Informacja o ekwiwalencie pieniężnym za każdy posadzony hektar lasu od początku robiła furorę. Wśród rolników, którzy mają ziemię VI i V klasy, wzbudziła nadzieję na lepsze życie. O_ŕL9, które z rolnictwem nie mają nic wspólnego, pełne emocji zaczęły szukać możliwości kupna ziemi rolnej o słabej bonitacji. Jeden hektar lasu miał się równać 150 zł miesięcznie. Miał, bo wszystko wskazuje na to, że w regionie płockim nikt ich nie dostanie. Z zupełnie prostej przyczyny - lasów nie posadzono. Z dwóch powodów: urzędnicy zbyt późno wydali rozporządzenia wykonawcze do stosownej ustawy, a nie robiąca sobie z tego nic przyroda o dwa tygodnie wcześniej rozpoczęła okres wegetacji.Ustawa z 8 czerwca 2001 r. o przeznaczeniu gruntów rolnych pod zalesienia miała wejść w życie 1 stycznia 2002 r. W powiatach płockim, sierpeckim i gostynińskim okazała się jednak fikcją. A przecież jej prognozy mogły oszołomić niejednego rolnika, marzącego o tym, aby wreszcie odbić się od finansowego dna. Drugi, bardziej istotny wymiar sprawy, to oczywiście fakt posadzenia lasu, oferującego niezliczone ilości życiodajnego tlenu, ekologicznego siedliska ptaków, zwierząt i rozmaitych gatunków owadów, w całokształcie czyniących leśną florę atrakcyjną turystycznie. Z pożytków bez liku na razie jednak nic nie wyszło. I chyba w tym roku nie wyjdzie. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, za sadzonki, które miały dostarczyć nadleśnictwa (sporządzające również plan zalesień), płaci Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Grunt pod las musiał być częścią gospodarstwa rolnego. Pierwszy ekwiwalent rolnik miał dostać miesiąc po decyzji o tym, że uprawa rokuje powstanie lasu: 150 zł za ha przy obsadzeniu 0,4-10 ha, 50 zł za ha na obszarze 10-20 ha, 25 zł za zalesienie 20-30 ha. Ekwiwalent podwyższa się o 50 %, jeśli z racji posadzenia lasu nastąpiła likwidacja gospodarstwa rolnego. Pieniądze otrzymuje się do czasu nabycia prawa do emerytury, jednak nie dłużej niż przez 20 lat. Starosta, w razie stwierdzenia nieprawidłowości (np. zalesienie niezgodne z planem, celowe zniszczenie uprawy), może zawiesić decyzję o wypłacie ekwiwalentu oraz nakazać zwrot otrzymanych pieniędzy z odsetkami. Ekwiwalent można też odziedziczyć, ale tylko wtedy, gdy nie posiada się innych dochodów. W gestii starostw znajdowało się ustalenie, ilu rolników jest zainteresowanych zamianą gruntów rolnych na leśne (za zgodą gminy) oraz poinformowanie o tym Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Warszawie - instytucji, która zajmuje się rozliczeniami finansowymi prowadzonych zalesień. Ta z kolei do 30 stycznia powinna była poinformować każde starostwo, ile ha lasów może posadzić, czyli wyznaczyć tzw. limit: - W styczniu, zgodnie z ustawą, wystąpiliśmy do ARiMR z prośbą o uzgodnienie limi_ŕL9alesień. Odpowiedź przyszła na początku kwietnia - dostaliśmy 36 ha. Dowiedzieliśmy się, że jeżeli do 5 maja go nie wykorzystamy, to znaczy, że zrezygnowaliśmy - dowiedzieliśmy się w Starostwie Powiatowym w Płocku. Natura kontra urzędnicy Wiosna w tym roku przyszła wcześniej. Kiedy nadeszła decyzja z Agencji, wegetacja roślin znajdowała się już w stanie zaawansowanym, a drzewa miały liście. W tej sytuacji sadzenie lasu okazałoby się jednym wielkim nieporozumieniem: - Posadzone lasy miały być sprawdzone po 3 miesiącach. Nie mogliśmy podjąć decyzji o sadzeniu, ponieważ warunkiem otrzymania przez rolnika ekwiwalentu była co najmniej 70 % udatność, czyli przyjęcie się uprawy. Jeżeli uprawa się nie przyjmie, to rolnik płaci za plan zalesień i sadzonki. Jeśli las nie urósł (udatność jest niska), rolnik musi zapłacić za plan i zmarnowane sadzonki. Kiedy odpowiednia komisja potwierdzi, że uprawa się przyjęła - rolnik nabywa prawo do miesięcznego ekwiawalentu za wyłączenie gruntu z upraw rolnych i prowadzenie uprawy leśnej. Ponieważ sadzenie wiosną nie miało sensu, wystąpiliśmy do Agencji o przesunięcie limitu na jesień, nie chcieliśmy zrezygnować - mówi Janina Kawałczewska, dyrektor wydziału ochrony środowiska w powiecie płockim. Nie lepiej było w powiatach gostynińskim i sierpeckim: - Decyzję o 36 ha limitu (choć staraliśmy się o 65 ha) otrzymaliśmy na początku kwietnia, gdy nadleśnictwo Gostynin nie dysponowało już sadzonkami, zawsze przygotowuje się je bowiem z rocznym wyprzedzeniem. Według starych zasad (bez ekwiwalentu) zalesiliśmy w tym roku 47 ha lasów. O limicie zalesień gruntów rolnych powinniśmy dowiedzieć się najpóźniej na przełomie stycznia i lutego, a nie w kwietniu. Wszystko rozbiło się o spóźnione decyzje urzędników. Musieliśmy więc zrezygnować, chociaż na zalesienie czeka 650 ha gruntów. Zdajemy sobie jednak sprawę, że to nasze pobożne życzenie - Regina Rozpędowska, inspektor wydziału rolnictwa, leśnictwa i ochrony środowiska w gostynińskim starostwie powiatowym, nie ma złudzeń. W powiecie sierpeckim marzą o zalesieniu 500 ha, limit obligatoryjnie wyniósł 36 ha: - Decyzja zapadła zbyt późno, bo w pierwszym tygodniu kwietnia. A przecież potrzebowaliśmy jeszcze 30 dni na sporządzenie planu zalesień. Potem na sadzenie uprawy leśnej okazało się już zbyt późno - tłumaczy pracownica si_ŕL9ckiego starostwa. Po długim oczekiwaniu nagle wszystko zaczęło się dziać w pośpiechu, a tymczasem... - Ilość potrzebnych sadzonek powinna być nam znana najpóźniej do połowy kwietnia, przed wiosennymi siewami sosny, której sadzimy najwięcej. W tym roku byliśmy przygotowani na wydanie tych sadzonek, ale generalnie informacja powinna być z rocznym wyprzedzeniem. Wegetacja wcześnie ruszyła i w lasach państwowych sadzenie skończyliśmy praktycznie już w połowie kwietnia. Sadzenie po tym terminie było z góry skazane na niepowodzenie - wyjaśnia nadleśniczy Roman Malinowski z Nadleśnictwa Płock. Agencja na słane monity odpowiedziała negatywnie - kto nie sadzi lasu wiosną, ten z niego rezygnuje. Przesunięć limitów nie będzie. Wszystkie trzy starostwa musiały więc wygasić umowy z nadleśnictwami. Zainteresowani rolnicy czekali. Nie wiedzieli, czy mają obsiewać pola, czy też niedługo posadzą na tej samej ziemi las: - W tym roku nie ma już szansy, a wcześniej ze względu na warunki pogodowe nie było sensu rozpoczynać zalesień - raz jeszcze potwierdza Kawałczewska. - Zgłosiliśmy już wnioski co do zmian w ustawie do Związku Powiatów Polskich, Agencji, Ministerstwa Środowiska i wicepremiera Jarosława Kalinowskiego. Senator Zbigniew Kruszewski pytał o to w senacie. Problem jest "pogrzebany" w pieniądzach z budżetu, długo nie było wiadomo, ile można przeznaczyć na zalesienia. W powiecie płockim został czas na jedno - na przygotowania do przyszłorocznych zalesień. W kwietniu starostwo złożyło wniosek do WFOŚiGW o zgodę na posadzenie 200 ha lasu, w tym 150 w ramach ustawy o zalesieniach gruntów porolnych. Tydzień temu podobny wniosek trafił do ARiMR. Prowadzone są spotkania z nadleśniczymi, badania na odpędraczenie gleb (rolnik sam płaci za pozbycie się z gleby niebezpiecznych pędraków), wyjaśnia się związane z ustawą znaki zapytania i wątpliwości: - Jeździmy w teren, sprawdzamy, czy wnioski odpowiadają prawdzie, na przykład czy jeden z właścicieli gospodarstwa nie posiada renty, co wyklucza zalesienie za ekwiwalent. Ponadto grunty muszą być niezmeliorowane - wyjaśnia Janina Kawałczewska. Okruchy nadziei Leszek Kotabski z sekcji wspierania zalesień w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Warszawie nie chce dawać złudnych nadziei, ale nie daje również definitywnej odpowiedzi na "nie": - Pytanie o to, czy limity zostaną przesunięte na jesień, to na dziś pytanie najtrudniejsze z możliwych - mówi. - Decyzja o limitach została wydana tak późno, ponieważ zbyt późno otrzymaliśmy rozporządzenia wykonawcze z Ministerstw Finansów i Rolnictwa. Aktualnie jesteśmy w trakcie zbierania dane o posadzonych lasach z całego kraju. Napływają już wnioski o wypłatę ekwiwalentu. Lasów nie zdążyło posadzić tylko kilkanaście powiatów. Projekt zmiany ustawy o przeznaczeniu gruntów rolnych pod zalesienia zakłada, że limity przesunięte zostaną na jesień, a więc nie przepadną. Jeśli nie, to być może leśne limity zostaną przesunięte na przyszły rok. Ostateczna decyzja, która zapadnie po koniecznych konsultacjach i ustaleniach, będzie znana dopiero w końcu sierpnia - twierdzi Kotabski. Bez względu na to, jaka decyzja zapadnie, pora chyba zrozumieć jedno: że w tym przypadku to przyroda dyktuje terminy i warunki działania. I że działania administracyjne nie mogą nie uwzględniać warunków przyrody. Póki co wszystko wskazuje na to, że w regionie płockim będzie 108 ha lasów mniej, niż mogłoby być. A wnioski na zalesienie napływają nadal. W powiecie płockim do tej pory zgłosiło je 291 rolników, którzy chcieliby posadzić las na 1.200 ha ziemi. W sierpeckim nadziei na przeniesienie limitu dostarczyła ankieta Agencji, podobno sugerująca, że nic jeszcze nie zostało stracone. Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze