Reklama

Muzyka z radioodbiornika

14/12/2000 09:32
Po przesłuchaniu wydanej ostatnio płyty z muzyką, którą poleca Piotr Kaczkowski, na pytanie czy coś nas, ludzi – rozsianych po kontynentach, kulturach i obyczajach – łączy, wypada odpowiedzieć, że tak. Oczywiście. To wszystko, co nas różni.A jednak robimy wszystko, by o tym nie pamiętać. Jak świat długi i szeroki oglądamy te same czasopisma z fryzurami i ubraniami na tych samych modelkach, które są niczym pogrążone w ascezie, blade i wychudzone święte dziewice ze średniowiecznych fresków. Śledzimy przygody tych samych bohaterów filmowych, otaczających się takimi samymi luksusowymi autami, identycznymi apartamentami w hotelach oraz podobnymi do siebie jak dwie lalki Barbie prześlicznymi dziewczętami, gotowymi na każde skinienie, bo przecież – niezależnie od położenia geograficznego – tak samo mają nas boleć oczy z zazdrości. Całe bogactwo lokalnych tradycji i legend godzimy się zastąpić jedną centralnie sterowaną mitologią rodem z Hollywood, gadżetami od Disneya i zbiorową podświadomością w schludnej, elektronicznej formie, czyli internetem. Biura ze szkła i aluminium, otoczone hektarami asfaltowych parkingów w jeszcze do niedawna najbardziej egzotycznych miejscach świata. Biura podróży oferujące ciepłe i bezpieczne, a więc niemal pozbawione emocji ryzyka i wtajemniczenia, wycieczki w regiony otoczone wcześniej mgłą tajemnicy i grozy. Tradycyjne stroje i rytuały dalekich plemion, wplatane bezboleśnie w pajęczynę masowej kultury, w muzykę, modę i wyposażenie wnętrz klimatyzowanych mieszkań w Paryżu, Wiedniu czy Nowym Jorku. Czy naprawdę chodzi nam o to, aby gdziekolwiek się znajdziemy, wysłuchać w radio tej samej listy przebojów, studiować tę samą kartę dań w restauracji, oglądać się za identycznie uczesanymi i umalowanymi kobietami, niezależnie od odcienia skóry, a przed zaśnięciem mieć przed oczami pościel z nadrukiem tej samej sieci hoteli i zawsze czuć się bezpiecznie, wszędzie u siebie? Antyki i kurioza Album „Muzyka różna i różniasta” z utworami wybranymi przez Piotra Kaczkowskiego to pozycja dziwna, nietypowa, i tak niepokojąca, że aż uspokajająca. Legendarny prezenter radiowego Programu III (a przez jakiś czas także jego dyrektor) przedstawia na nim kompozycje pozbierane podczas podróży po całym świecie, które prawdopodobnie dzięki jego osobie spotkały się na jednej płycie, a wcześniej podczas wieczornych audycji jednej radiowej rozgłośni. Po starannie dobranej tematycznie „Jeździe obowiązkowej” (z utworami stanowiącymi kanon muzyki rockowej ostatnich 30 lat) oraz dwóch odsłonach „Minimaxu” (obie płyty z muzyką, którą po raz pierwszy można było usłyszeć w tej trójkowej audycji) nadszedł czas na zebranie i wydanie tych kompozycji, które po audycjach Kaczkowskiego plątały się całkiem samopas, luzem, na zasadzie pojedynczych muzycznych antyków i kuriozów, wolne od gatunkowych zobowiązań i stylistycznych wymogów. To na pozór karkołomne przedsięwzięcie stało się szansą na ukazanie w formie płytowej fenomenu nocnych audycji w „Trójce”: muzycznych podróży po całym świecie, ale podróży odbywanych za pomocą nastrojonej na odpowiednie fale wyobraźni, szeroko otwartych oczu, uszu i pozostałych zmysłów, bez powierzchownego, folklorystycznego kiczu, bez ton asfaltu i betonu z lotnisk i hotelowych parkingów, bez klimatyzowanego bezpieczeństwa modnych aranżacji. Były to pionierskie wyprawy po muzycznych tradycjach, rejonach i klimatach różniących się od siebie, a wręcz te różnice pielęgnujących – jako jedyne znaki rozpoznawcze na coraz bardziej zunifikowanym świecie jednakowych czasopism, filmów w telewizji i programów komputerowych. Dzielenie i dodawanie Czy coś te utwory łączy. Oczywiście. To wszystko, co je dzieli. Ten fragment komentarza Piotra Kaczkowskiego do firmowanej przez siebie płyty, mógłby stanowić credo całej jego działalności. A przecież także każdego słuchacza, dla którego muzyka to coś więcej niż zestawienia list przebojów, wypełniający czas w komercyjnych audycjach radiowych, pobieżny wybór z płytowych nowości czy telewizyjna papka sugerująca, że już cały świat zrobił się według Kiepskich. Bo muzyczna podróż, w którą zabiera nas Kaczkowski, przekonuje do czegoś zupełnie innego. Jest to wycieczka przez Tybet, Turcję, Egipt, Wschodnią i Zachodnią Europę. Przez akustyczną muzyczną tradycję i zelektryfikowaną nowoczesność. Znanych artystów pokazuje od nieznanej strony (Morrissey, przemieniający krótką i zwięzłą piosenkę Henrego Manciniego „Moon River” w prawdziwą muzyczną psychodramę czy Gavin Friday, oddający oryginalny hołd legendarnemu śpiewakowi operowemu Enrico Caruso), mniej znanych ustawia w odpowiednim świetle (popularna jedynie wśród wtajemniczonych słoweńska grupa Laibach, wykonująca klasyk „Sympathy For The Devil” Rolling Stonesów), a całkiem egzotycznych wydobywa z otchłani lokalnych rynków muzycznych, które z perspektywy światowego, komercyjnego show biznesu są wielkości łebka od szpilki. Ale przecież i na nim może się zmieścić całkiem sporo diabłów - korsykański śpiewak Petru Guelfucci czy pochodząca z Węgier formacja Ghymes. Przy pierwszym słuchaniu „Muzyka różna i różniasta” robi wrażenie ledwie brudnopisu składankowego albumu, z przypadkowymi utworami w przypadkowej kolejności, bez wyeksponowanych przebojów, bez porzadku stylistycznego i w ogóle bez sensu. Wkrótce okazuje się jednak, że ustawienie piosenek jest znakomite, choć jakieś inne mogłoby być równie dobre, przebojów nie ma potrzeby akcentować, bo są nimi na dobrą sprawę wszystkie utwory, emocje podczas słuchania płyty nie stygną, bo każda kolejna piosenka jest jak powiew świeżego powietrza, a za pozornym chaosem kryje się głęboki sens i przesłanie tego wydawnictwa. Brzmi ono: świat jest tak piękny, bo jest tak bardzo różnorodny. I pozostanie taki, dopóki nie pozwoli się całkiem wtłoczyć w sztywne ramki dyktowanych z góry stylów, mód, sposobów życia, pracy i odpoczynku. Choć współcześni inżynierowie dusz – specjaliści od reklamy i marketingu wszystkiego, bo wszystko jest na sprzedaż – marzą aby tak właśnie się stało. Kolejna płyta wydana pod patronatem Piotra Kaczkowskiego pokazuje świat wciąż prawdziwszy od najbardziej wyrafinowanej wirtualnej rzeczywistości. Wciąż piękniejszy od najbardziej efektownych elektronicznych efektów specjalnych. Wciąż większy i bardziej złożony niż reklamowana przedwcześnie i na wyrost globalna wioska, ogrodzona krzywym, skrzypiącym płotem z satelitarnych łącz i komputerowych światłowodów. Maciej Woźniak * Za płyty i życzliwość dziękujemy stoisku płytowemu „Swing” w Domu Handlowym TSS na I piętrze.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości