Reklama

Musi być mamą i tatą

22/07/2004 13:24
10 sierpnia do Aten wraz z ekipą polskich wioślarzy wyjedzie trener Wojciech Jankowski. Tradycyjnie już w domu z trzema synami zostanie jego żona Basia. Walkę o medal olimpijski zobaczy w telewizji. Ma nadzieję, że będzie dużo powodów do radości.Też trenowała wioślarstwo, choć do sukcesów męża jej daleko. Zaczynała w Ełku. – Poznaliśmy się na obozie kadrowym – wspomina. – Ja pływałam, podobnie jak Wojtek, na długich wiosłach, w dwójce, czwórce i ósemce. Kiedy zdecydowałam się przenieść do Płocka, decyzja o ślubie i wspólnym życiu była już tylko formalnością. Pobraliśmy się po Igrzyskach w Seulu, w 1988 roku. Wojtek wtedy zajął VIII miejsce w dwójce, razem z Jackiem Streichem, obaj byli zawodnikami w Płocku.
Ich pierwszy syn Kacper ma dziś 15 lat i jest w III klasie Gimnazjum nr 8. Trochę uprawiał judo, ale się zniechęcił, prawdopodobnie zrezygnował. Wszystko wyjaśni się we wrześniu, czy wznowi treningi, ale szanse na to są niewielkie.
Średni – Hubert ma 12 lat, jest uczniem SP nr 23 w Płocku i od trzech lat zajmuje się piłką ręczną. Najmłodszy – Wiktor ma dopiero trzy latka i od września pójdzie do przedszkola. Jest bardzo samodzielny, w końcu przez sporą część życia przebywał na obozach sportowych z tatą. Musiał sobie sam radzić.
W domu państwa Jankowskich wszystko jest podporządkowane wioślarstwu. – Wojtek był tylko przy porodzie Wiktora. Kiedy na świat przychodził Kacper, w końcu to pierworodny, mąż był na regatach kwalifikacyjnych w Lucernie. Najszybciej jak to było możliwe, następnego dnia po powrocie do kraju odwiedził mnie w szpitalu i zobaczył naszego najstarszego syna. Kiedy rodził się Hubert, Wojtek był na zgrupowaniu. Ze szpitala musiała mnie odebrać teściowa. Kiedy miał przyjść na świat Wiktor, Wojtek był w domu. Odwiózł mnie do szpitala, ale nie chciałam, by był przy porodzie. Przyzwyczaiłam się, tak jak nasi synowie, radzić sobie sama.

Jako tata Wojtek Jankowski radzi sobie znakomicie. Basia podziwia męża, że zabiera chłopaków, kiedy tylko może, na zgrupowania. Wiktor miał pół roku, kiedy pojechali na obóz letni do Zakopanego. Wtedy byli z nim także dwaj pozostali synowie. Chodzili wspólnie po górach, wykorzystywali to, że mogą być razem. Kiedy Wojtek ma treningi, młodszym bratem opiekuje się Kacper. Jest niesamowicie opiekuńczy, bardzo lubi dzieci i ma mnóstwo cierpliwości.
Oczywiście na wywiadówki do szkoły musi chodzić Basia. Raz tylko zdarzyło się, że to tata poszedł dowiadywać się o postępy synów. Mama musiała jechać na szkolenie poza Płock, a w tym czasie wypadał termin spotkania z nauczycielami.
Przed ważnymi imprezami, choćby Igrzyskami Olimpijskimi, Wojtka Jankowskiego nie ma w domu przez dziewięć miesięcy. Zajęcia rozpoczynają w grudniu i zwykle jest na zgrupowaniach poza Płockiem. Często także za granicą. Do domu przyjeżdża na krotko, 2-3 dni, z których zwykle jeden spędza w Warszawie na załatwianiu ważnych spraw, albo na badaniach.
Jak więc się porozumiewają? – Oczywiście przez telefon – śmieje się Basia. – My już nauczyliśmy się załatwiać ważne sprawy właśnie przez telefon. Opowiadam mu wtedy o dzieciakach, o radościach, problemach. Już chyba łatwiej nam się tak dogadać. Kiedy Wojtek jest w domu dłużej, to mija kilka dni zanim się do siebie przyzwyczaimy. Dawniej było znacznie trudniej, bo mogliśmy porozumiewać się tylko za pomocą listów. Zwłaszcza wtedy, gdy Wojtek wyjeżdżał za granicę. Mam ich spory zbiór. Czy je czytam? Tak, ale tylko wtedy jak się biorę za sprzątanie w szufladach. Żal mi, że dziś wiele rzeczy można załatwić SMS-ami lub rozmową telefoniczną. Tamte listy do cudowna pamiątka tego, co przeżywał na zgrupowaniu Wojtek, jak za nami tęsknił, co przeżywał przed startem. Dziś wszystko jest ulotne. Przecież nikt nie przechowuje w telefonie SMS-a.
Przez to, że większość czasu spędzają oddzielnie, Basia musi sama podejmować ważne dla rodziny decyzje. Sama kupowała samochód, bo Wojtek wtedy był za granicą i tylko można było szczegóły ustalić przez telefon, ostatnio musiała sama zdecydować się na wybór działki. Wojtek w przerwie między zgrupowaniami podpisał akt notarialny. – Czasem muszę go przekonywać i to długo do niektórych moich decyzji, ale w końcu je akceptuje. Zresztą nie ma innego wyjścia – dodaje.
Na pytanie, jak radzi sobie z kłopotami dnia codziennego, Basia chwilę się zastanawia. – Muszę się przyznać, że kiedyś było chyba łatwiej. Pomagała mi teściowa, miałam więcej czasu dla siebie i dla dzieci. Teraz pracuję, na zmiany, od 8.00 lub 10.30 i oczywiście nikogo to nie interesuje, że mój mąż często wyjeżdża na zgrupowania, a ja mam trójkę dzieci. Niestety w banku, podobnie zresztą jak w innych instytucjach, rzadko jest się w pracy tylko osiem godzin. Wracam zmęczona, a tam jeszcze trzeba przypilnować odrobienie lekcji, przygotować coś do jedzenia, o praniu, prasowaniu i sprzątaniu nawet nie warto wspominać. Trudno mi się chyba dziwić, że czasami mam chandrę. Na szczęście szybko mija, w czym pomagają dzieci. Przy nich nie ma czasu na rozmyślania, trzeba działać.
Wojtek i Basia prowadzą dom otwarty. U nich nie trzeba się anonsować, by wpaść na chwilę lub na dłużej. Przychodzą wioślarze byli i obecni, znajomi z pracy. – Wolałabym, żeby w domu był Wojtek, a skoro to niemożliwe, to cieszę się z gości. Lubię otaczać się ładnymi przedmiotami i dobrymi ludźmi, nie narzekam na ich brak.
Oczywiście Basia i synowie są także kibicami. Zwykle jest pierwszą osobą, która dostaje wiadomość o sukcesie, zresztą o porażce także. Była także pierwszą osobą, do której Wojtek zadzwonił i podzielił się radością z wywalczenia kwalifikacji do Aten. Nie trzeba dodawać, że to była wielka radość. W końcu to ciężko pracowali wszyscy, cała ósemka i on na zdobycie paszportów do Aten. Wiele poświęcili temu celowi, dobrze, że go osiągnęli.
Choć do startu w Atenach zostało sporo czasu, już dziś wszyscy czekają na ten dzień, kiedy ósemka stanie na starcie. W osadzie płynie dwóch płockich zawodników, Bogdan Zalewski i Piotrek Buchalski. Basia już teraz marzy o tym, jak to będzie gdy cała ekipa wróci z Aten.
Bo do wyjazdów, zwłaszcza tych długich, nie można się przyzwyczaić. Codzienne odliczanie dni, by potem spotkać się na krótko, to nie jest sposób na życie. Na razie jednak nie może narzekać. Musi spełniać rolę mamy i taty, być zawsze pod ręką, gdy któryś z chłopców ma problemy. – Na szczęście mam z synami doskonały kontakt. Pewnie mają swoje tajemnice, ale z wieloma sprawami przychodzą do mnie. Pewnie woleliby czasem zwierzyć się tacie, ale na razie to niemożliwe. Hubert jest bardzo obowiązkowy, ma charakter taty, nie mamy z nim żadnych problemów, Kacper mógłby się trochę lepiej uczyć, ale nie zawsze mu się chce.
Wszyscy trzej są bardzo dumni z taty, znają wioślarzy w klubie i w całym kraju. Bywa, że zupełnie nieznajomi ludzie, kiedy usłyszą ich nazwisko, pytają się, czy Wojtek to ich tata. Obaj starsi synowie wyróżniają się w gronie kolegów warunkami fizycznymi.
Kiedy w telewizji pokazują regaty wioślarskie, oglądają wszyscy. Tak samo będzie też w dniu, kiedy ósemka wystartuje w Atenach. Oczywiście będą trzymać kciuki i marzyć, by wywalczyli medal. Tak jak w Barcelonie, kiedy to Wojtek osiągnął swój największy sportowy sukces i zdobył brązowy medal Igrzysk Olimpijskich w czwórce ze sternikiem.
To oczywiście nie jest jedyny sukces zawodnika Wojtka Jankowskiego. Trenował wioślarstwo kilkanaście lat, po tym czasie w domu jest mnóstwo pamiątek, pucharów, medali. Obok prezentów dla wszystkich, bo o nich nigdy nie zapomina, z najważniejszych imprez zawsze przywozi maskotki, koszulki i oczywiście mnóstwo zdjęć. Wszystkie puchary stoją na specjalnych półkach, a na ścianach wiszą pamiątkowe plakietki. Najwięcej z tego czasu, kiedy skończył karierę zawodniczą.
Trener Wojciech Jankowski jest teraz z ósemką na zgrupowaniu w Wałczu. Będzie tam aż do końca, czyli do 8 sierpnia. Przed wyjazdem do Aten przyjedzie pewnie na dwa dni do domu, spakuje się, a potem z całą ekipą poleci 10 sierpnia do Aten. My, tu w Płocku będziemy trzymać kciuki za całą osadę wioślarską. Co prawda dla zawodników jest to dopiero pierwszy olimpijski start, ale dobrze byłoby przypieczętować ten debiut medalem.

Jola Marciniak


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości