Kiedy piszę te słowa, XX Światowe Dni Młodzieży w Kolonii dopiero się rozpoczynają. Ich apogeum, niedzielną mszę św. z udziałem Papieża, mogę sobie tylko wyobrazić. Ale już pierwsze wydarzenia, w zaskakujący sposób poprzedzone tragiczną śmiercią brata Rogera, animatora międzywyznaniowej wspólnoty z Taizé, drogi duchowej formacji, którą tak bardzo upodobali sobie młodzi ludzie z różnych kultur i religii, zapowiadają wagę spotkania młodzieży z Benedyktem XVI u podnóża prastarej kolońskiej katedry, której patronują Trzej Królowie. Oto oczekiwane od 19 kwietnia, od wyboru kardynała Ratzingera na następcę Jana Pawła II, spotkanie Papieża z młodzieżą staje się faktem. Oto tracąca wiarę i przeżywająca głęboki kryzys wartości Europa, zanurzająca się coraz bardziej w sekularyzmie, nękana strachem przed fanatycznym terroryzmem, emanuje znów radością, która rodzi się z połączenia młodości i wiary. Ta przedziwna, dla wielu nieefektowna, w naszych czasach mieszanka rodzi zaskakujące efekty. Dzięki zaangażowaniu mediów możemy je oglądać na ekranach telewizorów (szkoda tylko, że telewizja publiczna zachowała w tej materii daleko idącą powściągliwość), także czerpiąc duchowe owoce z tego, co działo się Kolonii.
Nie smutek, nie rozgoryczenie płynące z konieczności poddania się presji przytłaczających wymogów moralnych, ale właśnie radość i entuzjazm. Kilkaset tysięcy młodych ludzi z blisko dwustu krajów niesie nękanemu przeróżnymi problemami światu, młodym i starym, dzieciom, młodzieży i dorosłym, wierzącym i niewierzącym, chrześcijanom, muzułmanom, wyznawcom wszystkich religii katechezę szczęśliwego i sensownego życia, ugruntowanego właśnie na fundamencie chrześcijaństwa, a nie przeciwko niemu. Kiedy część, i to niemała, młodzieży mówi dziś, że wiara, religia, Kościół to bzdura, druga część ukazuje swoim publicznym świadectwem, że wiara to integralna i kluczowa część ich życia. Nie dodatek, nie balast, ale wartość nadająca życiu sens i smak i, co najważniejsze, prowadząca do spotkania ludzi z różnych stron świata w zgodzie i pokoju.
Zabójstwo brata Rogera, ostatnie tragiczne zamachy terrorystyczne dokonywane przez ludzi młodych, a obok nich spotkanie młodzieży z Ojcem Świętym jeszcze raz wyraźnie uświadamiają, że, idąc przez życie, można być albo w szkole Heroda, albo w szkole Trzech Króli. Pierwszy jest symbolem wszystkich negatywnych zjawisk, których źródłem jest pożądliwość (władzy, dóbr materialnych, ciała) wiodąca do zła, do terroru jako środka zdobywania, drudzy symbolem drogi poszukiwania wartości cenniejszych niż władza, dobra materialne, seksualne spełnienie, drogi intelektualnego poszukiwania Boga, duchowej pełni, której nie dadzą pozorne, przemijające wartości. To Jan Paweł II, wybierając Kolonię na miejsce spotkania młodych całego świata, uczynił patronami tego spotkania Trzech Mędrców, zmuszając nas niejako do powtórnego wniknięcia w głęboko symboliczny sens ich misji. Benedykt XVI dokończył pracę swego Wielkiego Poprzednika. On sam i młodzi przybyli do Kolonii jak Trzej Królowie do Betlejem w poszukiwaniu prawdziwego Króla, odpowiadając na tak ważne dla współczesnego świata pytanie: którą drogą podążyć. Młodzi ludzie z całego świata swoim entuzjazmem dali w Kolonii świadectwo, że już dokonali wyboru, a droga, którą wybrali, mimo że nie jest łatwa, jest piękna i bogata wewnętrznym bogactwem. Ten entuzjazm młodych rodzi szczerą nadzieję dla współczesnego świata.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze