Na XXVI krajowej wystawie psów mnogość ras przyprawiała o zawrót głowy. Zabierając na tę imprezę dzieci, można było być pewnym, że za chwilę zaczną się prośby “mamo, kup mi pieska”. Choć z drugiej strony, patrząc na słodkie buldożki, inteligentne owczarki niemieckie, husky pełne pierwotnej natury, czy szlachetne charty również dorośli nabierali ochoty na zakup psa rasowego. W wyborze odpowiedniej rasy z pewnością pomagały rozmowy z właścicielami, którzy nie szczędzili wielu ciekawostek na temat swoich pupili, jak również dobrych i cennych rad.
Mijają mnie ludzie na wystawie i pytają, co to za pies, a to jest nasz polski chart, rasa na wyginięciu – opowiada Tomasz Kozakiewicz z Płocka. Pojawił się na wystawie ze złotym medalistą Amigo, zwanym pieszczotliwie w domu Mendziem. Dlaczego? Otóż jako młode szczenię Amigo wszystko wymuszał na właścicielach piszczeniem i skamleniem. Dziś też ma powody do narzekania. - Nie ma narzeczonej i to jest tragedia – tłumaczy pan Kozakiewicz.
W Polsce obecnie zostało ledwie 50 sztuk chartów, choć zagraniczni hodowcy ze Stanów, Kanady, Niemiec bardzo je cenią. I nie chodzi tu wcale o wyścigi, a raczej o wyjątkowy urok polskiego charta. Rasę tę spotykały w naszym kraju liczne prześladowania. Właścicielami chartów byli ludzie bogaci, a nawet królowie polscy. Służyły do polowania. Spór o Kusego i Sokoła w “Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza dotyczył właśnie polskich chartów. Kiedy ziemiaństwo w Polsce przestało się liczyć, z nienawiści do rodów szlacheckich strzelano z broni do tych psów. Doprowadziło to do ich wytrzebienia w kraju. Po wielu latach trafiły do nas znów ze Wschodu. Charcice łączĄ się tylko z chartami, stąd jest to jedna z najczystszych ras. Tak jak wyglądały 300 lat temu, tak wyglądają i dziś.
Przygoda Tomasza Kozakiewicza z tą rasą zaczęła się od uratowania od śmierci pewnej charcicy: –Przez przypadek w 1995 roku spotkałem w lecznicy kobiety, które chciały uśpić piękną 9-miesieczną charcicę. Musiały wyjechać i nie mogły zabrać jej ze sobą. Przejąłem sunię.
Dziś pupilka pana Kozakiewicza ma 11 lat. Wydała na świat 10 szczeniąt. Dziewięć znalazło przyjazne domy. Ich obecni właściciele wciąż przysyłają zdjęcia do pana Tomasza. Amigo został szczęśliwie w Płocku, choć wciąż szuka narzeczonej.
Jabbar robi, co chce
Obok pięknego, czarnego, długowłosego owczarka niemieckiego Ewy Jakubiak mało kto przechodził obojętnie. - Mimo to nie miałam odwagi go wystawić. W przypadku kłusaków, do których zaliczają się owczarki, to ciężka praca. Trzeba zaprezentować go przed sędzią w kilkunastominutowym biegu. Nie byłam na to zdecydowana – przekonuje właścicielka 14-miesiecznego Jabbara. Imię dla psiaka pani Ewa znalazła w internecie. Miot, z którego pochodził psiak, musiał mieć imiona właśnie na literkę “j”. –Wielu porównuje go do filmowego pobratymca Cywila. Mój pies przechodzi obecnie szkolenie i też czasami nic nie chce mu się robić. Nie pomagają żadne prośby, odwraca się do wszystkich tyłem, albo wykonuje polecenia tam, gdzie jemu wygodnie np. pod drzewkiem w cieniu – śmieje się pani Jabbara. Jest to jej pierwszy pies z rodowodem. - Dzięki temu wiem, co z niego wyrośnie i jaki będzie miał charakter – dodaje. A owczarki niemieckie są otwarte dla dzieci i łatwe w szkoleniu. Nie wymagają dużego nakładu pracy. Jabbarem opiekuje się całą rodzina. – Do babci wkupuje się w łaski, mnie traktuję jak swego kolegę, a najbardziej słucha się mamy, bo jest najbardziej konsekwentna – przekonuje Igor Jakubiak.
Choć ten duży owczarek przebywa w mieszkaniu w bloku, to codziennie ma zapewnione kilkugodzinne spacery nad Wisłą, co zdaniem właścicieli jest lepsze, niż sytuacja wielu psów uwiązanych na łańcuchu przy budzie.
Wchodzisz do Merry na własną odpowiedzialność
Koleżanką Jabbara ze szkoleń na psa towarzysza jest przedstawicielka Leonberger. To unikatowa w Płocku niemiecka rasa psów stróżujących, wykorzystywanych w ratownictwie wodnym. Mamy zaledwie dwóch przedstawicieli tej rasy, w tym właśnie Merry, która na wystawie zdobyła złoty medal i otrzymała ocenę doskonałą w klasie młodzieży. – Zdecydowaliśmy się na tę rasę, bo potrzebny nam był duży, łagodny pies, odporny na warunki atmosferyczne. Merry jest w sam raz. Mieszka na dworze, pilnuje domu i jeśli ktoś zdecyduje się wejść na podwórko bez naszej wiedzy, robi to na własną odpowiedzialność – przekonuje Grażyna Kozłowska. Trudno w to uwierzyć, gdyż w chwili, gdy rozmawiam z panią Grażyną, Merry choć okazała wielkością, stoi spokojnie i nie wykazuje większego zainteresowania obcą osobą. Synowie pani Kozłowskiej na wystawie widzieli wiele psów, nie zamieniliby Merry na żadnego innego.
Husky bez mitycznych podtekstów
Husky jest rasą coraz bardziej popularną w naszym mieście. - Różnie ludzie tłumaczą zjawisko i wizerunek tego pierwotnego psa, doszukując się podobieństw do wizerunku wilka. Często wyobraźnia ludzka wynajduje podteksty mityczne z nim związane. Jest to jednak na pewno pies, a nie inny rodzaj zwierzęcia – przekonuje Włodzimierz Koper z Płocka, właściciel Fazera. Traktuje swojego pupila jako przyjaciela domowego. Zapewnia też, że pies ten dobrze znosi warunki klimatyczne Polski: - Okrywa zewnętrzna husky’ego pozwala mu znosić mrozy, latem stanowi izolację. Choć warto pamiętać, że psy tej rasy trzymane w mieszkaniu są “rozhartowywane” i tracą odporność, stąd narażone bywają na przeziębienia.
To tylko niektóre ciekawostki zasłyszane na ostatniej wystawie psów rasowych. Jeśli ktoś chce wiedzieć więcej na temat danej rasy, nie musi czekać do przyszłego roku. Warto po porady udać się do płockiego Oddziału Związku Kynologicznego, mieszczącego się przy. ul. Jesiennej 20.
Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze