem. Posiadał swoje barki.
Dziadek zmarł w 1921 roku. Utopił się w Płocku. Nieszczęśliwie spadł ze swojej barki. Pozostawił czwórkę dzieci, trzech synów i córkę.
– Kiedy dorośli, Stanisław, Jan i Józef oraz moja mamusia Marcjanna również ruszyli na Wisłę – tłumaczy Jadwiga Żukowska.
Jednak w 1941 roku na rodzinę Janiaków ponownie spadło nieszczęście. Na Wiśle rozszalała się burza. Kilka barek płynęło jedna za drugą. Stanisław Janiak stał wtedy za sterem.
– Na próżno wujek prosił kapitana, żeby zatrzymali się gdzieś przy brzegu. Była wojna. Liczyło się jak najszybsze dotarcie do domu – opowiada wyszogrodzka kronikarka.
Od rażenia piorunem Stanisław zmarł na miejscu. Bardzo przeżyła to jego narzeczona. Po wojnie mieli wziąć ślub i pozostać na zawsze razem. Bracia Jan i Józef Janiakowie dalej jednak pływali na barkach.
– Towarzyszyła im moja mama. Była członkiem załogi, ze wszystkimi wymaganymi patentami. W czasie wojny często wypływała do Warszawy i pomagała Polakom, którzy mieli rodziny w Wyszogrodzie.
Na trasie od Płocka do Warszawy barkami przewożono materiały budowlane i piasek dla Niemców. Wrogie patrole na wysokości Modlina często kontrolowały czy oprócz załadunku wyszogrodzianie nie chcą czegoś przemycić. Hałdy piasku sprawdzali ogromnymi szpikulcami. Zaglądali do wszystkich kajut i pomieszczeń.
Mimo to załoga barki przewoziła smalec w ogromnych bochenkach chleba, w których środkach wydrążone były schowki. Udało się przemycać ubrania i leki dla ludzi osadzonych w obozie w Radziwiu. Mimo ogromnego ryzyka, bezpieczne schronienie znajdowali tu Polacy i Żydzi ukrywający się przed Niemcami.
– Najważniejszą rzeczą było zachowanie spokoju. Załoga do samej granicy śpiewała piosenki, żeby dodać sobie otuchy. Niektórzy wróżyli z kart, czy kolejny rejs skończy się pomyślnie. Kiedyś mama schowała dwa mendle jajek w popiele. Miała je przewieść do stolicy. Jej brat dosypał jednak gorącego popiołu i wszyscy mieli przymusowy ciepły posiłek – opowiada Jadwiga Żukowska.
Podobno niegdyś na wyszogrodzkiej skarpie stał również płonący krzyż, który wskazywał wodniakom drogę do domu. Dziś o takich historiach niewiele osób pamięta. Przekazywane są jedynie dzieciom i wnukom na rodzinnych spotkaniach. Na szczęście pozostają jeszcze utrwalone na zdjęciach dawne dni, ludzie i miejsca. -Warto zachować je od zapomnienia – przekonuje kolekcjonerka z Wyszogrodu, czekając na kolejne historie i fotografie do zbiorowego albumu wyszogrodzian.
BeeS
fot. Z prywatnych archiwów
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze