Zwierzęta żyjące dziko, w piwnicach, na ulicach, na klatkach schodowych i przy śmietnikach czeka teraz ciężki okres. Psy i koty będą szukać miejsca do schronienia, a nie od dziś wiadomo, że nie wszędzie mają nastawionych do siebie życzliwie przyjaciół. Część ludzi dokarmia dzikie zwierzaki, a inni są przeciwni takiej pomocy. Niektórzy zamykają nawet okienka od piwnic i wynoszą miski z karmą na zewnątrz, uważając, że tam jest miejsce dla czworonogów.
Nasza czytelniczka mieszka z trójką małych dzieci w bloku. Na tym samym piętrze mieszkają jeszcze dwie rodziny. Obie panie domu są w ciąży. W żadnej z rodzin nie ma zwierząt, ale brakuje warunków do ich trzymania.
Pewnego listopadowego poranka na wycieraczkę mieszkania naszej czytelniczki ktoś podrzucił małego, kilkutygodniowego, chorego kociaka. – Sam na pewno nie wszedł na II piętro, nie dałby rady. Ktoś musiał go podrzucić. Nie jestem kociarą, ale nakarmiłam malucha i zaczęłam się zastanawiać, co z nim zrobić. Do domu go nie wezmę, bo i tak jest ciasno, a dzieciaki, pewnie ze szczęścia, zagłaskałyby go na śmierć. Sąsiadki też nie chciały nawet słyszeć o przygarnięciu zwierzaka, a nie wyobrażałam sobie, żeby wyrzucić bezdomnego na zewnątrz – tłumaczy pani Ania.
Zadzwoniła do spółdzielni, ale tam nie chcieli z nią rozmawiać. – Powiedzieli, że są zajęci i kazali sami sobie radzić – opowiada. Postanowiła więc poszukać pomocy w schronisku dla zwierząt. – W końcu gdzie, jak nie tam powinni zająć się małym, chorym kotkiem – mówi.
W schronisku powiedziano jej, że skoro już nakarmiła kotka, to jest on jej własnością i powinna opiekować się chorym maluchem. – Mało tego, od razu mnie przestrzegli, że jak nie przygarnę biednego sierściucha, tylko zostawię go na dworze, to mnie oskarżą, że wyrzuciłam czworonoga na dwór. Przecież on nie miał domu, zanim ja się nim zajęłam. Poza tym jak można zmuszać kogoś, kto nie może trzymać zwierząt, by wziął na wychowanie chorego kociaka? – pyta pani Ania.
Szukaniem domu i lekarza dla kotka zajmowała się cały dzień. Wreszcie dodzwoniła się do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Pracownicy zabrali kotka do weterynarza. – Bardzo się bałam, że wezmą malucha i uśpią tylko dlatego, że jest chory i nikt go nie chce. Nie chciałam go wyrzucić na dwór, szukałam dla niego miejsca, ale nikt nie chciał mi pomoc. Idzie zima, pewnie takich problemów będzie coraz więcej. Czy nie ma w mieście instytucji, która potrafiłaby sobie poradzić z tym problemem? – zastanawia się kobieta.
Okazuje się, że do schroniska nie przyjmuje się kotów wolno żyjących. Miejsce dla siebie mogą znaleźć tylko dzikie, więc nie powinna dziwić decyzja pracowników. Nasuwa się pytanie – jak rozpoznać, który kot jest wolno żyjący, a który dziki?
Z naszych ustaleń wynika, że w takiej sytuacji należy się zgłosić do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które pokieruje, co robić dalej. Przede wszystkim musimy wyleczyć kotka. – Trzeba się do nas zgłosić i wziąć skierowanie do przychodni weterynaryjnej, która ma podpisaną umowę z Urzędem Miasta i leczy niczyje zwierzęta. W czwartki można także otrzymać karmę dla psów i kotów, które są dokarmiane przez dobrych ludzi. Nie udało nam się ustalić, czy rzeczywiście jeden z pracowników schroniska straszył panią Anię, że ją oskarży, jeśli nie przygarnie kotka, ale mogę zapewnić, że nie ma takiej procedury. Mamy nadzieję, że w tym trudnym dla bezpańskich psów i kotów czasie znajdą się ludzie, którzy z odruchu serca pomogą zwierzęciu i dadzą mu dach nad głową, przynajmniej zimą – słyszymy w Zespole Prasowym UMP.
Na wielu osiedlach działają ludzie, którzy zajmują się dokarmianiem dzikich i wolno żyjących zwierząt. Choć nie wszystkim się to podoba, w kilku miejscach na trawnikach stanęły budki, w których koty mogą się schronić w mroźne dni. To wszystko za mało. Najlepszym rozwiązaniem byłoby kastrowanie nowo narodzonych zwierząt tak, by nie miały potomstwa, a co za tym idzie, by nie było późniejszych kłopotów z brakiem opiekunów po opuszczeniu kocic.
Problem pojawia się każdego roku wraz z nadejściem chłodnych dni. Trudno znaleźć rozwiązanie, które doprowadziłoby do załatwienia sprawy. Na szczęście sumienie wielu z nas nie pozwala wyrzucić zwierzaka na ulicę, na niechybną śmierć. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze