W telewizyjnym spektaklu Wojciecha Smarzowskiego pt. „Klucz” grupa maturzystów terroryzuje swoją nauczycielkę, która odmawia im wydania tytułowego klucza do sejfu skrywającego ich kiepsko napisane prace maturalne z matematyki, a tym samym uniemożliwia ich zamianę na lepsze. Młodzi ludzie nie mogą zrozumieć racji, którymi kieruje się nauczycielka, wyszydzają ją, wytykając jej kompleks Antygony. „Co pani szkodzi, przecież wszyscy na tym zyskają. My, bo dostaniemy się na studia i wyrwiemy do lepszego świata. Szkoła, bo wzrośnie średnia ocen. I pani, bo dobry wynik umocni opinię, że jest pani dobrą nauczycielką. My nie walczymy przeciwko pani, tylko o siebie”. Nie przebierają w środkach, aby osiągnąć swój cel. Widać, że gotowi są nawet zabić. Myśl o karierze, pieniądzach, lepszym życiu paraliżuje ich umysł i wolę do tego stopnia, że nie tli się w nich już nawet iskierka sumienia. Zresztą jawnie wyznają, że „moralność to kategoria względna, a w życiu decyduje korzyść”. Nauczycielka z przerażeniem uświadamia sobie, że coś fundamentalnego zostało zagubione w procesie wychowania, a z dzieci wyrosły monstra, „moralne kundle”, od których trzeba ratować ten świat.
W Łodzi właśnie rozpoczął się proces moralnych kundli, którzy dla zysku mordowali pacjentów w karetkach pogotowia, a informacje o zwłokach ludzkich sprzedawali zakładom pogrzebowym. Ci przedsiębiorczy panowie w porę docenili możliwości, jakie stwarza cywilizacja informacyjna. Naziści też potrafili, jak pamiętamy, efektywnie wykorzystać ludzkie zwłoki. Mentalność nazistowska w naszych czasach nie zamyka się wcale, jak widać, w skansenie młodzieżowych subkultur spod znaku skinheadów, ale tli się także pod różnymi postaciami pośród nas. „Nie mieliśmy oporów – wyznają – w rozmowach o zabijaniu pacjentów. Wszyscy byli zadowoleni, bo zgony cieszyły nas wszystkich”. August Glass, zbrodniarz z Oświęcimia, o którym wspomina Zofia Nałkowska, upatrzone ofiary bił w nerki w ten sposób, żeby nie zostawiać śladów, a śmierć następowała po trzech dniach. „Łowcy skór” aż tak bardzo nie musieli się wysilać, wystarczyło podać pacjentowi pavulon, a ten nosili już nabrany do strzykawki i zawsze mieli pod ręką.
O cynizmie amatorów skundlonej moralności najlepiej świadczy język, którym opisują swoje czyny. „Czasem po prostu babci trzeba pomóc umrzeć”. „Patrz, trafiło jej się umrzeć po drodze. Jakie to rzeczy się ludziom zdarzają”. „Lekarz, chodź, pacjentka już kituje”. „Zdarzało się, że aby uzyskać zgon, cała załoga wychodziła z karetki na papierosa”. Żałują „zmarnowanej ampułki pavulonu”, kiedy nie udało im się „puknąć” pacjenta. Odradzają koledze zamordowanie teściowej, „bo to już by była przesada”. Niewrażliwe ludzkie kadłuby, bez duszy, bez sumienia, półprodukty relatywizującej wszystko współczesnej kultury masowej.
Skąd się biorą? Z naszych domów, szkół, ulic, stadionów, kościołów. Złapani w pułapkę jakiegoś antywychowawczego spisku, w którym rej wiodą przede wszystkim wszechwładne w promocji negatywnych postaw media oraz sprzyjający im swoim zachowaniem politycy. „My jesteśmy waszymi uczniami” – mówią wprost zdesperowanej nauczycielce bohaterowie „Klucza”.
Śmierć Ojca Świętego wyrwała nas na chwilę z potoku łatwej, powierzchownej, przesyconej mentalnością konsumpcyjną rzeczywistości i pokazała, jak bardzo inna potrafi być przestrzeń naszego życia, jak bardzo inny potrafi być jej obraz w mediach – głęboki, poważny, moralny, metafizyczny. Powoli wszystko wraca na stare tory, ale pozostaje pilne pytanie: która rzeczywistość jest prawdziwa i która ma szansę wychowywać nasze dzieci? One są przecież naszymi uczniami.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze