Przed rokiem, dziennikarze Tygodnika Płockiego odwiedzili w dzień urodzin Aleksandrę Redlińską z Brwilna Dolnego. Pojechaliśmy tam również w tym roku. 105-letnia jubilatka cieszy się dobrym zdrowiem, świetnie wygląda, a pamięć nadal jej dopisuje. Co się od tamtego czasu zmieniło. – Przede wszystkim to, że dla babci dzień bez lampki koniaku jest dniem straconym – tłumaczą najbliżsi, mieszkający z nią w jednym domu. Babcia Oleńka mówi, że żyje tak długo, bo Pan Bóg o niej zapomniał. Nie zapomnieli za to znajomi, rodzina, sąsiedzi, którzy chętnie odwiedzają najstarszą w regionie kobietę. Przychodzą pogadać, powspominać, czasem zabrać na krótki spacer. Babcię Oleńkę wszyscy lubią, a najbardziej praprawnuki, które chętnie spędzają wolny czas w jej pokoiku. W dniu 105 urodzin jubilatka miała mnóstwo gości. Przyszli z urzędu gminy Nowy Duninów, ze szkoły, wszyscy z życzeniami i kwiatami. Sąsiedzi przynieśli bukiety kwiatów. Pani Aleksandra nigdy nie narzekała na zdrowie, omijały ja choroby, zawsze była pogodna i wesoła. – Miałam 10 lat, jak zostałam sierotą, przez całe życie trzeba było ciężko pracować. Przeżyłam dwie wojny, a dziś zostałam sama, wszyscy najbliżsi, dzieci, siostry, poumierali. Ale nie rozpaczam, pamiętam jeszcze dużo wierszyków, uczę ich moje wnuczki. Nie jestem samotna, dużo ludzi mnie odwiedza. Było ich dziesięcioro dzieci w rodzinie, wszyscy wcześnie musieli zacząć pracować. – Chodziłam do lasu, do flancowania i sadzenia drzew, trzeba było opiekować się rodzeństwem, szybko dorosnąć, sama starałam się nauczyć czytać i pisać. Z moim mężem Marcelim przeżyliśmy prawie 50 lat, chociaż sprzed ołtarza chciałam uciec. Dobrze, że kościelny zamknął drzwi. W swoim życiorysie ma też trzy dni spędzone w zakładzie karnym na ul. Sienkiewicza. – Trafiłam tam za zbieranie grzybów – opowiada. W każdy pierwszy piątek miesiąca panią Aleksandrę odwiedza ksiądz i za każdym razem dziwi się, że ona jest coraz młodsza, że czas się dla niej zatrzymał. Zresztą wszyscy to potwierdzają. Na ścianie pokoju wisi portret babci, zrobiony przed rokiem. Każdy może sprawdzić, czy to prawda. Babcia Oleńka czuje się dobrze, ale sił już brakuje. – Jak miała 102 lata, to jeszcze ogródek wypieliła – tłumaczy Halina Szwaj, opiekująca się jubilatką. – Teraz już sił wystarcza tylko na kręcenie się po domu. Na spacery wyjeżdżamy wózkiem. Babcia Ola lepiej pamięta to, co się zdarzyło przed kilkudziesięcioma laty, znacznie gorzej jest z wydarzeniami dnia wczorajszego. Ale to nie przeszkadza jej przyjmować gości i wspominać piękne dawne lata. Bo choć było głodno i ciężko, to przecież szczęśliwie. Jubilatka jeszcze chętnie śpiewa, ale tańczyć już nie daje rady. Ostatni raz zawirowała na parkiecie kiedy skończyła 100 lat, ale nie tak jak dawniej, gdy była młoda. Dziś może tylko popatrzeć, jak wywijają młodzi. Bardzo to lubi. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze