Dobrze zainscenizowana i zaśpiewana operetka, z ładną scenografią, z udziałem dobrych solistów może dostarczyć zadowalających wrażeń muzycznych. Przekonali się o tym płoccy melomani, którzy w miniony weekend (26-27 kwietnia) obejrzeli na płockiej scenie gościnnego Barona Cygańskiego Johanna Straussa. Spektakl firmowany przez Teatr Muzyczny w Lublinie, reżyserował Zbigniew Czeski, orkiestrę poprowadził Jacek Boniecki.Atutem przedstawienia jest oddająca klimat cygańsko-węgierskiego świata inscenizacja wg libretta I. Schnitzera. Opowieść o miłości, wojnie, zazdrości, wpleciona została w codzienne życie węgierskiej wsi i koczującego nieopodal cygańskiego taboru. Być może mankamenty płockiej sceny, dużej dla dramatu, zbyt jednak szczupłej dla kilkudziesięciu wykonawców sprawiały wrażenie ciasnoty na scenie. Zabrakło oddechu fragmentom baletowym, a część “wiedeńska” fabularnych wydarzeń (zwłaszcza że brakowało walca) nie była czytelna. W dodatku ustawione w nadmiarze mikrofony (tuż przy kanale orkiestry) brzmiały zbytecznym echem kroków tancerzy. Te uwagi nie przesłoniły plusów inscenizacji. Zasłużyli nań przede wszystkim soliści: znakomita Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak jako Cyganka Czipra dowiodła, że oprócz wspaniałego głosu ma także talent dramatyczny. Rolę Saffi (wychowanej w taborze tajemniczej księżniczki) udanie zaśpiewała i zagrała Marta Abako, zawsze w Płocku serdecznie witana. Partnerował jej solista Teatru Muzycznego we Wrocławiu Tomasz Janczak (Barinkay) i chwała realizatorom spektaklu, że do tytułowej roli pozyskali dobrego tenora. Jak wieść niesie wielu znakomitych solistów chce śpiewać pod batutą Jacka Bonieckiego i z Płocką Orkiestrą Symfoniczną, która wywołała aplauz widowni już po wykonaniu uwertury. Dobrze zabrzmiał chór a i przekład libretta pióra Krystyny Chudowolskiej nie trąci myszką. Reżyser uwypuklił też komiczną warstwę utworu, traktowaną czasem jako opera buffo. W tych właśnie scenach królował Marcin Żychowski (Żupan), w stylu znanego z naszej tradycji literackiej Zagłoby Samochwały. Publiczność wychodząca ze spektaklu nuciła znaną arię Wielka sława to żart, a wykonawcy tuż po spektaklu komplementowali płocką widownię, która potrafiła nagrodzić oklaskami dobrze wykonane partie solowe i duety. (lesz) Fot. Marta Szatkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze