Okazało się, że w Płocku są ludzie dobrej woli, którzy mają serce po właściwej stronie. W numerze 5 Tygodnika opisaliśmy losy pani Hanny, która wraz z mężem, niemal przez cały rok była bezdomna.Piszemy była, bo już nie jest. Tuż po publikacji artykułu zadzwonił do nas czytelnik, zaoferował państwu P. pracę i domek, w którym zamieszkali w poniedziałek. Po artykule, życie państwa P. bardzo się zmieniło. Przede wszystkim nikt nie chciał wierzyć, że otrzymali z MOPS tylko 20 zł zasiłku. Rozdzwoniły się telefony, czy to możliwe, czy nie było jakiejś pomyłki w druku. Pomyłki nie było, ale państwo P. dostali decyzję na większy zasiłek. Co prawda nie były to pieniądze, za które można przeżyć miesiąc, ale dobre i to. W Caritasie, gdzie otrzymywali tylko jeden obiad i jedli go na zmianę, ksiądz Jan zdecydował, że dostawali drugi posiłek. Zawsze mogą też liczyć na siostry zakonne, które dzielą się z nimi tym, co mają. Słowem, ich życie stało się trochę łatwiejsze. Ale najważniejszy był telefon od naszego czytelnika. Jest domek z ogródkiem i praca. Co prawda w domku są tylko najpotrzebniejsze sprzęty, ale pani Hanna już myśli, jak wszystko zagospodaruje. Już cieszy się z ogródka, zastanawia się, co tam posieje, zaczęło się dla nich zupełnie nowe życie. - Cały czas myślimy z mężem tylko o tym – mówi szczęśliwa pani Hanna, - jak za pierwsze zarobione pieniądze odzyskamy nasze rzeczy. Nie ma tego dużo, ale są nasze. Na razie nie mamy nic, oprócz paru potrzebnych sprzętów. Potrzebujemy mebli, pościeli, ubrań, naczyń. Aż wstyd nam dalej prosić, ale ktoś kto ma talerz i kubek nas nie zrozumie. Mamy gdzie mieszkać i z tego powodu jesteśmy szczęśliwi, ale nie mamy najpotrzebniejszych rzeczy, żeby mieszkać naprawdę. Państwo P. mają już dach nad głową i mają pracę. Mają też pewność, że dostaną zarobione pieniądze, że będą mieli za co żyć. Pani Hanna zaczyna wreszcie gotować, jak trochę staną na nogi, to nie będą przyjeżdżać na obiady. Zrezygnują z pomocy społecznej, bo będą przecież następni ludzie, którym pomoc będzie potrzebna. Oczywiście będziemy kibicować państwu P., odwiedzimy ich w domu, w którym zamieszkali, dowiemy się, jak sobie radzą w pracy, czy wykorzystali tę szansę, ktorą otrzymali. Nasz czytelnik, który tak bardzo pomógł pani Hannie i jej mężowi, chce pozostać anonimowy. A my cieszymy się, że są jeszcze na świecie ludzie gotowi pomóc innym, dać im szansę. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze