Andrzej Marszałek, Artur Góral, Adrian Konczewski oraz Tomasz Paluch, Bartosz Wuszter, Artur Niedzielski, Robert Jankowski, Marek Witkowski, Adam Twardo, Bartosz Świerad, Vitalij Titov, Łukasz Szczucki, Alosza Szyczkow, Adam Wiśniewski, Michał Zołoteńko, Rafał Kuptel, Damian Wleklak, Sebastian Rumniak, Łukasz Białaszek, Zbigniew Kwiatkowski i Bogdan Kowalczyk, Krzysztof Kisiel, Grzegorz Markiewicz, Mariusz Jaroszewski, Arkadiusz Garbacki, Marek Woliński, są od 8 maja nowymi Mistrzami Polski w piłkę ręczną mężczyzn.
Mecz był godny finału, a widowisko jakie stworzyli zawodnicy obydwu drużyn warte było obejrzenia w ogromnym ścisku. Bo tradycyjnie już nawet te osoby, które nie bardzo znają się na piłce ręcznej, chcą być razem z piłkarzami w chwili, gdy ci zdobywają, tytuły Mistrza Polski. Tłok był więc niesamowity, wszystkie możliwe miejsca zajęte, ale te niewygody były niczym w porównaniu z radością jaka wybuchła około godz. 18.20. Oczywiście na parkiet wybiegli kibice, strzelił szampan, a zawodnicy utonęli w objęciach rodzin, sympatyków, cieszyli się wszyscy, z wyjątkiem rzecz jasna piłkarzy Vive, którzy nie bardzo wierzyli, że nie zdołali obronić tytułu Mistrza Polski.
Kibice to doskonale wiedzą, ale przypomnijmy krótko, że w tym sezonie, podobnie zresztą jak w poprzednim, tylko dwie drużyny walczyły o złote medale. Wisła przeciwników pokonała trzy razy, w tym dwa razy w Kielcach, co było ogromnym wydarzeniem. Do pełni szczęścia brakowało tylko tego ostatniego zwycięstwa.
Mecz od pierwszych minut był wyrównany, ale to Vive nieznacznie prowadziło. Potem o jedną, dwie bramki lepsi byli płocczanie. I połowę udało się zakończyć nawet 3-bramkową przewagą.
Po przerwie goście zaczęli odrabiać straty i w 34 min. było tylko 18:17, a w 41 min. 21:20. Od tego momentu Wisła próbowała trochę odskoczyć, a Vive zaraz ją goniło. W 45 min. był remis 23:23, a w 48 min. Wisła wygrywała 26:23. Kiedy wydawało się, że gospodarze powoli będą powiększać przewagę, w 51 min. Vive doprowadziło do remisu 26:26. Ostatni remis był w 54 min. 27:27, a potem już tylko wygrywała Wisła.
Bohaterem końcowych minut spotkania był Michał Zołoteńko, który wziął na siebie ciężar rozegrania piłki, strzelił trzy ostatnie gole. Tę samą rolę, tyle że przez cały mecz w drużynie gości spełniał Karol Bielecki, którego wspomagał jedynie Robert Nowakowski. Bielecki 15 razy (połowa wszystkich zdobytych przez Vive goli), a Nowakowski 7 razy wpisywali się na listę strzelców. Reszta zawodników była tylko od podawania piłki Bieleckiemu.
Mecz mógł zakończyć się remisem, co i tak dawało złoty medal Wiśle Płock. Około 30 sek. przed końcem, Paweł Sieczka miał znakomitą okazję by pokonać Andrzeja Marszałka. Zwycięsko z tego pojedynku wyszedł płocki bramkarz i oto stała się rzecz niesamowita. Po wygraniu wszystkich czterech spotkań z Vive, Wisła Płock mogła ustawić się do dekoracji złotymi medalami. To było wspaniałe uczucie, które przeżywali wszyscy kibice. Łzy w oczach i radość w sercu.
Płocki zespół poprowadził do zwycięstwa Krzysztof Kisiel. - Jestem bardzo szczęśliwy. Cały czas wierzyłem w wygraną, bo przez cały czas mieliśmy jedną bramkę w zapasie. Było bardzo ciężko, żaden zespół nawet na chwile nie chciał odpuścić pola walki. Był to chyba najlepszy mecz drużyny i ukoronowanie tego sezonu. Koniecznie musimy wyróżnić całą drużynę i za cały sezon.
Najtrudniej zdobytym tytułem mistrzowskim dla Andrzeja Marszałka był ten ostatni. - Wywalczyliśmy go ciężką pracą, która się opłaca. Zdobyliśmy go wspólnię, tu nie ma gwiazd, musieliśmy zagrać zespołowo. Rok temu były gwiazdy i przegraliśmy wszystko. Teraz możemy świętować.
W ostatnich minutach fantastycznie zagrał Michał Zołoteńko. - To jest efekt naszej wspólnej pracy. Końcówka rzeczywiście mi wyszła, ale po I połowie byłem bardzo niezadowolony. Teraz czeka nas jeszcze walka o Puchar Polski, jedziemy po niego do Kwidzynia.
Bardzo zadowolony był także przewodniczący Rady Nadzorczej Wisły Marek Janicki: - Jestem w szoku, choć przez cały czas wierzyłem, że zdobędziemy złoty medal. Zawsze tak mocno przeżywam. To nie jest niespodzianka, to się tej drużynie należało, chłopaki musieli ten mecz wygrać, innej możliwości nie było. Rok temu rzeczywiście nie było drużyny, były tylko gwiazdy. Teraz jest wspaniały kolektyw i musiało być zwycięstwo.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze