Nowoczesność w świecie ponowoczesnym, jak ładnie nazywa się nasze czasy, zatacza coraz szersze kręgi. Gazety donoszą, że kolejny parlament, tym razem szwedzki “po burzliwej debacie” (jeszcze!) przyznał “parom homoseksualnym” prawo do zawierania małżeństw. Oczywiście uszczęśliwianie “kochających (czytaj: uprawiających seks) inaczej” najgłębiej i tym razem legło na sercu różnym odmianom lewicy z socjaldemokratami i “zielonymi” na czele. Jakże różnymi barwami mieni się dziś czerwień. Przeciw byli chadecy, ale to za mało, by obronić prawa rozumu i natury przed prawami liberalnej demokracji. Na nic się zdały logiczne argumenty przypominające, że naturalnym wyróżnikiem małżeństwa jest zdolność do prokreacji mająca swe źródło tylko i wyłącznie w odmienności płci.
Tak sądziły bez wyjątku nasze babcie, ale niekoniecznie tak będą sądzić, może z małymi wyjątkami, nasze dzieci oraz wnuki. My ludzie epoki przejściowej mamy jeszcze wątpliwości. I wydaje się, że na szczęście ma je wciąż większość z nas. Niemniej próby przedefiniowania od podstaw takich pojęć jak “małżeństwo” i “rodzina” podejmowane są coraz natarczywiej. Z Zachodu coraz częściej docierają nowinki o różnych modach na tzw. “tęczowe rodziny” w najróżnorodniejszych konfiguracjach: matka-lesbijka lub ojciec-gej z adoptowanym dzieckiem, pary homoseksualne z dziećmi przysposobionymi, pary lesbijek i gejów, które łączą się, by w czwórkę wychowywać potomstwo. Szacuje się, że w Niemczech już około miliona “rodziców-homoseksualistów” wychowuje dzieci.
Te rzeczy dzieją się na razie poza naszym krajem. Ale i u nas zostały już podjęte prace parlamentarne nad projektem ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich osób tej samej płci. Jest to dzieło niezawodnej w tych sprawach senator Marii Szyszkowskiej. Szanowna pani profesor nie jest odosobniona oczywiście w szerzeniu idei postępu. Na stronie internetowej specjalnie stworzonej dla celów społecznej kampanii na rzecz ustawy można znaleźć długą listę organizacji wspierających projekt, których nazwy zapewne nie zdziwią nikogo. To doborowe towarzystwo otwiera jakaś Antyklerykalna Partia Postępu, dalej idą dwie Federacje: Młodych Socjaldemokratów i Młodych Unii Pracy, nie zabrakło oczywiście ich ideowych seniorów z rządzącej (pożal się Boże!) koalicji, na swoim miejscu jest jak zawsze Parlamentarna Grupa Kobiet, wykazać chcą się też “Zieloni 2004” (to ich zresztą jedyna okazja), stawkę zamykają dwa najbardziej brukowe tygodniki III RP: “Nie” oraz “Fakty i Mity”, a pod listą zdążyli się już podpisać czerwoni eurodeputowani ze Strasburga.
Projekt faktycznie zrównuje wobec prawa “związki jednopłciowe” z małżeństwami rzeczywistymi. Stosuje zresztą w odniesieniu do nich w paru sytuacjach przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a także niejednokrotnie upodabnia sytuację “partnerów’ do sytuacji małżonków, na przykład w dziedzinie wspólnoty majątkowej, dziedziczenia, wspólnego rozliczenia podatkowego, praw i obowiązków. Nie dopuszcza jedynie adopcji dzieci. Ułatwia natomiast bardzo rozwiązanie związku za porozumieniem stron i to niekoniecznie przed sądem, a jedynie przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego.
Pani Szyszkowska bardzo wierzy w powodzenie swojego projektu, bo “najwyższy czas, twierdzi, by zaznaczyły się przejawy tolerancji w Polsce”, przeciwko którym występuje oczywiście najmocniej Kościół katolicki w całości i Jan Paweł II osobiście. Episkopat jak najsłuszniej oprotestował projekt jako dokument głęboko ideologiczny, sprzeczny z duchem Ewangelii, prawem naturalnym i godnością osoby ludzkiej. Etycy katoliccy przypomnieli przy okazji, że poza oceną moralną pozostają skłonności homoseksualne, natomiast głęboko niemoralne, czyli grzeszne, są zachowania homoseksualne (czyli sprzeczne z naturą i fizjologią człowieka współżycie osób tej samej płci).
Natomiast co do kwestii braku tolerancji, muszę przyznać, że nie słyszałem jak dotąd, aby pani senator za głoszenie wielce kontrowersyjnych poglądów działa się jakaś krzywda. A to najlepszy dowód, że z tolerancją u nas nie jest wcale tak źle. Gorzej natomiast z używaniem rozumu, a kiedy rozum śpi, budzą się demony. I właśnie mamy tego namacalny dowód.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze