22-letni mieszkaniec jednej z podpłockich miejscowości jest podejrzany o gwałt i usiłowanie gwałtu na trzynastoletniej dziewczynce. Sprawa, którą zajmuje się teraz Prokuratura Rejonowa w Gostyninie, wyszła na jaw po śmierci przyrodniego brata dziewczynki.Kiedy ludzie w Małych Górach zaczęli mówić, okazało się, że także 30-letni ojczym dziewczynki ma na sumieniu znęcanie się fizyczne i psychiczne nad rodziną. O wszystkim został już poinformowany Sąd Rodzinny. Wszystko zaczęło się, kiedy 10 stycznia zginął przygnieciony drzewem 4,5-letni Dawidek. Po jego śmierci mieszkańcy miejscowości zaczęli głośno mówić o tym, co się działo w rodzinie chłopca. Przed śmiercią Dawidka w rodzinie było pięcioro dzieci: dwie dziewczynki w wieku ośmiu i trzynastu lat, tragicznie zmarły Dawidek, jego trzyletni brat oraz czteromiesięczne niemowlę. Dwie pierwsze dziewczynki są z pierwszego związku matki. Ojcem trójki młodszych jest obecny mąż kobiety. - On był bardzo za tym, który zginął. W ogóle swoje dzieci traktował dobrze, nie bił ich. Ale te starsze dziewczynki to jak popychadła. Kazał im żebrać, żeby tylko pieniądze na wódkę i wino były – mówią mieszkańcy okolicznych miejscowości. Kiedy dzieci szły żebrać, ludzie im pomagali. Jednak jeżeli ktoś chciał zrobić zakupy w sklepie i dać im jedzenie, protestowały: - Tego nie mogę wziąć, mama chciała pieniądze na wino i papierosy. Rodzina słynęła z libacji. W domu spotykali się różni mężczyźni. Właśnie podczas jednego z takich spotkań doszło prawdopodobnie do gwałtu na trzynastoletniej dziewczynce. - Tragedia, do której doszło w styczniu przełamała zmowę milczenia. 22-letni mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące. Zarzuca mu się usiłowanie gwałtu i gwałt na dziewczynce – powiedział podinspektor Jarosław Brach, rzecznik prasowy komendanta miejskiego policji w Płocku. – Także ojczym dziecka jest podejrzany o znęcanie się nad rodziną. O libacjach mówią też sąsiedzi. Okazuje się, że wszyscy dookoła wiedzieli o sytuacji rodziny, chociaż na pewno nie o wszystkich „tajemnicach”. Rodzina korzystała z pomocy opieki społecznej. Niestety cała pomoc była marnotrawiona przez dorosłych na własne potrzeby, czyli na alkohol. - Wcześniej to on był dobry, ale jak zaczął pić... – mówią o ojcu trójki młodszych dzieci sąsiedzi. To nagle urwane zdaje oddaje atmosferę panującą w rodzinie. Wszyscy zgodnie przyznają, że już śmierć Dawidka była wielką tragedią, którą przeżyli wszyscy w okolicy. - Nagle podniósł się krzyk, matka przyniosła chłopca. Miał rozbita główkę, to wszystko tak wisiało – słyszymy od świadka śmierci Dawidka. – Kiedy przyjechało pogotowie, chociaż było to bardzo szybko, już nie żył. Koszty pogrzebu chłopca miała pokryć pomoc społeczna. Okazało się, że dziecko było nie ochrzczone tak jak jego młodsze rodzeństwo. Wiadomo też, że matka chciała pochować chłopca bez trumny, tylko dlatego, że były problemy z jej kupieniem w zakładach pogrzebowych. To jeszcze jedna z rodzinnych tragedii napisanych przez życie. Historia jakich wiele z alkoholem pitym przez rodziców i goszczących w domu różnych „wujków” a przez dorosłych, którzy powinni zapewniać opiekę, cierpią dzieci, które nie mogą liczyć na czyjąkolwiek pomoc, chyba, że coś przerwie milczenie ludzi. Niestety wtedy na pomoc jest już zbyt późno, nawet jeżeli sprawa znajdzie swój finał w prawomocnym wyroku sądu. Zbyt późno na wymazanie z psychiki dzieci tragicznych przeżyć. Jacek Danieluk
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze