– Drodzy mistrzowie, artyści, przystępujemy do pracy. Chciałbym zademonstrować i zostawić bibliotece na pamiątkę coś Wilkoniowatego. Szybciutko, chodź tutaj, otwórz ze trzy buteleczki z tuszami, bo będę chciał je wylać sobie na paletkę, albowiem w taką buteleczkę takiego dużego pędzla nie zanurzysz. I wam błyskawicznie coś narysuję. Proszę o jakieś życzenie, co to ma być. Czy ryba? czy pies? czy kot? czy ptak? – mówił Józef Wilkoń podczas warsztatów ilustratorskich odbywających się w Książnicy Płockiej. Propozycji było wiele, ale zwyciężył koń. – Dobrze, Wilkoń maźnie konia i będziecie mieli konia od Wilkonia – zgodził się artysta.
Warsztaty z Józef Wilkoniem miały odbyć się już podczas otwarcia wystawy ilustracji jego autorstwa w Książnicy Płockiej, ale wtedy artysta nie mógł przyjechać. Postanowił więc spotkać się z płocczanami w późniejszym terminie. Dzieciom i młodzieży z liceum plastycznego opowiedział najpierw o swojej twórczości, która zaczęła się od akwarel. – Wilkoń używał bardzo dużo wody, kiedy malował akwarelą. Używał też mokrych papierów, a farby się tak zachowywały specjalnie, tak się same ładnie rozprzestrzeniały. To był przypadek. Wilkoń używał przypadku jako narzędzia tzn. pozwolił tej farbie wędrować po mokrym papierze i próbował to kontrolować. I taki mokry Wilkoń to są akwarele od 1957 roku do gdzieś tak połowy lat 60. – mówił artysta. Znamienna dla jego prac była plama, zgodnie z panującym wtedy w sztuce nurtem taszyzmu. – Wilkoń wtedy był po studiach, dochodził swoich rzeczy i u niego był ten kult plamy nawet wtedy, kiedy robił jakieś biegnące zwierzaki. Sylwetka zwierzęcia, dużego pędzla, to była jedna plama. Trochę to pochodziło z tradycji malarstwa japońskiego – Japończycy są mistrzami dużych pędzli, również kaligrafii, i takich form, które wynikają z ruchu, z gestu, z uderzenia pędzla. Wilkoń to nawet lubił, po czym się mu to trochę znudziło, bo nie trzeba siedzieć w jednym. Zaczął zmieniać techniki i używać tempery – opowiadał. Temperą, tuszem i piórkiem robione były m.in. ilustracje do jednej z najważniejszych dla niego książek – W Nieparyżu i gdzie indziej Anny Kamieńskiej. Potem był pastel, którego przykładem są wiszące na ekspozycji wielkoformatowe prace przedstawiające np. nosorożca czy wilka z bukietem kwiatów. Następnie Wilkoń zwrócił się w stronę rzeźby. Ze sfotografowanych prac powstała książeczka Psie życie – ulubiona książka ilustratora. Artysta opowiadał publiczności także o rzeźbach, których ze względu na rozmiary, nie udało się pokazać w Książnicy Płockiej. – Bo jakże do biblioteki wjechać z turem, co ma prawie tonę? – żartował. – Skoro takie malizny mi wychodzą, zachciało mi się spróbować jak to wygląda, kiedy to jest takie duże. Gdy wam się kiedyś zdarzy być w moim ogrodzie, to zobaczycie te ogromne rzeźby. Niektóre z nich jeżdżą na wystawy. Mam takiego słonia, który sobie dużo pojeździł, a tur był w Rzymie, w Pradze i Budapeszcie – mówił. Po opowieści artysty, przygotowane wcześniej stoły z materiałami plastycznymi, okrążyła publiczność. Na jej życzenie powstał koń, który zostanie w bibliotece na pamiątkę.
Spotkanie z Józefem Wilkoniem odbyło się w ramach Płockiej Akademii Kultury – projektu zainicjowanego przez Stowarzyszenie Nowoczesna i Innowacyjna Edukacja. Wystawa ilustracji będzie czynna w Książnicy do 9 maja. Jeśli ktoś chciałby nabyć oryginalną pracę artysty, może poszukać w galerii prowadzonej przez Piotra Kiciaka. (m. a.)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze