Reklama

Liga Mistrzów bez Nafciarzy

12/09/2012 08:33
Najważniejszy był pierwszy mecz. Gdyby płocki zespół zagrał na najwyższych obrotach, dziś cieszyłby się z awansu do grona najlepszych europejskich zespołów. Niestety nie udało się, kilku zawodników wyraźnie zawiodło i w efekcie Wisła została pokonana przez niemieckich rywali. Ostatecznie to HSV Hamburg cieszył się ze zwycięstwa, bo drugiego dnia zawodów po dogrywce pokonał zespół gospodarzy i po raz szósty z rzędu będzie występował w Lidze Mistrzów. Wiśle pozostanie EHF Cup.
Wisła była bardzo zmotywowana przed meczem z Hamburgiem. Płocczanie przystąpili do pojedynku nieco bojaźliwie, ale starali się nie stracić dystansu do rywali. W 11. min niemiecka ekipa prowadziła 7:3, w 15. min Wisła zmniejszyła rozmiary porażki i przegrywała tylko jedną bramką (9:10). Jeszcze w 25. min płocczanie przegrywali 11:14, by doprowadzić do remisu 15:15 w 28. min i zakończyć I połowę 1-bramkową przewagą.
II połowę Wisła zaczęła fatalnie. W 38. min rywale prowadzili 19:17, ale w 39. min był remis po 19. Nadal jednak niemiecki zespół był lepszy na parkiecie, w 47. min zdobył przewagę 24:20 i przy licznych błędach płockiej ekipy mógł być spokojny o awans do finału,
W płockiej drużynie znakomicie spisywał się Marin Sego w bramce, niestety jego koledzy nie potrafili wykorzystać stworzonych po wspaniałych paradach sytuacji. Niemal bezbłędny był Valentin Ghinea, który niestety przestrzelił w najważniejszym momencie spotkania: przy stanie 23:25 w 53. min nie zdobył gola. Być może kontaktowa bramka zmieniłaby losy pojedynku. Na pochwałę zasługuje także Paweł Paczkowski, który co prawda nie wpisał się na listę strzelców, ale z jego podań padło wiele goli.
Po meczu drugi trener Krzysztof Kisiel powiedział: – Jest gorąco i smutno. Wszyscy siedzą w szatni na podłodze i jeszcze nie wierzą, że to się stało. Zawiodło zgranie, nie zdobywaliśmy bramek z drugiej linii. Ci, którzy nie pomogli zespołowi, doskonale o tym wiedzą, oni zagrali na zerowym poziomie. Gdyby wszyscy powalczyli, wtedy wynik byłby zupełnie inny. W końcówce już niewiele można było zdziałać. Gdy Hamburg prowadził 3, a nawet 4 golami, to kontrolował grę, a my nie mieliśmy szans na doprowadzenie do wyrównania. Szkoda, bo szansa na zwycięstwo była bardzo blisko.
W drugim meczu piłkarze Wisły walczyli o III miejsce w turnieju. Podopieczni trenera Larsa Walthera znakomicie rozpoczęli, uwierzyli, że zwycięstwo jest w ich zasięgu i przez większą część pojedynku mieli 5-bramkową przewagę. Rywale w końcówce I połowy zmniejszyli rozmiary porażki, ale w II części spotkania Wisła, która do przerwy prowadziła 12:10, w 35. min prowadziła już 17:10. Słoweńskim rywalom udawało się zmniejszyć rozmiary porażki tylko na chwilę, ostatecznie zdecydowanie wygrali płoccy piłkarze.
Przed meczem szefowie Wisły mówili, że porażka z Hamburgiem jest wkalkulowana w przebieg wypadków, a klub ma plan B. – Jeśli nie awansujemy do Ligi mistrzów, będziemy walczyć o Final Four EHF Cup – zapowiedział prezes Wisły Andrzej Miszczyński. I ten scenariusz pewnie uda się zrealizować. Wisła rozpocznie rywalizację w EHF Cup od trzeciej rundy, po której zwycięzcy awansują do fazy grupowej rozgrywek.

Wisła: Sego, Wichary – Eklemović 2, Spanne 3, Wiśniewski 3, Kubisztal 3, Kavas 3, Ghionea 2, Twardo, Toromanović 2, Paczkowski 2, Nenadić 7, Nikcevic, Ilyes.
Cimos Koper: Skof, Uran – Dobelšek 3, Brumen 10, Konečnik. Rapotec 1, Bundalo, Bombač 2, T. Poklar, Krivokapič, Osmajić, Manolović 1, Bosković, Gavranović 3, N. Poklar 2.    Jol.

fot. Dariusz Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości