W najlepszych latach, latach osiemdziesi?tych, w Zak?adach Przemys?u Dziewiarskiego Cotex zatrudnionych by?o 1800 os?b, w tym zdecydowana wi?kszo?? kobiet. Wtedy ca?a produkcja firmy by?a sprzedawana na pniu.Kobieta „ubrana w Cotex”, to by?a kobieta dobrze ubrana, a wdzianka, swetry, sp?dnice i bluzki, by?y bardzo po??danym towarem, nie tylko w kraju, ale tak?e za granic?. Dzi? kobiety wspominaj? tylko, ?e wtedy zarabia?y doskonale, a pracuj?c w woln? sobot?, mia?y tak? dni?wk? jak g?rnicy. Na wyprodukowane ubrania ju? czeka?y samochody, kt?re natychmiast zabiera?y ca?y towar do odbiorc?w. A na wie??, ?e gdzie? przyjdzie nowa dostawa, kilka godzin wcze?niej ustawia?y si? kolejki. I nic to, ?e modne kobiety chodzi?y jednakowo ubrane. Cotex szy? ubrania, jakie klientki chcia?y mie? w swojej szafie. Mija?y lata i w?a?ciwie nic si? nie zmienia?o. Nadal szyte przez Cotex ubrania by?y po??dane przez klientki, cho? na rynku robi?o si? coraz cia?niej, wyb?r by? wi?kszy. Niestety, podobnie jak mn?stwo firm w Polsce, Cotex wpad? w pu?apk? kredytow?, stale ros?o zad?u?enie, a po upadku Zwi?zku Radzieckiego, g??wnego odbiorcy, zacz??y si? powa?ne k?opoty. Dzi? te k?opoty, do kt?rych dosz?y kolejne problemy sprawi?y, ?e firma chyli si? coraz bardziej ku upadkowi i coraz mniej jest nadziei w pracownikach, ?e jeszcze mo?e by? kiedy? lepiej. ?eby uratowa? miejsca pracy w firmie, w ubieg?ym roku wyodr?bniono z ZPDz Cotex sp??k? z o.o., kt?ra mia?a szy? nadal ubrania. Przysz?o?? jawi?a si? ca?kiem nie?le, ludzie gotowi byli nawet na po?wi?cenia, byle tylko uratowa? swoje miejsca pracy. Oni zdawali sobie spraw? z tego, ?e dop?ki pracuj?, maj? szans? na jutro, gdy tej pracy mie? nie b?d?, wtedy... lepiej nawet nie my?le? o takiej przysz?o?ci. - Co my mamy powiedzie? – s?ysz? w zak?adzie od pracownic, - jest bardzo ?le, a chyba b?dzie jeszcze gorzej. Coraz cz??ciej tracimy nadziej? na lepsze jutro. - Na co mamy liczy?, na cud, ju? w to nie wierzymy. Dopiero co odebrali?my pieni?dze za prac? we wrze?niu, to tylko rata, 250 z?. Ja mam za to wy?ywi? rodzin?, przecie? nawet nie wiemy, kiedy dostaniemy nast?pne pieni?dze. - Firma ma 7,5 mln zad?u?enia. To jest zad?u?enie w stosunku do nas, pracownik?w, do zak?adu i jest jeszcze kilku innych wierzycieli. O nas wcale syndyk nie my?li. Mamy nadziej?, ?e kto? nas kupi, ?e kto? wejdzie do sp??ki, ale do tego potrzeba pieni?dzy. A kto b?dzie chcia? kupi? zad?u?on? na tak? sum? sp??k?? Co prawda ludzie si? skar??, ale przede wszystkim chc? pracowa?. Pracuj? w nadgodzinach, robi? wszystko co mog?, byle tylko utrzyma? miejsce pracy. Cierpliwie czekaj?, cho? nadziei maj? coraz mniej. - Praca w Cotexie, cho? przeznaczona dla kobiet, wcale nie jest taka ?atwa – t?umaczy Danuta Bonatowska, przewodnicz?ca bran?owych zwi?zk?w zawodowych w firmie. – Jest mozolna, pracoch?onna, stoj?ca, na dziewiarni siedz?ca, ale panie siedz? w nienaturalnych pozycjach przy maszynach. Poza tym jest ha?as, py?. Nasza praca jest sezonowa, nie mieli?my zam?wie? i trudno si? dziwi?, ?e zacz??y si? d?ugi. Poza tym trzeba pami?ta?, ?e przez ten czas, kiedy by?y w firmie problemy, zawiedli?my kontrahent?w. Nie chcieli od nas kupowa?, bo nie wiadomo by?o, czy dotrzymamy zobowi?za?. Teraz zn?w s?yszymy, ?e sp??ka ma zosta? postawiona w stan upad?o?ci. Dla nas to jest katastrofa. Dop?ki pracujemy, mamy jeszcze nadziej?. Rynek mozolnie odzyskujemy, odzyskujemy zaufanie, ale to wszystko za ma?o. Oczywi?cie temat przysz?o?ci sp??ki jest g??wnym tematem rozm?w w?r?d pracownik?w. Boj? si?, ?e nic nie wiedz? o dalszych losach firmy, nie wiedz?, jakie plany wobec sp??ki ma syndyk. S?ysz? r??ne rzeczy, powtarzaj? plotki, chwytaj? si? ka?dej informacji, kt?ra jest dla nich korzystna. - Obawiamy si?, bo kto? powiedzia?, ?e ma powsta? kolejna sp??ka c?rka, ale tylko z zatrudnieniem 500 os?b, to znaczy, ?e prawie 300 os?b p?jdzie na bruk. - My od lat jeste?my zwi?zani z Cotexem, to nasz zak?ad, tu sp?dzili?my najpi?kniejsze lata ?ycia. Cotex nas ?ywi?, ubiera?, a teraz co, wyrzuci nas na bruk? - Jest mi szkoda tych ludzi – m?wi D. Bonatowska. – Oni oczekuj? od zwi?zk?w, ?e im pomo?emy, ?e wyt?umaczymy co si? dzieje, ale my nic nie mo?emy. Ja nie wiem jak im i sobie pom?c. Tak jak wszyscy, boj? si? przysz?o?ci, kt?ra tu nas czeka. A najgorsza jest w?a?nie ta niepewno??. O niczym si? nie mo?emy dowiedzie?. Kiedy wystosowali?my do s?du pro?b? o zmian? syndyka, to dostali?my odpowied?, ?e w Cotexie zawsze zwi?zki zawodowe manipulowa?y za?og?. A czy kto? tu kim? manipuluje? Nasza rola dzi? jest bardzo trudna, musimy wywa?y? racje prezesa sp??ki i racje pracownik?w. Nie mo?emy zniszczy? sp??ki, bo ludzie strac? prac?, a zniszczy? jest naj?atwiej. Staramy si? wsp??pracowa?, t?umaczy?, prosi?. Zg?aszali?my si? o pomoc do rz?d?w solidarno?ciowych, b?dziemy pr?bowa? dotrze? do obecnych. Ludzie w Cotexie ju? wiedz?, ?e wi?cej wywalcz? cierpliwo?ci?, ni? w sporze. Wiedz?, ?e dostaj? pieni?dze w ratach, bo kasa sp??ki jest pusta, a na dodatek s? d?ugi. Ale marz? o tym, by te raty by?y pewne, nawet co tydzie?, ale pewne i ?eby by?y bez zw?oki. ?eby sp??ka p?aci?a za przepracowany solidnie miesi?c. Zwi?zkowcy w Cotexie te? s? inni, ni? ci przed laty. Wtedy o firmie by?o g?o?no, ale nic za tym nie sz?o dobrego. Zreszt? dzi? p?ac? za ten czas, kiedy nie produkowali, tylko protestowali. Dzi? chc? wiedzie?, jakie s? wobec nich plany, co syndyk zamierza zrobi?. Czy zak?ad b?dzie sprzedany, a je?li tak to co stanie si? z lud?mi, czy zostanie utrzymany profil produkcji. Taka wiedza pozwoli?aby im na spokojniejsz? prac?, bo najgorsza ze wszystkiego jest niepewno??. W rozmowie z pracownikami daje si? wyczu? niech?? do syndyka. – Prezes ma dobr? wol?, prowadzi sp??k? w dobrym kierunku, stara si?, by by?o jak najlepiej. Ale to niestety dzi? nie wystarcza. - My zarabiamy ?rednio oko?o 1200 z? brutto, ale to jest tylko na papierze, bo takich pieni?dzy nie dostajemy. Oczywi?cie wielu jest takich co dostaje najni?sz? krajow?. U nas si? zarabia r??nie, bo pracujemy na akord. Ale kierownictwo te? nie odbiega poziomem p?ac od naszych. Tu na pewno nikt si? nie dorobi. - Najlepiej to tu by?o w latach osiemdziesi?tych, kiedy zarabia?y?my jak g?rniczki. Ka?dy ch?tnie przychodzi? do pracy w soboty, a wszystko dlatego, ?e zarabia?. Dzi? ju? nie mamy nadziei, ?e kiedy? b?dzie lepiej, ale bez tej pracy b?dzie jeszcze gorzej. Jeste?my za?amani, zniech?ceni i zawiedzeni. Ale mimo tego zniech?cenia, nikt nie odchodzi od maszyny. S? zam?wienia, trzeba je realizowa?, bo by? mo?e, dzi?ki temu b?d? pieni?dze w kasie, a pracownicy dostan? kolejne raty wyp?aty. Na razie maj? prac? i nadziej? na p?ac?. To du?o, du?o wi?cej ni? mo?e by? wtedy, gdy syndyk w pogoni za pieni?dzmi sprzeda maszyny, bo wtedy nie b?d? mieli na czym produkowa? i p?jd? na bruk. Maj? jednak nadziej?, ?e to nigdy nie nast?pi. Tylko nadzieja im pozosta?a. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski Niegdy? pracowa?o tu 1700 os?b i wierzyli, ?e zak?ad jest ich. Dzi? pozosta?o oko?o 750, a i tak nikt nie jest pewny jutra.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze