Często z niedowierzaniem patrzymy na filmy rodem z USA, których bohaterowie w absurdalnych sprawach składają pozwy do sądu, a potem otrzymują gigantyczne odszkodowania. Nie chce nam się wierzyć, że można dostać tysiące dolarów za brak ostrzeżenia, że kawa jest zbyt gorąca, a producent papierosów napisał ostrzeżenie na opakowaniu o zagrożeniu zbyt małymi literkami. Nam zdarza się „machnąć ręką” na to, że ktoś wjechał za szybko w kałużę i nas ochlapał, że uszkodziliśmy samochód, wjeżdżając w dziurę w jezdni, że otrzymaliśmy w sklepie produkt niezgodny z naszymi oczekiwaniami. Mamy wtedy żal głównie do siebie, że nie chce nam się powalczyć o sprawę, którą z góry uważamy za przegraną. A może mamy rację, bo to nie zawsze ma sens. Nasza czytelniczka postanowiła walczyć o swoje i w pierwszej chwili myślała nawet, że wygrała. A oto jej historia. – Podczas przedświątecznych grudniowych zakupów w sklepie rozerwałam sobie kurtkę o zbyt ostry wystający element dekoracji. Właściciel sklepu natychmiast uznał, że wina jest po jego stronie i zaproponował, że zapłaci odszkodowanie. Chwilę rozmawialiśmy o wysokości, kurtka była dość droga, zapłaciłam za nią około 500 zł, ale już trochę ją nosiłam. Nie było jednak szans na jej naprawienie. Po dyskusji zgodziłam się na kwotę w wysokości 350 zł – opowiada. Pieniądze dostała i praktycznie o całej sprawie zapomniała. Czasem tylko w rozmowach ze znajomymi opowiadała o swojej przygodzie, chwaląc właściciela sklepu, że zachował się tak dobrze. Nie każdego byłoby stać na takie rozwiązanie sprawy.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze