Reklama

Moralność statystyczna

21/03/2002 13:10

Niedawno wicepremier Marek Pol zapowiedział, że gdy rząd upora się z „ogromną masą problemów wszelakiego typu, od tych społecznych i gospodarczych poczynając, po problemy związane z wejściem do Unii Europejskiej”, dojdzie do liberalizacji ustawy antyaborcyjnej.Powód? Należy oczyścić polskie prawo z hipokrytycznej sytuacji polegającej na tym, że obowiązujące normy prawne zakazujące aborcji, poza przypadkiem gwałtu i zagrożenia życia matki, są po prostu łamane, a w kraju rozwija się podziemie aborcyjne. Co w tej sytuacji ma zrobić państwo? Zdroworozsądkowo myślący człowiek odpowiedziałby, że powinno zwiększyć skuteczność ochrony dóbr osób poszkodowanych – w tym przypadku nienarodzonych jeszcze dzieci. Stworzyć takie instrumenty kontroli przestrzegania prawa, które zagwarantują jego respektowanie. Inna jest jednak logika myślenia polityka lewicy: skoro prawo jest łamane, trzeba je zmienić, dostosować do wygody i korzyści tych, w których interesy godziło wcześniej. Gdyby kontynuować tę rzucającą na kolana logikę myślenia, należałoby natychmiast zmienić wszystkie obowiązujące w Polsce normy prawne, gdyż, jak powszechnie wiadomo, zapisane tam zasady są nader często łamane. Wciąż przecież zdarzają się kradzieże, gwałty, morderstwa, oszustwa podatkowe, kierowcy łamią przepisy o ograniczeniu prędkości. Dlaczegóż więc premier, w imię oczyszczania polskiego prawa z hipokrytycznych zapisów nie postuluje liberalizacji kodeksu karnego, cywilnego, drogowego, ordynacji podatkowej? Zwłaszcza w dziedzinie podatków miałby wiele do zrobienia, szczególnie teraz, gdy rząd od kilku miesięcy intensywnie pracuje nad stworzeniem coraz bardziej krępującego Polaków gorsetu fiskalnego. Wielu rodaków zechce z pewnością z tej racji zejść do podziemia, aby uniknąć płacenia zbyt wysokich podatków. Co pan wtedy zrobi, panie premierze? Postępowanie wicepremiera jest przejawem charakterystycznej dla lewicowych środowisk postawy zwanej relatywizmem. Jest ona jednym ze znaków kryzysu naszej europejskiej cywilizacji. Przejawia się w podważaniu bezwzględnego znaczenia pojęć, które nigdy nie stanowiły w naszym kręgu kulturowym przedmiotu dyskusji. Wiedziano zawsze, że małżeństwo jest naturalnym związkiem mężczyzny i kobiety, a rodzina jest wspólnotą, która, jak pięknie wyraża to etymologia wyrazu, rodzi życie, chroni je, zabezpiecza i rozwija. Nie nazywano nigdy homoseksualizmu naturalną orientację seksualną, gdyż wiedziano, że stanowi on przejaw dewiacji sfery ludzkiej seksualności, a do takiego wniosku prowadziła zwykła choćby wiedza o budowie anatomicznej męskich i żeńskich narządów płciowych. W spotkaniu ludzi tej samej płci trudno mówić o jakimkolwiek naturalnym dopasowaniu. Istniał problem homoseksualizmu, ale nikt nie uznawał go za normę zachowań seksualnych, nikt nie próbował legalizować zjawiska, chronić go normami prawnymi, nazywać małżeństwem, przyzwalać na adopcję dzieci. Istniał problem aborcji, ale nikt nie żądał, aby chronił go majestat prawa. Liberalne środowiska lewicowe toczą od lat, niestety coraz skuteczniejszą, batalię o legalizację tych patologicznych zjawisk. Na Konferencji ONZ w Kairze po raz pierwszy w dziejach tej organizacji wystąpiono z propozycją tzw. „bezpiecznej aborcji”. Dla kogo bezpiecznej? Dla ofiary aborcji? Dla zabijającego życie, który duchowo unicestwia także siebie i czyni moralnym karłem? Program ten został podtrzymany w postaci zalecenia państwom trzeciego świata działań proaborcyjnych, jeśli chcą mieć dostęp do pomocy ekonomicznej. Było to działanie zaprzeczające istocie Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ogłoszonej przez tę organizację w 1948 r., która chroni podstawowe prawo każdego człowieka do życia. Taką samą gwarancję ochrony ludzkiego życia zapisano w art 38 Konstytucji Rzeczypospolitej z 2 IV 1997 r. Żyjemy, jak zapewniają socjologowie, w tzw. społeczeństwie masowym. Nie stawiamy sobie zbyt wysokich wymagań moralnych. Inaczej pogrążamy się w degradującym duchowo człowieka konsumpcjonizmie, schlebiamy postawom pragmatycznym i relatywnym. Odrzucamy obiektywną prawdę i obiektywne normy zachowań. Za dobre uznajemy to, co pożyteczne i przyjemne. Niepostrzeżenie stajemy się zwolennikami tzw. „moralności statystycznej” – to, co częste, choć złe, staje się legalne i aprobowane. Urzeczywistniamy absurdalne prawo do wolności kosztem zabijania drugich. Uciekamy od prawdy w imię źle pojętej wolności. Zamach na życie nienarodzonych dokonał się już we wszystkich krajach liberalnej demokracji. Czy można je jeszcze tak nazywać? Czy nie właściwiej byłoby mówić już o totalitarnym upiorze w masce demokracji? Czy stać nas jeszcze na zgorszenie sytuacją, kiedy rodzina zabija tych, których rodzi? Dokąd zmierzasz europejska cywilizacjo? Jakie będą twoje duchowe fundamenty? Czy w ogóle będą?

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości