Reklama

Lasów nie będzie? - Spóźnione decyzje urzędników.

22/08/2002 11:21
Informacja o ekwiwalencie pieniężnym za każdy posadzony hektar lasu od początku robiła furorę. Wśród rolników, którzy mają ziemię VI i V klasy, wzbudziła nadzieję na lepsze życie. O_ŕL9, które z rolnictwem nie mają nic wspólnego, pełne emocji zaczęły szukać możliwości kupna ziemi rolnej o słabej bonitacji. Jeden hektar lasu miał się równać 150 zł miesięcznie. Miał, bo wszystko wskazuje na to, że w regionie płockim nikt ich nie dostanie. Z zupełnie prostej przyczyny - lasów nie posadzono. Z dwóch powodów: urzędnicy zbyt późno wydali rozporządzenia wykonawcze do stosownej ustawy, a nie robiąca sobie z tego nic przyroda o dwa tygodnie wcześniej rozpoczęła okres wegetacji.Ustawa z 8 czerwca 2001 r. o przeznaczeniu gruntów rolnych pod zalesienia miała wejść w życie 1 stycznia 2002 r. W powiatach płockim, sierpeckim i gostynińskim okazała się jednak fikcją. A przecież jej prognozy mogły oszołomić niejednego rolnika, marzącego o tym, aby wreszcie odbić się od finansowego dna. Drugi, bardziej istotny wymiar sprawy, to oczywiście fakt posadzenia lasu, oferującego niezliczone ilości życiodajnego tlenu, ekologicznego siedliska ptaków, zwierząt i rozmaitych gatunków owadów, w całokształcie czyniących leśną florę atrakcyjną turystycznie. Z pożytków bez liku na razie jednak nic nie wyszło. I chyba w tym roku nie wyjdzie. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, za sadzonki, które miały dostarczyć nadleśnictwa (sporządzające również plan zalesień), płaci Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Grunt pod las musiał być częścią gospodarstwa rolnego. Pierwszy ekwiwalent rolnik miał dostać miesiąc po decyzji o tym, że uprawa rokuje powstanie lasu: 150 zł za ha przy obsadzeniu 0,4-10 ha, 50 zł za ha na obszarze 10-20 ha, 25 zł za zalesienie 20-30 ha. Ekwiwalent podwyższa się o 50 %, jeśli z racji posadzenia lasu nastąpiła likwidacja gospodarstwa rolnego. Pieniądze otrzymuje się do czasu nabycia prawa do emerytury, jednak nie dłużej niż przez 20 lat. Starosta, w razie stwierdzenia nieprawidłowości (np. zalesienie niezgodne z planem, celowe zniszczenie uprawy), może zawiesić decyzję o wypłacie ekwiwalentu oraz nakazać zwrot otrzymanych pieniędzy z odsetkami. Ekwiwalent można też odziedziczyć, ale tylko wtedy, gdy nie posiada się innych dochodów. W gestii starostw znajdowało się ustalenie, ilu rolników jest zainteresowanych zamianą gruntów rolnych na leśne (za zgodą gminy) oraz poinformowanie o tym Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Warszawie - instytucji, która zajmuje się rozliczeniami finansowymi prowadzonych zalesień. Ta z kolei do 30 stycznia powinna była poinformować każde starostwo, ile ha lasów może posadzić, czyli wyznaczyć tzw. limit: - W styczniu, zgodnie z ustawą, wystąpiliśmy do ARiMR z prośbą o uzgodnienie limi_ŕL9alesień. Odpowiedź przyszła na początku kwietnia - dostaliśmy 36 ha. Dowiedzieliśmy się, że jeżeli do 5 maja go nie wykorzystamy, to znaczy, że zrezygnowaliśmy - dowiedzieliśmy się w Starostwie Powiatowym w Płocku. Natura kontra urzędnicy Wiosna w tym roku przyszła wcześniej. Kiedy nadeszła decyzja z Agencji, wegetacja roślin znajdowała się już w stanie zaawansowanym, a drzewa miały liście. W tej sytuacji sadzenie lasu okazałoby się jednym wielkim nieporozumieniem: - Posadzone lasy miały być sprawdzone po 3 miesiącach. Nie mogliśmy podjąć decyzji o sadzeniu, ponieważ warunkiem otrzymania przez rolnika ekwiwalentu była co najmniej 70 % udatność, czyli przyjęcie się uprawy. Jeżeli uprawa się nie przyjmie, to rolnik płaci za plan zalesień i sadzonki. Jeśli las nie urósł (udatność jest niska), rolnik musi zapłacić za plan i zmarnowane sadzonki. Kiedy odpowiednia komisja potwierdzi, że uprawa się przyjęła - rolnik nabywa prawo do miesięcznego ekwiawalentu za wyłączenie gruntu z upraw rolnych i prowadzenie uprawy leśnej. Ponieważ sadzenie wiosną nie miało sensu, wystąpiliśmy do Agencji o przesunięcie limitu na jesień, nie chcieliśmy zrezygnować - mówi Janina Kawałczewska, dyrektor wydziału ochrony środowiska w powiecie płockim. Nie lepiej było w powiatach gostynińskim i sierpeckim: - Decyzję o 36 ha limitu (choć staraliśmy się o 65 ha) otrzymaliśmy na początku kwietnia, gdy nadleśnictwo Gostynin nie dysponowało już sadzonkami, zawsze przygotowuje się je bowiem z rocznym wyprzedzeniem. Według starych zasad (bez ekwiwalentu) zalesiliśmy w tym roku 47 ha lasów. O limicie zalesień gruntów rolnych powinniśmy dowiedzieć się najpóźniej na przełomie stycznia i lutego, a nie w kwietniu. Wszystko rozbiło się o spóźnione decyzje urzędników. Musieliśmy więc zrezygnować, chociaż na zalesienie czeka 650 ha gruntów. Zdajemy sobie jednak sprawę, że to nasze pobożne życzenie - Regina Rozpędowska, inspektor wydziału rolnictwa, leśnictwa i ochrony środowiska w gostynińskim starostwie powiatowym, nie ma złudzeń. W powiecie sierpeckim marzą o zalesieniu 500 ha, limit obligatoryjnie wyniósł 36 ha: - Decyzja zapadła zbyt późno, bo w pierwszym tygodniu kwietnia. A przecież potrzebowaliśmy jeszcze 30 dni na sporządzenie planu zalesień. Potem na sadzenie uprawy leśnej okazało się już zbyt późno - tłumaczy pracownica si_ŕL9ckiego starostwa. Po długim oczekiwaniu nagle wszystko zaczęło się dziać w pośpiechu, a tymczasem... - Ilość potrzebnych sadzonek powinna być nam znana najpóźniej do połowy kwietnia, przed wiosennymi siewami sosny, której sadzimy najwięcej. W tym roku byliśmy przygotowani na wydanie tych sadzonek, ale generalnie informacja powinna być z rocznym wyprzedzeniem. Wegetacja wcześnie ruszyła i w lasach państwowych sadzenie skończyliśmy praktycznie już w połowie kwietnia. Sadzenie po tym terminie było z góry skazane na niepowodzenie - wyjaśnia nadleśniczy Roman Malinowski z Nadleśnictwa Płock. Agencja na słane monity odpowiedziała negatywnie - kto nie sadzi lasu wiosną, ten z niego rezygnuje. Przesunięć limitów nie będzie. Wszystkie trzy starostwa musiały więc wygasić umowy z nadleśnictwami. Zainteresowani rolnicy czekali. Nie wiedzieli, czy mają obsiewać pola, czy też niedługo posadzą na tej samej ziemi las: - W tym roku nie ma już szansy, a wcześniej ze względu na warunki pogodowe nie było sensu rozpoczynać zalesień - raz jeszcze potwierdza Kawałczewska. - Zgłosiliśmy już wnioski co do zmian w ustawie do Związku Powiatów Polskich, Agencji, Ministerstwa Środowiska i wicepremiera Jarosława Kalinowskiego. Senator Zbigniew Kruszewski pytał o to w senacie. Problem jest "pogrzebany" w pieniądzach z budżetu, długo nie było wiadomo, ile można przeznaczyć na zalesienia. W powiecie płockim został czas na jedno - na przygotowania do przyszłorocznych zalesień. W kwietniu starostwo złożyło wniosek do WFOŚiGW o zgodę na posadzenie 200 ha lasu, w tym 150 w ramach ustawy o zalesieniach gruntów porolnych. Tydzień temu podobny wniosek trafił do ARiMR. Prowadzone są spotkania z nadleśniczymi, badania na odpędraczenie gleb (rolnik sam płaci za pozbycie się z gleby niebezpiecznych pędraków), wyjaśnia się związane z ustawą znaki zapytania i wątpliwości: - Jeździmy w teren, sprawdzamy, czy wnioski odpowiadają prawdzie, na przykład czy jeden z właścicieli gospodarstwa nie posiada renty, co wyklucza zalesienie za ekwiwalent. Ponadto grunty muszą być niezmeliorowane - wyjaśnia Janina Kawałczewska. Okruchy nadziei Leszek Kotabski z sekcji wspierania zalesień w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Warszawie nie chce dawać złudnych nadziei, ale nie daje również definitywnej odpowiedzi na "nie": - Pytanie o to, czy limity zostaną przesunięte na jesień, to na dziś pytanie najtrudniejsze z możliwych - mówi. - Decyzja o limitach została wydana tak późno, ponieważ zbyt późno otrzymaliśmy rozporządzenia wykonawcze z Ministerstw Finansów i Rolnictwa. Aktualnie jesteśmy w trakcie zbierania dane o posadzonych lasach z całego kraju. Napływają już wnioski o wypłatę ekwiwalentu. Lasów nie zdążyło posadzić tylko kilkanaście powiatów. Projekt zmiany ustawy o przeznaczeniu gruntów rolnych pod zalesienia zakłada, że limity przesunięte zostaną na jesień, a więc nie przepadną. Jeśli nie, to być może leśne limity zostaną przesunięte na przyszły rok. Ostateczna decyzja, która zapadnie po koniecznych konsultacjach i ustaleniach, będzie znana dopiero w końcu sierpnia - twierdzi Kotabski. Bez względu na to, jaka decyzja zapadnie, pora chyba zrozumieć jedno: że w tym przypadku to przyroda dyktuje terminy i warunki działania. I że działania administracyjne nie mogą nie uwzględniać warunków przyrody. Póki co wszystko wskazuje na to, że w regionie płockim będzie 108 ha lasów mniej, niż mogłoby być. A wnioski na zalesienie napływają nadal. W powiecie płockim do tej pory zgłosiło je 291 rolników, którzy chcieliby posadzić las na 1.200 ha ziemi. W sierpeckim nadziei na przeniesienie limitu dostarczyła ankieta Agencji, podobno sugerująca, że nic jeszcze nie zostało stracone. Elżbieta Grzybowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości