Długi majowy weekend na szczęście mamy już za sobą. Pogoda dopisała, kto zatem wybrał się na pierwszą w tym roku spóźnioną wiosenną wycieczkę i wrócił cały do domu, może gratulować sobie szczęścia. 3 tysiące zatrzymanych pijanych kierowców (potencjalnych szosowych zabójców), 5 tysięcy kolizji, ponad pół tysiąca wypadków, kilkaset rannych i 70 zabitych to dosyć smutny bilans weekendu, który upłynął pod znakiem świąt państwowych i religijnych, ale, jak widać, ani jedne, ani drugie nie ostudziły triumfalistycznych zapędów rodaków, którzy jak świętują, to konkretnie. Byle do przodu i jak najszybciej, nawet po trupach. A przecież na drogi wyszło więcej stróżów prawa niż zwyczajnie, o czym media bębniły na okrągło. Kto by się jednak tym przejął, kiedy stróż swój chłop, a prawo jest od tego, by je łamać. I co nam zostało z wiekopomnej Konstytucji 3 Maja, która stała się przecież, o czym z dumą przy okazji zapewniano, kamieniem milowym w rozwoju polskiej świadomości prawnej.
Kto nie dojrzał jeszcze, by tej świadomości zaufać i w majowy weekend wolał zostać w domu, mógł oczywiście w telewizji obejrzeć futbolową kopaninę z Litwą, co niżej podpisany nawet usiłował czynić, choć żadną miarą do końca wytrwać nie potrafił. Nieco lepiej było z finałem Pucharu Polski, tu przynajmniej widać, że milion złotych wysupłany z Orlenu dla właściwego zmotywowania kopaczy nie zmarnował się. W telewizji jak zwykle mizerota, stąd hitem weekendu stały się podgrzewane atmosferą psychozy doniesienia z obrad Rady Stałej Episkopatu na Jasnej Górze, którą do zajęcia stanowiska w sprawie medium Ojca Rydzyka przymusiły media konkurencyjne. Tak się dziś załatwia konkurencję. Ostatnie wypadki dowodzą, że Radio to już nie lokalny, polski problem, ale problem europejski, o czym nie omieszkali przypomnieć koledzy po piórze z kraju, który 50 lat temu rozpętał w Europie antyżydowską histerię i wymordował, nie bagatela, kilka milionów Żydów, oskarżając Radio właśnie o „szczucie przeciw Żydom”, a jego Dyrektora nazywając „kaznodzieją nienawiści”.
Wiele razy słuchałem tego Radia, ale jakoś szczęście mi nie dopisywało, by na jakieś szczucie trafić. Widocznie koledzy zza Odry są gorliwszymi słuchaczami, a może mnie się coś w szarych komórkach poprzestawiało i nie potrafię rozeznać między przesłaniem Ewangelii a przesłaniem nienawiści, którym rzekomo Ojciec Dyrektor jako „podżegacz” szczególnie się wyróżnia. Starań o kontrolę swoich dyspozycji psychicznych jednak zaniecham, do czego przekonuje mnie jednak ostateczny komunikat Rady Episkopatu. Z jak dużą konsternacją przyjęto chyba zdanie biskupów w tej sprawie, którzy zamiast potępić i ograniczyć działalność „podżegacza” i przede wszystkim nie dać ku temu okazji samemu papieżowi za niespełna trzy tygodnie, pochwalili i wyrazili uznanie dla pracy ewangelizacyjnej Radia, niech świadczy fakt, że w pierwszy roboczy dzień po długim weekendzie największe opiniotwórcze dzienniki, z nowo przybyłym na czele, nie odważyły się napomknąć o tym choćby słowem. No cóż, walka jeszcze się nie skończyła. Jedno się przemilczy, inne się podpowie i rodacy będą jednak wiedzieć, co pomyśleć i co powiedzieć. A o to przecież chodzi.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze