Reklama

Markety niewolników?

22/06/2005 22:44
W kraju wrze: duże, zagraniczne sieci handlowe traktują polskich pracowników jak tanią siłę roboczą. Wykorzystują maksymalnie: nie płacą za nadgodziny, zmuszają do dźwigania ciężkich towarów, stosują mobbing. Związków zawodowych praktycznie nie ma, bo kto się do nich zapisuje, traci pracę. Czy w Płocku jest tak samo? Na podstawie anonimowych relacji pracowników dużych sklepów wyłania się obraz nie pozostawiający wątpliwości, że w Płocku jest tak jak w całej Polsce. Tyle tylko, że tu na razie nie ma Bożeny Łopackiej, która ruszyła fundamentami Biedronki w Elblągu.
Państwowa Inspekcja Pracy w Płocku w tym roku przeprowadzała kontrole w sieciach: Kaufland, Leader Price, Biedronka, Lidl, Polo-Market i Żabka. Inspektorzy koncentrują się na dokumentacji. W niej w zasadzie jest wszystko w porządku. A jak jest w rzeczywistości?

Osoby, z którymi rozmawialiśmy, zdecydowanie wolały pozostać anonimowe. Zbyt duże ryzyko, chciałoby się powiedzieć, że zawodowe. Relacje są różne, ale co jedna, to gorsza. W jednym z płockich supermarketów rano jak zwykle podział obowiązków. Kierownik krzyczy: „Dział X dał wczoraj d...”. Pracownicy tulą uszy po sobie, a zapał do pracy właśnie stracili. O premii można tylko pomarzyć. Albo jest tak: nagle dowiadują się, że „masz przyjść na nockę”. Po „nocce” zostają jeszcze na pierwszą zmianę, a więc bywa, że pracują bez przerwy... 24 godziny. Ich zwierzchnicy każą im wykonywać prace, do których nie mają uprawnień, na przykład obsługiwać wózek widłowy: – Mówią, że jak coś się stanie, to się papier załatwi – opowiada mężczyzna. A jak się przyjdzie 5 minut później do pracy, to godzinę dłużej musi się zostać.




Podobno gorzej w supermarketach ma tzw. słaba płeć: – Przychodzą dostawy towarów, nie ma żadnego mężczyzny na zmianie, więc rozładowują kobiety: bańki z olejem, worki z mąką czy cukrem po 10-50 kg – opowiada kobieta, która pracuje w istniejącym przy supermarkecie zakładzie produkcyjnym. Gdy kończy się zmiana, a akurat jest dostawa towaru, nie ma co dyskutować: towar rozładować trzeba, kierownik jest w tym przypadku bardzo konsekwentny: – Zostajemy po godzinach. Niby mamy to odebrać i na przykład następnego dnia wyjść wcześniej, ale to jest nierealne, bo mamy tyle obowiązków, że w ciągu 8 godzin nie wyrabiamy się ze swoimi obowiązkami.

Nie ma co dyskutować, bo kierownik mówi, że przecież ktoś to musi zrobić, że nie można nie rozładować towaru, który musi trafić na swoje miejsce. Gdzie iść po pomoc? Niby działają jakieś związki, ale ludzie boją się zapisywać, bo to zaraz wiąże się ze zwolnieniem z pracy. Podobnie jak pójście na dłuższe zwolnienie lekarskie – po nim nie ma do czego wracać, bo wypowiedzenie już czeka. Rodzenie dzieci? Absolutnie niezalecane. Te, które pracują krócej, bo karmią, są po prostu gnębione: – Daje im się najgorsze rzeczy do zrobienia i nakłada najwięcej obowiązków. Czy to zemsta za dotychczasowy brak wydajności?


Za karę na „ryby”

Nasi informatorzy chętnie podpisują się pod stwierdzeniem, że system pracy w super i hipermarketach przypomina nowy system niewolnictwa. Człowiek jest dla pracy, a nie praca dla człowieka: – Człowiek jest dobry wtedy, gdy jest dyspozycyjny 24 godziny na dobę. Zdarza się, że następny dzień ma być wolny, a tu nagle kierownik mówi, że następnego dnia trzeba przyjść do pracy i nikt nie ma nic do gadania – komentuje kolejna z naszych rozmówczyń incognito. – Jak bym nie przyszła, to podczas redukcji miejsc pracy byłabym pierwsza do zwolnienia.

A zwolnienia wszyscy się boją jak diabeł święconej wody. W marketach jest też system „kar” za brak subordynacji. Kto ma swoje zdanie i nie chce się podporządkować panującym zasadom, jest przenoszony za karę na ryby. Logiczne, kto długo wytrzyma 8 godzin w tych charakterystycznych zapachach? Pracownik zwalnia się sam, firma nie płaci odszkodowania za przerwanie stosunku pracy. Albo jest tak: – Jednej dziewczynie po 1,5 roku pracy powiedzieli, że nie daje nic firmie i żeby się zwolniła sama, a jak nie, to zwolnią ją dyscyplinarnie, bo zawsze znajdą na nią jakiegoś haka. W myśl zasady „dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf” – komentuje kobieta.

Podobno najgorzej mają kasjerki. Są zatrudniane na pół etatu, a pracują na trzy czwarte, nadliczbowych godzin odebrać nie ma kiedy. No i jeszcze te rankingi: im więcej klientów, tym lepiej. W niektórych sieciach kasjerki mają problem z wyjściem do toalety. Jak uda im się przejść z kasy na inny dział, to są bardzo zadowolone. Mówią, że przy kasie klient wylewa wszystkie żale. Poza tym też się nadźwigają, bo zgrzewka cukru swoje waży. W jednym z płockich supermarketów pracują na stojąco, a przysiąść mogą jedynie na „fotelu tortur”, czyli rodzaju podpórki pod własne siedzenie.


Nikt nie otwiera ust

Starszy inspektor pracy Tadeusz Ozdowy z Państwowej Inspekcji Pracy Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie Oddział w Płocku mówi, że podczas prowadzonych kontroli przede wszystkim bada się czas pracy, bo z tym wiążą się wynagrodzenia: – Bez pomocy samych zainteresowanych jest bardzo trudno udowodnić, że pracodawca łamie przepisy o czasie pracy. Możemy mieć przekonanie, że jest inaczej niż w oficjalnej ewidencji godzin pracy, ale musimy mieć na to świadków. W innym razie nie jesteśmy w stanie tego udowodnić.

W dużym gronie przesłuchiwanych przez inspektorów PIP pracowników wymienionych na wstępie sieci nikt nie potwierdził, że łamana jest zasada czasu pracy. Za to po kilku dniach przychodzili do inspekcji i twierdzili, że w rzeczywistości pracują znacznie dłużej, że zeznawali nieprawdę: – Gdy pytam, czy potwierdzą nowym zeznaniem, że pracodawca łamie prawo pracy, odpowiadają, że nie. A ja jestem urzędnikiem państwowym, nie mogę opierać się na słowach, muszę mieć dowód, np. przesłuchanie pod odpowiedzialnością karną – dodaje T. Ozdowy. – Usta rozwiązują się im dopiero wtedy, gdy odchodzą z pracy.

Sieci mają też na sumieniu wewnętrzny transport w sklepie. Towar układa się na paletach, a te transportuje ręcznymi wózkami po całym sklepie. Jeżeli paleta waży tonę, a przewozi się ją zwykłym, ręcznym wózkiem, to przekroczona jest norma zarówno dla kobiety, jak i dla mężczyzny: wózek „paleciak” waży 65-75 kg, pusta paleta ok. 20 kg. Nawet, gdy kobieta ciągnie na wózku pustą paletę, razem ciągnie ponad 80 kg, a to już ewidentne przekroczenie normy dla kobiety. Inspektor Tadeusz Ozdowy mówi, że praktycznie w każdej sieci handlowej były mandaty i kierowanie wniosków do sądu grodzkiego. Kara spada jednak nie na sieć, lecz na konkretną osobę, uznaną za winną złamania prawa pracowniczego.
Dorota Potejko, rzecznik Auchan, czwartego pod względem ilości pracowników pracodawcy w Płocku (zatrudnia ponad 400 osób) mówi, że z prowadzonych w sklepie badań satysfakcji pracowników (tzw. barometr wewnętrzny) wynika, iż są oni zadowoleni ze swej pracy: lubią to, co robią, a przełożony jest dla nich autorytetem. To jeden z najlepszych wyników w Polsce. W sklepie działają związki (OPZZ i NSZZ „S”), a: – Wszystkie te medialne sprawy dotyczą sklepów o mniejszych powierzchniach lub na etapie rozwoju, gdzie organizacja pracy nie jest jeszcze dopracowana. Może nie jest tak laurkowo i pięknie, ale większych problemów nie ma.

Pozwolimy sobie tylko skomentować, że jeden z naszych informatorów pracuje właśnie w Auchan.
Z kolei Marcin Knapek, rzecznik Kaufland mówi, że ostatnia kontrola PIP miała miejsce w płockim sklepie (gdzie pracuje 81 osób) w marcu br. Stwierdzono tylko drobne uchybienia, m.in. 3 pracownikom nie zapewniono przewidzianego w pracy odpoczynku. Poza tym protokół pokontrolny jest bardzo dobry: – Zarząd firmy Kaufland współpracuje z Państwową Inspekcją Pracy, nigdy nie było pod tym względem zastrzeżeń. Stwierdzone uchybienia są natychmiast naprawiane. Zarząd jest wdzięczny kontrolerom, ponieważ ich zalecenia pomagają w efektownym zarządzaniu przedsiębiorstwem. Zdajemy sobie sprawę, że im bardziej pracownicy są zadowoleni z warunków pracy, tym lepiej i wydajniej pracują.
Żenujący wyzysk, jak mówią niektórzy, proceder, czy normalna praktyka, bo w innych grupach zawodowych też się dzieją podobne rzeczy? Tak czy inaczej będzie można to przerwać jedynie wtedy, gdy pracownicy gremialnie zdecydują się głośno powiedzieć, jak naprawdę sprawy się mają.

Elżbieta Grzybowska

Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości