Ilu jeszcze potrzeba ofiar na drogach, aby nasze władze opamiętały się i zaczęły budować nowoczesne wielopasmowe autostrady, aby nie szczędziły środków na naprawę pozostającej w katastrofalnym stanie infrastruktury komunikacyjnej? Ilu potrzeba jeszcze ofiar, aby uderzyli się w pierś urzędnicy niższego i wyższego szczebla, burmistrzowie, radni, ministrowie, posłowie, i nadrobili zaniedbania w tej sferze? Ilu potrzeba jeszcze ofiar, aby uderzyli się w pierś policjanci i dostrzegli także swoją winę w prowokowaniu zuchwałych zachowań kierowców pobłażliwą postawą wobec ich wykroczeń? Ilu wreszcie potrzeba ofiar, abyśmy wszyscy, jako użytkownicy dróg, dostrzegli, że jesteśmy współwinni dramatów, jakie rozgrywają się na nich co roku? Czy kilka tysięcy rocznie to za mało? Czy kiedykolwiek dotrze do nas, że także z naszej winy, z winy naszego lekkoduchowskiego traktowania zasad prawa drogowego ginie kilka tysięcy ludzi rocznie, a tysiące kolejnych na zawsze dotkniętych zostaje trwałym kalectwem. Wstrząsają nami takie tragedie jak ta spod Białegostoku. Wstrząsają, ale czy zmieniają nasze zachowanie?
Podróżowałem kiedyś busem z Warszawy do Wilna. Polski odcinek drogi prawie dwa razy dłuższy od litewskiego, ale czas jazdy po obu stronach granicy prawie ten sam. Kierowcy obsługujący tę trasę znają dobrze obyczaje polskiej i litewskiej policji. Po tej stronie prawie zawsze można zakombinować, ułożyć się z policjantem, po tamtej nie jest to nigdy możliwe. Zresztą nie tylko postawa policji, ale przede wszystkim dotkliwość kar za przekraczanie dozwolonej prędkości powinna stanowić istotny czynnik studzenia morderczych zapałów użytkowników dróg. Kogo jednak może przestraszyć mandat w wysokości 200 czy nawet 500 złotych? Jeśli stanowiłby równowartość miesięcznych dochodów albo ich wielokrotność i był egzekwowany bez cienia litości i układów, pewnie zmuszałby szare komórki do bardziej wytężonego myślenia i zmniejszał ciężar nogi na pedale gazu. Kogo znowu może przestraszyć fotoradar (jeden na kilkaset kilometrów dróg, częściej jeszcze jego atrapa) zapraszający do pomiaru prędkości uprzejmym komunikatem o miejscu swojej lokalizacji? Toniemy w śmieszności, grzęźniemy w głupocie, a ludzie giną na drogach.
Wszystkim nam się ostatnio ogromnie śpieszy. Nic dziwnego, dźwigamy na swoich barkach ogromny garb zapóźnień cywilizacyjnych, w które wpędziło nas półwiecze panowania komuny, chcemy jak najszybciej dogonić Europę. Jednak ten słuszny cel chcemy okupić chyba zbyt dużym kosztem. Anarchizujące traktowanie przepisów prawa przez obywateli, niechlubny spadek po mentalności sarmackiej, karłowate reguły egzekwowania prawa przez władze wystawiają nas na pośmiewisko Europy. Nadzieja zatem w nowych władzach, że tak atrakcyjną medialnie formułę figurującą w nazwie partii potraktują w pełni poważnie. Po to między innymi potrzebujemy władzy, silnej i prawej, aby kiełznała w nas wszelkie zapędy łamania prawa, po to potrzebujemy władzy, by broniła i chroniła nas przed nami samymi. Mamy świadomość ułomności naszej natury, dlatego musimy godzić się na ograniczenie naszej wolności (naszych swobód obywatelskich, jak to się ładnie dziś nazywa), ale mamy prawo w zamian oczekiwać radykalnych działań po stronie władz, skierowanych przeciwko nam, jeśli tylko skutecznie służą naszemu dobru.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze