Wielu nauczycieli liczyło, że sięgając po uprawnienia egzaminatorów nowej matury zdobędzie okazję dorobienia do skromnego uposażenia. Rozumowanie w warunkach gospodarki wolnorynkowej chyba słuszne. Co prawda nie dowierzano od początku, że mogłyby to być należyte pieniądze, ale zawsze jakieś. Tymczasem minister edukacji narodowej i sportu zapowiada, że zwróci nauczycielom co najwyżej za dojazdy do komisji egzaminacyjnych, bo przeprowadzenie matury jest zadaniem statutowym szkoły i wchodzi w zakres nauczycielskich obowiązków. Panie ministrze, prowadzenie bieżących zajęć dydaktycznych jest zadaniem statutowym szkoły, zatem za dojazdy do pracy też chyba coś się należy?Samo przeprowadzenie matury może i jest zadaniem szkoły, ale zaraz po egzaminie pisemnym (dlaczego nazywa się ten egzamin zewnętrznym) tzw. arkusze egzaminacyjne opuszczają szkołę i już do niej nie wracają, i nie jest chyba obowiązkiem nauczycieli interesować się tym, co się z nimi dalej dzieje. Dysponuję nimi odtąd odpowiednie okręgowe komisje egzaminacyjne od szkół niezależne, które muszą zatrudnić do ich sprawdzenia tylko wykwalifikowanych egzaminatorów, a nie wszyscy nauczyciele, być może bardzo przezornie, po te kwalifikacje sięgnęli. W tej sytuacji zmusić wszystkich do sprawdzania nie można. Jeśli się zmusi jakimś drobnym szantażem tych wykwalifikowanych (ta władza to potrafi i będzie do tego zapewne za wszelką cenę dążyć), to co sprezentować dla wyrównania szans pozostałym? A równość szans to przecież jeden z priorytetów lewackiej wizji świata.
Że sprawy przybiorą tak niekorzystny dla kadry dydaktycznej obrót, należało spodziewać się dawno. Ale co na to wszystko liberalna i prawicowa, jak słyszę, opozycja, która szykuje się butnie do przejęcia schedy po skompromitowanej lewicy? Nie słyszę na razie wyraźnych głosów oburzenia. Pewne doświadczenie w dziedzinie obcowania z demokratycznymi instytucjami sprawowania władzy nauczyło wątpić, że da się je usłyszeć później, a to z kolei studzi mój zapał, by oddać władzę w ręce tych, którym być może tylko się wydaje, że potrafią być bardziej prawi i sprawiedliwi od swych poprzedników. To będzie rok trudnych wyborów.
Wydaje się, że sprawy zostały już przesądzone, chyba że sami nauczyciele zadbają, aby wystąpiły jakieś nieprzewidziane komplikacje, na przykład jakaś nagła niespodziewana zwłoka w sprawdzaniu nowej matury. W tym chyba tylko należy upatrywać szansy dla mocno zdesperowanych pedagogów, eksploatowanych za niewymierne wynagrodzenie. Pewna zwłoka w ocenie arkuszy egzaminacyjnych postawiłaby szanownego ministra, a może nie tylko jego, w kłopotliwym położeniu. Mogą spóźniać się pociągi, a nauczyciele muszą sprawdzać na czas i za darmo?
Trzeba w tej sytuacji tylko żywić nadzieję, że egzaminatorzy wykażą się odwagą cywilną i zadbają o podpisanie w stosownym czasie odpowiednich umów o dzieło, w których będzie figurować wynegocjowana kwota wynagrodzenia za przewidzianą pracę, tak jak dzieje się to w innych sektorach gospodarki. A jeśli nie będzie figurować, nikt chyba do wykonania pracy za darmo zmusić ich nie może. Mam cichą nadzieję, że kadra pedagogiczna nie zbłaźni się i solidarnie zadba tym razem o swoje interesy. Nadarza się ku temu niepowtarzalna okazja.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze