Reklama

Mercedes-Benz

23/04/2002 13:15

Paweł Huelle to jeden z najciekawszych pisarzy polskich ostatniej dekady. Uczestnik ruchu „Solidarności”, związany z konspiracyjną prasą, autor znakomitej powieści „Weiser Dawidek”, uznanej za najważniejszy debiut literatury polskiej lat 80., „Opowiadań na czas przeprowadzki” oraz tomu „Pierwsza miłość i inne opowiadania”. W bieżącym roku ukazała się nowa powieść znakomitego prozaika.„Mercedes-Benz. Z listów do Hrabala” to książka nieduża, licząca niewiele ponad 130 stron. Z każdej z nich emanuje magiczna, z ducha Hrabala właśnie wzięta, czarodziejska moc opowiadania historii, zaklinania zdarzeń z pozoru zwyczajnych w nadzwyczajne sekwencje słów układających się w czarującą narrację. Jak wyznaje sam autor, powieść napisana jest stylem Bohumila Hrabala, jednego z najwybitniejszych pisarzy czeskich XX wieku, stylem, w którym w nadzwyczajny sposób humor splata się z tragizmem egzystencji oraz tragizmem i nikczemnością historii Europy Środka. Ta forma opowiadania, pozbawiona koturnowości, ratująca pisarza przed etykietą romantycznego epigoństwa, pozwala mu wyrazić najbardziej nostalgiczne wspomnienia o niezwykłym świecie dwudziestolecia międzywojennego, tragiczne doświadczenie wojny, peerelowskie zaczadzenie komunizmem, festiwal wolności, jaki przyniosła „Solidarność” oraz gorycz rozczarowania wolnym (z pytaniem: „dla kogo?” krajem lat 90. Ta książka to przede wszystkim bardzo osobista, prywatna opowieść o rodzinie autora. „Narrator ma to samo imię, co ja – wyznaje Huelle – opublikowałem w książce zdjęcia z albumu rodzinnego. Wszystkie opisane historie mają źródło w rzeczywistości.” To efektowne, bardzo czasami zabawne wskrzeszanie rodzinnej mitologii współbrzmi w powieści z kontekstem szerszym – stanowi go osiemdziesięcioletnia historia tego kraju, ukazana dyskretnie, bo zawsze przez jednostkowe doświadczenie bliskich autorowi osób (dziadka Karola, babci Marii oraz ojca). Wraz z dziadkiem Karolem wkraczamy w magiczny świat międzywojnia, a w nim odnajdujemy czarujące uliczki Lwowa, plaże nad Dunajcem, letnie wyprawy na pikniki w galicyjskie sosnowe lasy, automobilowe zawody ścigania lista, którym na ten czas stawała się ogromna balonowa kula sterowana przez wytrawnego mistrza aeronautyki, a w których dziadkowi Karolowi i babce Marii nieodmienne szczęście przynosił ukochany, czterodrzwiowy Mercedes-Benz 170V o pięknym nadwoziu w zgniłozielonym kolorze karoserii. Symbolem zmierzchu tamtych czasów stała się dla autora ostatnia przedwojenna rodzinna fotografia, na której obok uśmiechniętych postaci babki Marii, stryja i ojca widnieje cień dziadka wykonującego zdjęcie. „Cień ten był jak zapowiedź nadchodzących wydarzeń, był jak milcząca nieobecność dziadka przez parę najbliższych lat”. Samochód zarekwirowała w 39. Roku Czerwona Armia pod Lwowem, Niemcy i Sowieci urządzali wspólne defilady, dziadek Karol nie uciekł na Wschód (nie zginął więc od sowieckich kul w roku 40,), pozostał w rodzinnych Mościcach, odrzucił niemiecką propozycję, by nie być już dalej „Polaczkiem”, ale Austriakiem i nie stawił się do pracy – trafił więc do Oświęcimia, gdzie otrzymał niski trzycyfrowy numeru z literą „P” na trójkącie pasiaka. Cień z rodzinnej fotografii wydłużał się coraz bardziej. Dziadek Karol przeżył Oświęcim, by usłyszeć potem od sekretarza partii, że „lepiej byłoby dla niego, by w tym Oświęcimiu zginął, bo teraz nie potrzeba burżuacyjnych inżynierów, wsteczna nauka jest w szybkiej likwidacji.” Jako wróg ludu poszedł siedzieć na kilka lat. „Był zbyt dumnym człowiekiem – podkreśla Huelle – by dokonać jakiejś politycznej reorientacji, wpisać się na listę kandydatów partii i podobnie jak dziadek Karol, obsesyjnie wręcz pragnął zachować czyste sumienie, to znaczy nie włączyć się w partyjny, czy przypartyjny nurt istnienia społecznego. Zamiast pojechać – jak wielu – na kontrakt do Iraku, zamiast „ustawić się” w tamtej rzeczywistości, klepał socjalistyczną biedę. Do ekscesów przodującej, awangardowej, zdrowej klasy czuł estetyczną odrazę, na wszystkie ich akcje, wiece, przemarsze i histeryczne wrzaski reagował powściągliwym milczeniem.” Cień z rodzinnej fotografii padł także na lata ostatnie. W przeszłość odeszli ludzie dumni. Panna Ciwle „kupiła” sobie uprawnienia instruktora prawa jazdy, doktor Elefant stał się „mistrzem w kasowaniu forsy”, niektórzy urządzali happeningi w stylu „Żal za Czerwoną Armią”, faryzejska sekta polityków pozwalała w każdym miejscu, nie wyłączając parlamentu, czcić Dionizosa (alkohol), a prześladować Sziwę (marihuanę), choć ten pierwszy nasz bóg w dużo większym stopniu zabija ludzi i niszczy rodziny niż drugi. Paweł Huelle stworzył orzekającą opowieść złożoną z wielu pięknych, tragikomicznych historii, w których zaczarował miniony czas, ludzi, zdarzenia, przemijające życie, które ocalić można, zamykając je w narracji wyrzeźbionej ze słów, by „stały się komunią łączącą ze sobą ludzi ponad płcią, polityką, pochodzeniem”. Każde życie zasługuje na swoją opowieść.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości