Kolejnego wędkarza, jakiego pokazujemy w naszym magazynie wędkarskim, zna zapewne wielu mieszkańców okolic Małej Wsi i Bodzanowa. Emerytowany policjant, radny, pasjonat akordeonu i orkiestr strażackich, strażak...Często można go spotkać na zawodach wędkarskich nieformalnego koła w Małej Wsi, które gospodaruje wodami miejscowej cukrowni (do którego także należy autor tego tekstu). Zdzisław Wiśniewski, doskonały kompan wędkarskich zasiadek posiada mnóstwo różnych ciekawych wiadomości kulinarnych. Zapewniam, że jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję spróbować jego słynnych szaszłyków z grilla, przyznacie racje moim słowom. Ja tymi szaszłykami się objadałem. Oddajmy teraz głos naszemu wędkarzowi, który postanowił opisać swoja wyprawę na szczupaka W maju, po okresie ochronnym na naszego zębacza – szczupaka, gdy przyroda już dobrze się obudziła, wspólnie z kolegą Mieczysławem postanowiliśmy udać się na wędkowanie. Pełni nadziei, że szczupak jest głodny po tarle i będzie “gryzł”, udajemy się do miejscowości Drwały k. Wyszogrodu. Tuż przed naszym przybyciem przyjechał autobus z sąsiedniego województwa, z którego wysiedli nasi koledzy “wędkarze”. Część z nich już bardzo “zadowolona”; zaczęli rzucać puste butelki na kamienie, które się tłukły. Zwróciłem uwagę na niewłaściwe zachowanie się i ich prezes (prawodpodobnie) natychmiast zareagował; szkło zostało zebrane a my przeproszeni. Teren Drwał jest popularny, przyjeżdża tu w okresie letnim mnóstwo ludzi. Znam jednego z wędkarzy, który jadąc na Mazury miał awarię “syrenki” i zatrzymał się przymusowo w Drwałach. Od tego czasu minęło 25 lat a on w dalszym ciagu przyjeżdża..., kocha to miejsce. Niestety, niektórzy swoim zachowaniem doprowadzają mnie do rozpaczy. Zostawiają po sobie dziesiątki kilogramów śmieci, kłęby żyłek, które są niebezpieczne dla ptaków, pudełek po robakach, butelek po alkoholu. Udajemy się na tzw. “łamaniec”, wertujemy go z każdej strony, widać jak świat budzi się ze snu. Wiklina zaczyna uzyskiwać kolor ciemno-zielony, słychać zalotne śpiewy ptaków, na wodzie widać żerowanie drapieżnych ryb. Z utęsknieniem patrzę na kępę, w dół rzeki, kiedy będę mógł na nią wejść i tam powędkować - w chwili obecnej jest to niemożliwe. Zrezygnowani jedziemy w dół Wisły, trafiamy na zbiornik wodny, zakładam starą białą algę nr 1. Wysłużyła mi się ona przez parę ładnych lat, już jest po “wojsku”, ale na Mazurach złowiłem na nią parę ładnych szczupaków. Rzucam raz, drugi i jeszcze wiele razy – nic, przechodzimy z drugiej strony zbiornika, trzeba uważać na leżące pod wodą kamienie i faszynę bo nie znającym wody wędkarzom zabierają sztuczne wabiki. Rzucam kolejny raz, poczułem uderzenie, nie udało mi się zaciąć. Za chwilę rzucam prawie w to samo miejsce, czuję uderzenie zacinam, czuję że mam szczupaka. Staje się w tej chwili dla mnie rzecz niesłychana, szczupak długości około 50 cm wyskakuje w górę świecą, mam na szczęście dobrze ustawiony hamulec, szczupak znów do wody, kołowrotek oddaje żyłkę. Szczupak znów nad wodą, świeca, szczupak tańcząc na ogonie, jak piękna baletnica przesuwa się po scenie, oddala się od nas. Nie ciągnę, bo jest to tak piękne że warto na to patrzeć. Znów daje nura. Podciągam bliżej brzegu. Jeszcze jeden wyskok i znów parada siły, walki o wolność. Jestem silniejszy, podholowuję go do brzegu, kolega pomaga mi go podebrać. Już jest na brzegu. Patrzymy na to piękne, stworzone przez naturę, złote torpedowate ciało. Patrzące na mnie, oczy wyrażające bezsilność z przegranej, dumę z walki o życie, o przetrwanie. Lubię jeść ryby, lubię je przyrządzać, ale tego szczupaka nie mógłbym skonsumować. Buźka i do wody, może kiedyś się spotkamy i znów mi podskoczy ciśnienie... Szat
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze