Jak pozbyć się niewygodnych lokatorów? Zamknąć im toalety. Wtedy będą musieli chodzić „za potrzebą” do toalet miejskich, a po pewnym czasie zamarzą o normalnym mieszkaniu z własnym wychodkiem. I wyniosą się. Jeśli mają gdzie.W wiekowej już kamienicy przy ul. Piekarskiej 3 mieszka pięć rodzin. Wszyscy korzystają z dwóch, niestety wspólnych, ubikacji. Chociaż „korzystają”, to zbyt dużo powiedziane – korzystali, dopóki działały: – Żeby tam załatwić potrzebę, trzeba od razu iść z wiadrem wody, bo inaczej nie da rady – mówi jeden z mieszkańców. Zimą w ubikacjach zamarza woda, latem leje się po ścianach tak, że wytrzymać nie można.
Poprosiliśmy, aby nam pokazał tę ubikację. Mężczyzna wziął klucz (każdy lokator ma swój klucz!), zaprowadził nas do korytarza z ubikacją, po czym... odmówił jej otworzenia: – Nie, nie pokażę jej, bo wstyd. Zresztą sama pani czuje...
To był zapach, a w rzeczywistości smród, specyficzny dla tego typu miejsc. Można było je porównać tylko z brudną, zapuszczoną sławojką. Dlaczego mieszkańcy się na to godzą?: – Z nim nie można rozmawiać, bo on nie chce rozmawiać. Chce ten budynek rozebrać – mówią o obecnym właścicielu, który po sąsiedzku ma hotel.
Ale gdy pupilka się pieści, rudera obok ma obrócić się w nicość. Dlatego jej mieszkańcy zmuszeni są korzystać z miejskiej toalety obok sądu (na pytanie o wiaderka reagują milczeniem), na korytarzach zatrudnieni przez właściciela elektrycy wyłączyli im światło, dlatego nocą w budynku panują ciemności egipskie: – Kiedyś wchodzę do korytarza, patrzę, a jego ludzie ściany rozbierają. Powiedzieli, że będą malować. Pogoniłem ich – mówi mieszkaniec Piekarskiej 3.
On i pozostali pechowcy bez ubikacji, którzy nie mają gdzie załatwiać najbardziej elementarnych potrzeb, od lat mieszkają w nieremontowanym budynku, którego stan woła o pomstę do nieba. Wiedzą, że właściciel kamienicę chce zrównać z ziemią. „Temu, kto wymyślił ustawę umożliwiającą sprzedaż domu z lokatorami, należy bezwzględnie i jak najszybciej przydzielić mieszkanie w takim budynku. to jeden z absurdów trwających od czasów, gdy sprzedawano `wsie z duszami`. I wtedy i teraz nic dobrego z tego nie wynikło” – napisał do redakcji nasz stały czytelnik.
Niestety, mimo wysiłków z naszej strony nie udało nam się skontaktować z panem S., było nie było osobą jak najbardziej zainteresowaną tematem. Żeby nie powiedzieć, odpowiedzialną.
(eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze