Listy z danymi osób popierających pomysł przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydenta Płocka zostały spalone. Tak przynajmniej twierdzą członkowie grupy referendalnej. Mówią, że obawiali się, że osoby, których nazwiska były na listach, mogą być represjonowane.Jak zapewniają pomysłodawcy referendum, udało im się zebrać 12258 ważnych podpisów. Co prawda na listach było o blisko tysiąc podpisów więcej, ale część z nich została odrzucona przez samych zbierających, gdyż brakowało podpisów lub numerów PESEL. Ponad dwanaście tysięcy podpisów wystarczyło, żeby złożyć je u komisarza wyborczego, ale związkowcy, którzy w głównej mierze byli pomysłodawcami przeprowadzenia referendum postanowili tego nie robić. Według nich przemawiał za tym fakt, że referendum oraz ponowne wybory prezydenta miasta skutkowałyby kosztami finansowymi. Podpisów nie złożono także z innego powodu. Otóż według związkowców prezydent Mirosław Milewski miałby wgląd w listy, co mogło stanowić zagrożenie dla osób, które zdecydowały się poprzeć inicjatywę.
Związkowcy z Komunikacji Miejskiej, Płockiej Energetyki Cieplnej, Mostostalu i Izokoru zarzucają Mirosławowi Milewskiemu łamanie praw związkowych i pracowniczych oraz niewywiązywanie się z obietnic wyborczych. Pełnomocnik grupy referendalnej Maciej Krajewski, który zasłynął między innymi blokowaniem płockiego mostu, w ten sposób protestował przeciw swoim byłym kolegom z SLD.
Podobno w trakcie zbierania podpisów miały się wydarzyć niepokojące sytuacje. Między innymi usuwano zbierających podpisy z kolejnych lokali, w zakładach pracy zjawiały się tajemnicze osoby przysyłane przez grupę radnych, odradzające przeprowadzenie referendum. Teraz rozbieżności pomiędzy związkowcami, którzy chcieli przeprowadzić referendum a prezydentem miasta zostaną najprawdopodobniej wyjaśnione w postępowaniach prokuratorskich i być może w efekcie przed sądem.
Mirosław Milewski chciał, by pomysłodawcy referendum ujawnili liczbę zebranych podpisów. Mieliby je przeliczyć przedstawiciele redakcji płockich mediów. Jednak nie dojdzie do tego. Jak poinformowali związkowcy listy z podpisami zostały komisyjnie spalone, żeby w ten sposób ochronić osoby, które pomysł referendum poparły.
(jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze