Po raz pierwszy na płockiej Starówce wybierano najpiękniejszą Polkę wśród studentek. Swoje typy miało jury, w którym zasiadła m.in. dziewczyna szamana czyli Justyna Steczkowska, ale też wiceprezydent Płocka Piotr Kubera oraz muzyk Krzysztof Misiak i fotograf Marek Konarski. Publiczność postawiła na swoją krajankę. Miss publiczności została Aleksandra Lau z Płocka, jedyna dziewczyna z naszego miasta, której udało się zdobyć komplementarny tytuł. Warto dodać, że w konkursie brało udział aż 7 dziewczyn z Płocka i okolic. Do wyborów miss studentek poprzez castingi zakwalifikowało się 16 dziewczyn w wieku od 19 do 23 lat. Wybierane były z uczelni Płocka, Warszawy, Poznania, Trójmiasta, Katowic, Krakowa, Wrocławia, Białegostoku, Szczecina, Olsztyna, Łodzi, Lublina i Torunia. Do zgrupowania, które rozpoczęło się 1 września, dziewczęta się nie znały. Zamieszkały w pensjonacie „Arkadia” w Płocku, położonym na osiedlu domków jednorodzinnych. Płocczanki również musiały na dziesięć dni zmienić swój stały adres zamieszkania. Piękności w „koszarach” Wybraliśmy się do dziewczyn z wizytą. – Od rana do wieczora mamy zajęcia. Nie ma mowy o wyjściu na miasto, choć jako studentki chętnie wykorzystałybyśmy wolny wieczór w sobotę. Niestety, o godz. 22.00 wszystkie musimy być w pensjonacie – mówi płocczanka Aleksandra Lau. Studiuje rachunkowość i finanse oraz handel zagraniczny. Tylko raz udało się dziewczynom wybrać do pubu. – Kiedy całą grupą pokazujemy się na ulicach miasta, ludzie pytają skąd jesteśmy. Wywołujemy spore zamieszanie – przekonuje Izabela Bieńkuńska. Jest z Częstochowy, ale uczy się na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dziewczyny cieszyły się, że mogły wziąć udział w wyborach miss studentek. Jest to pierwsza tego typu impreza w Polsce, autorstwa Polskiej Agencji Imprez Masowych. Ze względu na swój rozmach i prestiż jest jednym z większych przedsięwzięć środowiska studenckiego. Zanim jednak dziewczyny pokazały się na Starówce podczas wyborów, trwały gorączkowe przygotowania. Miały m.in. sesje zdjęciowe, podczas których przełamywały bariery. Kocie oczy Karoliny – Nigdy się nie maluję. Nie czułam się więc dobrze w ostrym makijażu scenicznym. Kiedy dziewczyny powiedziały, że wyglądam nieźle, nieco się uspokoiłam – mówi płocczanka Paula Chandoszko (Szkoła Zdrowia i Urody). Karolina Wilk studentka germanistyki Uniwersytetu Łódzkiego, rodem również z Płocka ma swój sprawdzony makijaż. Jest ostry i wyraźny. Czarne kreski podkreślają jej kocie oczy. – Nawet fotograf powiedział, że w tym makijażu jest mi najlepiej. Będę obstawała przy tym, żeby kosmetyczka podczas wyborów malowała mnie w ten sposób, albo zrobię to sama. Pozostała kandydatki na miss były pełne uznania dla jej zdolności. – Musimy poddać się wizjom kosmetyczek. Wiedzą lepiej, co robić żebyśmy ładnie prezentowały się na scenie. Zresztą zawsze można polegać na opinii innych dziewczyn, które podpowiadają czy wyglądamy w porządku, czy nie – twierdzi Teofila Kisielewska. Mieszka niedaleko Płocka, a studiuje w Warszawie na SGGW. Studentki nie myślały o konkurencji. Całe dnie ćwiczyły układy, a wieczorami spotykały się w jednym pokoju i omawiały wszystkie możliwe „babskie tematy”. – Do spięć dochodziło jedynie w czasie prób choreografii. Po pięciu godzinach tańca, kiedy któraś się pomyli i trzeba wszystko zaczynać od nowa mogą puścić nerwy – zdradza przyszła pedagog Joanna Pasek. Przyjechała z Poznania, a reprezentuje Uniwersytet Adama Mickiewicza. Choreografię przygotował Roman Kadylak z klubu tańca „Falcon”. Dziewczyny nauczyły się m.in. poloneza, disco i salsy. – Mamy wyjść na scenę w togach, a później jak zagra salsa, zrzucimy je z siebie i zaprezentujemy się w strojach kąpielowych – opowiadają dziewczyny. Skąpe stroje żadnej nie stresowały. – Organizatorzy zadbali, żebyśmy mogły mieć krótkie spodenki, albo chustki. Poza tym jesteśmy studentkami nie żadnymi top modelkami. Nie musimy mieć idealnych wymiarów 90-60-90, ani wzrostu 174 cm – dodawały sobie animuszu dziewczyny. Ale na pewno na modelkę nadaje się Ania Skierska, płocczanka studiująca turystykę w Warszawie. Ma 183 cm i jest w grupie najwyższa. Wszystkim pannom najbardziej podobała się prezentacja w strojach ślubnych. To dla każdej ogromne przeżycie. Ale świetnie bawiły się też podczas sesji zdjęciowej w strojach sportowych, choć nieco stracha napędził im koń. Natasza Słocińska z Poznania, z Wyższej Szkoły Pielęgnacji Zdrowia i Urody przyznaje, że 7 lat jeździła konno. W Cierszewie pierwsza dosiadła na oklep prawdziwego norowistego rumaka. – Dziewczyny wystraszyły się i dostałyśmy innego, spokojnego, oswojonego z hałasem konika do hipoterapii. Ale ten już nie był taki piękny – żałuje Natasza. Pizza i mleko dla miss Czy kandydatki na miss przestrzegają diety? – Nie – odpowiadają zgodnym chórem. Zdradzają, że na obiad jadają pizzę, a na śniadanie co kto lubi, albo płatki z mlekiem, albo pięć kanapek. Do codziennej gimnastyki przyznaje się jedynie Malwina Kamelska: – Studiuję dwa kierunki: biotechnologię na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim i zaocznie fizjoterapię w Olsztyńskiej Szkole Wyższej. Stąd moje zainteresowanie porannymi ćwiczeniami. Praktycznie każda z dziewczyn ma na swym koncie przygodę ze światem mody bądź urody. Ewa Lisowska z Kielc, studentka Wyższej Szkoły Promocji Zdrowia i Kosmetologii w Krakowie już w wieku 14 lat była fotomodelką. Prezentowała kreacje Jerzego Antkowiaka. Wygrała wybory Miss Lata z Radiem w swoim miejście. Dwa lata później ten sam tytuł zdobyła jej koleżanka Marta Kowalczyk ze Skarżysko-Kamiennej, która także studiuje kosmetologię w Krakowie. Udało jej się również zdobyć tytuł miss Ziemi Świętokrzyskiej i dostać do ćwierćfinału Miss Polski. – Modeling, czy takie wybory trzeba jednak traktować jako dobrą zabawę i pasję, która dodaje pewności siebie i podnosi własną samoocenę. Poza tym będę miała co opowiadać w przyszłości swoim dzieciom – śmieje się Ewa. Olivia Bukin jest z Białegostoku. Studiuje kulturoznawstwo w Wyższej Szkole Administracji Publicznej. – Dostałam się do finału Miss Polski, brałam udział w pokazach i sesjach zdjęciowych Fotomodel Poland, ale nie myślę z tym wiązać swojej przyszłości. Chciałabym zostać raczej dziennikarką, najlepiej telewizyjną. Ma też inne pasje. 12 lat tańczyła w balecie, śpiewa w chórze i gra na flecie barkowym. – Nie przyjechałyśmy tu jednak ani dla tytułów, ani dla nagród, a raczej dla przygody – podkreślają dziewczyny. Do ostatniej chwili nie wiedziały, o co walczą. Nagrody gwarantowane to markowe ubrania i strój kąpielowy, do tego zdjęcia i film z udziału w konkursie. Wszystkie czekały na wsparcie podczas wyborów. Rodzice Ewy mieli do pokonania 370 km drogi. Do Nataszy najbliżsi jechali z Poznania 250 km. Tylko płocczanki nie bały się o frekwencję rodziny, przyjaciół i znajomych. A w konkursie na najpiękniejszą studentkę Polski udział również wzięły: Edyta Wiśniewska z Płocka (inżynieria środowiska Politechnika Łódzka), Agata Ziarek z Płocka (ekonomia Politechnika Warszawska), Jolanta Arcińska z Płocka (AWF) oraz Edyta Waszczuk z Maszkowa (dziennikarstwo i komunikacja społeczna w Poznaniu). Przepowiednia fryzjerki Nadszedł dzień wyborów. Na scenie z właściwym sobie wdziękiem konferansjer Marcin Prokop zabawiał publiczność. A za sceną wrzało. W holu ratusza stanęły namioty, w których przebierały się dziewczyny startujące w konkursie. Fotografowie znienacka pojawiali się przy mierzeniu sukienek i czesaniu włosów. Wszystkie gniazdka elektryczne były zajęte przez suszarki i lokówki. Kosmetyczki z salonu Ona i On oraz Vogue podzieliły równo dziewczyny między siebie. Po każdym występie scenicznym biegły przypudrować studentkom noski. Co innego pojawić się na scenie w sukniach ślubnych, a co innego tańczyć w dżinsach jak na imprezie. – Na pewno wygra 11! – wieszczym głosem stwierdziła Sylwia Zielska, fryzjerka z salonu Vogue, czesząc Joannę Pasek. Dziewczyna spojrzała na swój numer. To była 11! Czy fryzjerka miała przeczucie? Pierwszy odsiew. Sześć dziewczyn już mogło się pożegnać z koroną, a jednak musiały być nadal z koleżankami. Pozostało im już jedynie wyjście na scenę w czasie finału, ale do drugiego rzędu w skromnych sukienkach. Dla finałowej piątki Marcin Prokop był bezlitosny. Zaskakiwał pytaniami o nazwę zielonych owadów, o konieczne zmiany na świecie, o miejsca w których można spędzić pół roku nie nudząc się. Kiedy Marta Kowalczyk przyznała się, że lubi muzykę, zmusił ją do śpiewania. Śpiewając przebój „Ich troje” zdobyła tytuł II wicemiss i wyjazd do Wiednia. I wicemiss została Olivia Bukin, a do tego nagrodę w formie wycieczki do Paryża. Miss studentek została „11” czyli Joanna Pasek. Jeszcze w tym roku będzie się opalać na Rodosie. Do przyznania tytułu miss fotoreporterów przyczynił się również „Tygodnik Płocki”. Podpatrując z fotografami kandydatki, wybraliśmy wspólnie i prawie jednogłośnie Izabelę Bieńkuńską, zapewniając jej prócz tytułu również wycieczkę do Zakopanego. Co dalej? – Jestem szczęśliwa, że moja płocka publiczność tak dopisała – mówi jedyna utytułowana w konkursie płocczanka Aleksandra Lau. Numer „startowy” – 13 okazał się bardzo szczęśliwy. W najbliższym czasie wybiera się na wycieczkę na Mazury, oczywiście ze swoim ukochanym. – Zdobycie tytułu II wicemiss to dla mnie tak jakby nagroda główna – tłumaczy Marta Kowalczyk, śliczna dziewczyna ze Skarżysko-Kamiennej, która po zdobyciu laurów w konkursie piękności, planuje kontynuowanie studiów na kosmetologii. Najpiękniejsza Polska studentka pochodzi z Poznania, ma 20 lat i jest teraz wyjątkowo szczęśliwa. – Wszystkie dziewczyny są nie tylko śliczne, ale też bardzo inteligentne, zabłysnąć wśród nich to dla mnie ogromne wyróżnienie – tłumaczy skromnie. W czasie konkursu najtrudniejsze było dla niej przełamanie strachu przed publicznością, a wcześniej sprostanie tygodniowej męczarni: treningom od rana do popołudnia. Miss z indeksem 2006 nie tylko dobrze prezentowała się na scenie, ale też świetnie tańczyła. 10 lat trenowała jednak w klubie tańca nowoczesnego. To jest jej pasja. Na koniec konkursu pozostają jedynie pamiątkowe zdjęcia. W oczach miss widać radość. W innych nikną płonne nadzieje. - Ale obiecałyśmy sobie, że spotkamy się w Płocku w tym samym komplecie za rok – podkreślają zgodnie dziewczyny, choć wtedy nie będzie już tak wielkiej przygody. Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze