Drużyna Vive Tauron Kielce w finale fazy play off PGNiG Superligi wygrała z Orlen Wisłą Płock 3:0. W ostatnim, trzecim spotkaniu, kielczanie pokonali gospodarzy 29:28 i zdobyli tytuły mistrzów Polski. Podopieczni trenera Manolo Cadensa, choć w osłabionym składzie, walczyli do końca, udowadniając, że nie można ich lekceważyć.
Płocki zespół do ostatniego spotkania finału PGNiG Superligi przystąpił w bardzo osłabionym składzie. Do kontuzjowanych: Mariusza Jurkiewicza, Milana Pusicy, Mateusza Piechowskiego, Ivana Nikcevica i Tiago Rochy, po meczach z Vive Tauron Kielce dołączyli również: Nemanja Zelenovic, który dopiero co wrócił do drużyny po wyleczeniu kontuzji, oraz Alexander Tioumentsev. Drużynę na czwartkowy mecz ustalali przede wszystkim lekarze i trenerzy odnowy biologicznej, a nie trener Manolo Cadenas.
W płockim środowisku piłkarskim po drugim finałowym spotkaniu mówiono, że mecz w Kielcach bardziej przypominał bijatykę niż walkę dwóch najlepszych drużyn w kraju. Swoją opinię na temat rywali wyrazili też piłkarze, którzy wystąpili na przedmeczowej rozgrzewce w koszulkach treningowych z napisem: „czasami nie wiemy z kim walczymy – ale zawsze wiemy dla kogo”.
Zwykle mecze obu drużyn przyciągają do Orlen Areny komplet kibiców. Po raz pierwszy w historii pojedynków mistrza i wicemistrza Polski na widowni było sporo wolnych miejsc. Część kibiców nie wierzyła w zwycięstwo swojej drużyny, a część pewnie nie chciała oglądać bijatyki na parkiecie.
Początek spotkania był bardzo nerwowy. Więcej spokoju zachowali goście, którzy w 15 minucie prowadzili 7:4. Trener Talant Dujszebajew dał odpocząć swoim piłkarzom, wpuszczając na boisko drugą szóstkę zawodników, a w zespole gospodarzy momentami na parkiecie walczyło pięciu skrzydłowych i kołowy.
I kiedy wydawało się, że Vive złapie drugi oddech, płocczanie mozolnie odrabiali straty. W 22 minucie doprowadzili do remisu 10:10, a po czwartej w tej części gry bramce Adama Wiśniewskiego uwierzyli, że mimo osłabionego składu można powalczyć z Kielcami. W 23 minucie prowadzili 13:11, by na koniec I połowy wygrywać 17:14. Ogromna w tym zasługa Rodrigo Corralesa w bramce Orlen Wisły oraz Michała Daszka, który brał na siebie ciężar rozgrywającego.
II połowa zaczęła się fatalnie dla gospodarzy. Dwa błędy Michała Daszka rywale wykorzystali na zmniejszenie rozmiaru porażki. Po golu Piotra Chrapkowskiego w 33 minucie był remis 17:17, a chwilę później, po golu Julena Auginagalde goście prowadzili 18:17. Kolejne minuty były bardzo wyrównane, Orlen Wisła doganiała rywali. Było to możliwe dzięki znakomitej formie Angela Montoro, który między 43 a 53 minutą strzelił 5 goli, pilnując remisowego wyniku. W 58 minucie był remis 28:28. Bramkę dla Vive strzelił Michał Jurecki, a rzut Daszka obronił znakomicie spisujący się w bramce Marin Sego. W odpowiedzi Corrales odbił piłkę Karola Bieleckiego i przed szansą na wyrównanie stanęli gospodarze. Znów w roli głównej wystąpił Sego, który najpierw odbił rzut Daszka, a sekundę później dobitkę Kamila Syprzaka. Sędziowie wskazali na rzut karny, ale szansę na dogrywkę zmarnował Valentin Ghionea.
Chociaż po raz trzeci w meczach finałowych piłkarze ręczni Vive byli lepsi, to trener Manolo Cadenas i płoccy kibice mogli być tego dnia dumni ze swojego zespołu.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze