Płocka Wisła zdobyła komplet punktów na wyjeździe dzięki temu, że grała do ostatniego gwizdka sędziego. Gospodarze myślami chyba byli gdzieś indziej, bo pozwolili sobie strzelić gole w 45 i 90 min. Duża w tym zasługa obrońcy Stali Arkadiusza Barana, który popełnił w meczu dwa poważne błędy, po obu padły bramki dla Nafciarzy.
W bramce Wisły debiutował wychowanek płockiego klubu, 21-letni Marcin Kwiatkowski, który w 26 min. przeszedł chrzest bojowy i musiał wyjmować piłkę z siatki po strzale Daniela Koczona. To był jeden z najsmutniejszych momentów w tym pojedynku, potem było już znacznie lepiej.
W doliczonym przez sędziego do I połowy czasie gry, gdy gospodarze prawdopodobnie już byli myślami w szatni, Łukasz Sekulski wykonywał rzut wolny. Niewiele myśląc strzelił z 30 m bezpośrednio do bramki i pokonał, do tej pory świetnie się spisującego, Tomasza Wietechę. Taki wyrównujący gol do szatni dawał wielką nadzieję na zdobycie punktów.
Po przerwie wydawało się, że wynik nie ulegnie zmianie, bo główne role w swoich drużynach odgrywali bramkarze. Na szczęście dla płockiej ekipy gospodarze mieli w swoich szeregach Arkadiusza Barana, który za obronę na linii bramkowej dostał czerwoną kartkę, a drużyna Wisły do wykonania rzut karny. Z 11 m pewnie do siatki strzelił Bartłomiej Sielewski.
Sędzia doliczył aż pięć minut do regulaminowego czasu gry, ale piłkarze Wisły nie dali się zaskoczyć rywalom i nie dopuścili do zmiany wyniku. W ten sposób, z bardzo trudnego terenu przywieźli komplet punktów i awansowali w tabeli. Świadkami zwycięstwa Wisły było 50 wiernych kibiców, którzy pojechali za drużyną do Rzeszowa.
Komentarze