Reklama

Mamy konia od Wilkonia

05/05/2015 10:33
– Drodzy mistrzowie, artyści, przystępujemy do pracy. Chciałbym zademonstrować i zostawić bibliotece na pamiątkę coś Wilkoniowatego. Szybciutko, chodź tutaj, otwórz ze trzy buteleczki z tuszami, bo będę chciał je wylać sobie na paletkę, albowiem w taką buteleczkę takiego dużego pędzla nie zanurzysz. I wam błyskawicznie coś narysuję. Proszę o jakieś życzenie, co to ma być. Czy ryba? czy pies? czy kot? czy ptak? – mówił Józef Wilkoń podczas warsztatów ilustratorskich odbywających się w Książnicy Płockiej. Propozycji było wiele, ale zwyciężył koń. – Dobrze, Wilkoń maźnie konia i będziecie mieli konia od Wilkonia – zgodził się artysta.
Warsztaty z Józef Wilkoniem miały odbyć się już podczas otwarcia wystawy ilustracji jego autorstwa w Książnicy Płockiej, ale wtedy artysta nie mógł przyjechać. Postanowił więc spotkać się z płocczanami w późniejszym terminie. Dzieciom i młodzieży z liceum plastycznego opowiedział najpierw o swojej twórczości, która zaczęła się od akwarel. – Wilkoń używał bardzo dużo wody, kiedy malował akwarelą. Używał też mokrych papierów, a farby się tak zachowywały specjalnie, tak się same ładnie rozprzestrzeniały. To był przypadek. Wilkoń używał przypadku jako narzędzia tzn. pozwolił tej farbie wędrować po mokrym papierze i próbował to kontrolować. I taki mokry Wilkoń to są akwarele od 1957 roku do gdzieś tak połowy lat 60. – mówił artysta. Znamienna dla jego prac była plama, zgodnie z panującym wtedy w sztuce nurtem taszyzmu. – Wilkoń wtedy był po studiach, dochodził swoich rzeczy i u niego był ten kult plamy nawet wtedy, kiedy robił jakieś biegnące zwierzaki. Sylwetka zwierzęcia, dużego pędzla, to była jedna plama. Trochę to pochodziło z tradycji malarstwa japońskiego – Japończycy są mistrzami dużych pędzli, również kaligrafii, i takich form, które wynikają z ruchu, z gestu, z uderzenia pędzla. Wilkoń to nawet lubił, po czym się mu to trochę znudziło, bo nie trzeba siedzieć w jednym. Zaczął zmieniać techniki i używać tempery – opowiadał. Temperą, tuszem i piórkiem robione były m.in. ilustracje do jednej z najważniejszych dla niego książek – W Nieparyżu i gdzie indziej Anny Kamieńskiej. Potem był pastel, którego przykładem są wiszące na ekspozycji wielkoformatowe prace przedstawiające np. nosorożca czy wilka z bukietem kwiatów. Następnie Wilkoń zwrócił się w stronę rzeźby. Ze sfotografowanych prac powstała książeczka Psie życie – ulubiona książka ilustratora. Artysta opowiadał publiczności także o rzeźbach, których ze względu na rozmiary, nie udało się pokazać w Książnicy Płockiej. – Bo jakże do biblioteki wjechać z turem, co ma prawie tonę? – żartował. – Skoro takie malizny mi wychodzą, zachciało mi się spróbować jak to wygląda, kiedy to jest takie duże. Gdy wam się kiedyś zdarzy być w moim ogrodzie, to zobaczycie te ogromne rzeźby. Niektóre z nich jeżdżą na wystawy. Mam takiego słonia, który sobie dużo pojeździł, a tur był w Rzymie, w Pradze i Budapeszcie – mówił. Po opowieści artysty, przygotowane wcześniej stoły z materiałami plastycznymi, okrążyła publiczność. Na jej życzenie powstał koń, który zostanie w bibliotece na pamiątkę.
Spotkanie z Józefem Wilkoniem odbyło się w ramach Płockiej Akademii Kultury – projektu zainicjowanego przez Stowarzyszenie Nowoczesna i Innowacyjna Edukacja. Wystawa ilustracji będzie czynna w Książnicy do 9 maja. Jeśli ktoś chciałby nabyć oryginalną pracę artysty, może poszukać w galerii prowadzonej przez Piotra Kiciaka. (m. a.)




Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości