Reklama

Młodzi Sybiracy odkrywają polskie korzenie

17/08/2011 08:45
– Moja babcia nosiła nazwisko Rzodziewska, z domu była Łapińska, pochodziła z rejonu Białegostoku. Jako dziecko zesłana była na Syberię ze swoją matką. Tam potem pracowała w domu dziecka jako nauczycielka – przedstawia losy swoich polskich przodków Anastazja Kołyszkina. Dziadkowie Mariny Popovej to Emilia i Bronisław Antończyk. Ich korzenie związane są z regionem grodzieńskim. – Mój dziadek nosił nazwisko Kisiel. Ale niestety nic więcej nie wiem, bo w archiwum w Tomsku mama nie znalazła żadnych dokumentów. Nie wiemy, z jakiego rejonu Polski pochodzili, czym się zajmowali – mówi Julia Lamina. Wszystkie mają niewiele ponad dwadzieścia lat. Wszystkie uczyły się języka swoich dziadków z książek, same. – U nas akurat teraz nie ma nauczyciela języka polskiego – mówią dziewczyny. Od kilku lat przyjeżdżają do Płocka, by tu na miejscu, na żywo poznawać kraj swoich dziadków. Ale także studiować i w przyszłości rozpocząć tu pracę.
Do Płocka przyjechały po raz czwarty, dzięki współpracy z Regionalnym Stowarzyszeniem Wschód – Zachód w Płocku. – To już piąte spotkanie z Sybirakami. Tak jak i poprzednio gościmy grupę dwudziestu jeden osób z sześciu organizacji, między innymi z Bijska, Barnauł, Omska. Współpracę rozpoczęliśmy ze stowarzyszeniem „Orzeł Biały” z Bijska. Oni są tak naprawdę kontynuatorami tej idei na teren Syberii z naszego ramienia. Chcemy rozszerzać dalej tę współpracę. Dlatego już mamy sześć organizacji – przedstawia początki przyjazdu Sybiraków do Płocka Wirginia Matusiak, prezes Regionalnego Stowarzyszenia Wschód – Zachód w Płocku.
Kilkuletnie doświadczenia i spotkania prezes Matusiak podsumowuje w kilku słowach: – Nam dają bardzo dużą satysfakcję, gościom możliwość poznania kraju swoich przodków. Bo wszyscy są pochodzenia polskiego. Z tego, co wiemy, przyjazd do Polski, Płocka traktują jako wyróżnienie. Dlatego w swoich organizacjach starają się pracować jak najlepiej, aby mieć szansę ponownego przyjazdu.
Kim są goście z Syberii? Mają od 16 do 23 lat. Kilkoro w Płocku gości już po raz czwarty. Polska to kraj ich przodków, ale także miejsce, gdzie rozpoczynają studia. Tu planują zostać i pracować. Jak sami mówią, żeby po prostu namacalnie powrócić do korzeni. – Oczywiście nie da się ukryć, że będziemy tęsknić za naszymi bliskim, rodzinnymi domami – mówią moje rozmówczynie: Anastazja i Julia, które za kilka tygodni rozpoczną studia w Warszawie.
Marina Popova jest jedną z tych osób, które mają okazję być tu już po raz czwarty, ma polskie obywatelstwo. Przyjechała na studia. W ubiegłym roku skończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. I zdecydowała, że zostaje. Może zacznie pracę jako tłumacz. Z pewnością będzie dalej chciała się kształcić. Wcześniej bardzo dużo czytała o literaturze, historii polskiej. O korzeniach swoich przodków wie niewiele. – Wszystkie dokumenty utracono. Wiadomo tylko tyle, że rodzina pochodziła z obwodu grodzieńskiego i była zesłana do guberni tomskiej na Syberii. Tam się urodziła mama, ja też – przedstawia znane szczątkowe informacje o swoich przodkach Marina Popova.
Decyzja o studiach w Polsce była bardzo dojrzała. Jest tu już od siedmiu lat. – Życie codzienne jest takie samo. Różni się klimat, przyroda, architektura – mówi o swoich spostrzeżeniach Marina.
Najtrudniej jest z wyjazdem do domu. Bo odległość w jedną stronę to 5 tysięcy kilometrów. Marina opowiada, że dla Polaków mieszkających nadal na Syberii wiele też się zmieniło. Teraz już można mówić o Polsce. Inaczej niż za czasów Związku Radzieckiego. – Teraz można już głośno mówić, że jest się Polakiem. Aktywnie działają centra kultury, mniejszości narodowe, których przecież jest wiele na Syberii, kultywują swoje tradycje, pielęgnują pamięć o przodkach, ich korzeniach. Może nie wszyscy mają jeszcze wielką odwagę, ale czuje się swobodę – mówi Marina Popova.
Przeszłość rodziny Anastazji także zaginęła gdzieś w archiwach. Dziś wiadomo tylko, że jej przodkowie mieszkali w rejonie Białegostoku. Pozostało jeszcze nazwisko i wspomnienia. Przyszłość jest związana także z Polską, Warszawą, gdzie Anastazja zaczyna od października studiować filologię polską. – Jest to ogromna szansa. Nie wszyscy młodzi ludzie mają możliwość wyjazdu na studia, do pracy. Może studiuje tu osiem osób. Czasami barierą są okoliczności materialne, czasami nieznajomość języka. Nie wszyscy mówią po polsku. My też uczyłyśmy się z książek. Przez jakiś czas pracował z nami nauczyciel z Płocka Paweł Jońca, czasami ksiądz nas uczył – opowiada Anastazja.
Przebywając jeszcze w Bijsku, była bardzo zaangażowana w pracę stowarzyszenia. Pracowała w archiwum, wspólnie z innymi Polakami dbała o miejsca pamięci narodowej, cmentarze Polaków. W naszej rozmowie Julia Lamina przyznaje, że może trudno to zrozumieć osobom nie mającym takiej przeszłości, jak ich rodziny, ale one mają dwie ojczyzny. Tak jak i jej koleżanki będzie studiowała na UW. Wybrała psychologię (studia drugiego stopnia). – To kontynuacja nauki rozpoczętej w Bijsku. Mimo że moim marzeniem jest pobyt i praca w Polsce, to nie była to łatwa decyzja. Plan dojrzewał dość długo – dzieli się swoimi odczuciami Julia.
Tak jak i w przypadku sporej grupy innych Polaków mieszkających na Syberii, polityczna zawierucha uniemożliwiła odszukanie dokumentów rodziny. – Mimo starań nic się nie udało odnaleźć. Są tylko jakieś szczątkowe informacje. Bez wątpienia powoduje to, że odczuwa się, iż czegoś brakuje – stwierdza Julia.
O Polsce mówi, że jest jej rodzinnym krajem. Jak na co dzień tu jest z polskością? – Wśród naszych rówieśników nie ma znaczenia narodowość. Liczy się, jakim jesteś człowiekiem. Fajnym kompanem – mówią dziewczyny, które podobnie jak i Marina będą starały się o polskie obywatelstwo.
Czasami tylko ktoś zapyta o pochodzenie i jest zdziwiony, słysząc o polskich korzeniach. – Mówią, jak to: takie nazwisko, akcent i polskie korzenie. Trzeba trochę wprowadzenia. Szczególnie u młodych ludzi. Bo starsi szybciej łączą fakty, pamiętają.
Pobyt w Płocku był także czasem rozmów z płockimi Sybirakami i mieszkańcami, których rodziny, tak jak płocczanina Bogusława Osieckiego, cudem uniknęły zsyłki na Sybir. – Moja mama żyje i pamięta, jak na furmankach, pod nadzorem służb rosyjskich, zwożono całe rodziny na dworzec kolejowy w Łomży, gdzie wtedy mieszkali. Moich najbliższych czekał podobny los. Ale dosłownie dzień przed wywózką ktoś ostrzegł ich, że są na liście i następnego dnia będą wywożeni. Na szczęście uciekli. Niewiele brakowało, abym był tam, gdzie wy teraz jesteście. Jak tylko usłyszałem, że jesteście, od razu się zainteresowałem i chciałem spotkać – przekazywał historię swoich dziadków i rodziców Bogusław Osiecki.
Dodawał, że miło widzieć potomków tych osób, których zabrakło w Polsce. Zaoferował także pomoc w odszukiwaniu korzeni polskich. Między innymi poprzez fachową literaturę wspomnień zesłańców. – Trudno znaleźć. Ale będą. Bo moja intencja jest taka, że jak ktoś z was przejrzy, może znaleźć coś, co was dotyczy, waszych rodzin. Padają nazwiska, nazwy miejscowości. Być może będzie tam coś o waszych rodzinach – mówił Bogusław Osiecki.    rad
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości