Reklama

Kto nie policzył kroków

16/04/2014 07:52
Michał Jurecki zrobił pięć kroków, co jak wiadomo nie jest zgodne z przepisami, i trafił do siatki w ostatniej sekundzie jednego z najlepszych i najbardziej pasjonujących meczów piłki ręcznej, jakie Orlen Wisła rozegrała w ostatnim czasie. Gdyby nie błąd sędziów, byłaby dogrywka, a tak płocczanie wyjeżdżali z Warszawy z poczuciem ogromnej krzywdy. Ich występ docenili jednak wszyscy kibice, którzy jak jeden mąż mówili po meczu: „Dla nas jesteście zwycięzcami”.
Po raz piąty w tym sezonie piłkarze ręczni Vive Targi Kielce wznosili po meczu ręce do góry w geście zwycięstwa. Ale po raz pierwszy nie mieli prawa do tej radości. Przez cały finałowy mecz Pucharu Polski na boisku grały dwie, niesamowicie dojrzałe i prezentujące wysokie umiejętności drużyny.
Faworytem spotkania byli kielczanie, którzy w ostatnim czasie, przynajmniej w kraju, wygrywają wszystko. Ale podopieczni trenera Manolo Cadenasa do decydującej fazy rozgrywek przygotowywali się solidnie. I efekt było widać. Bo o ile przed meczem były tylko nadzieje na dobry pojedynek, o tyle w trakcie gry widać było, jak wielki postęp zrobili w ciągu kilku ostatnich tygodni płoccy piłkarze.
Mecz był bardzo wyrównany, wynik cały czas oscylował w okolicach remisu. W 7 min. 5:3 prowadzili kielczanie, w 13. min 7:5 wygrywali zawodnicy z Płocka. Był to niesamowity okres gry Kamila Syprzaka, który do tego momentu miał na swoim koncie cztery gole i kierował obroną. Był wszędzie i co najważniejsze, spisywał się znakomicie.
W 18. min znów 2-bramkową przewagę, 10:8, osiągnęli zawodnicy z Vive, a w 23. min był już remis 12:12. Kolejne 5 minut pojedynku to pokaz gry Mariusza Jurkiewicza, który zdobył kolejne trzy gole, jednego dołożył Marcin Lijewski i w 28. min Orlen Wisła prowadziła, jedyny raz w tym spotkaniu, 3-bramkami 16:13. Rywale przed przerwą zdołali zmniejszyć rozmiary porażki.
Na parkiecie cała drużyna prezentowała się znakomicie, ale czoło trzeba pochylić przed Marinem Šego, który nie tylko znakomicie bronił, ale w II połowie wpisał się na listę strzelców. Ten zawodnik właściwie już zmienił barwy klubowe, ale grał jak w transie. Był to jego najlepszy mecz od kilku miesięcy. Potrafił zatrzymać Karola Bieleckiego, nie pozwalał na zdobywanie goli z kontry. Dwoił się i troił w bramce, a obronione przez niego strzały wykorzystywali koledzy.
Po przerwie nadal mecz był wyrównany i trudno było przewidzieć, która strona wyjdzie z tej batalii zwycięsko. Na tablicy był najczęściej wynik remisowy, a szala zwycięstwa przechylała się co chwila, ale tylko minimalnie na jedną ze stron. Nadal w bramce Orlen Wisły znakomicie prezentował się Šego, obrona chodziła jak w zegarku, a i Sławomir Szmal wyjmował piłkę ze swojej siatki z zadziwiającą jak na historię pojedynków obu drużyn, regularnością.
W 59. min spotkania, po bramce Jurkiewicza, był remis 31:31. Po chwili gola zdobył Uros Zorman i to rywale wyszli na prowadzenie. 30 sekund przed końcowym gwizdkiem sędziowie zauważyli obronę w kole Denisa Buntica i zarządzili rzut karny, który na bramkę zamienił Vedran Zrnić, bezbłędny w całym spotkaniu w rzutach z 7 metrów.
Do końca pojedynku pozostało 9 sekund. Talant Dujszebajew wziął czas, poinstruował zawodników, jak mają rozegrać ostatnie sekundy. Trudno powiedzieć, czy szkoleniowiec Vive kazał Jureckiemu na siłę wejść w płocką obronę czy podał inne wskazówki. Jurecki zrobił pięć kroków, co sędziowie powinni odgwizdać jako błąd i rzucił, a piłka wpadła do siatki. Arbitrzy pokazali, że rzut był poprawnie zdobyty i wybuchło szaleństwo w wykonaniu kieleckich piłkarzy i kibiców. Płocczanie schodzili do swojej ławki z opuszczonymi głowami, wiedząc, że zasłużyli na dogrywkę, że to nie powinien być koniec meczu. Ale stało się.
Wielka szkoda, bo dawno już piłkarze Orlen Wisły nie byli tak blisko pokonania kieleckiego rywala, na dodatek po tak znakomitym meczu. Płocczanie muszą pogodzić się z porażką, choć dla wszystkich płockich kibiców to oni są zwycięzcami. Potrafili pokazać, że wcale nie są skazani na pożarcie w pojedynku z aktualnym mistrzem Polski.
W tej sytuacji niesamowicie zapowiadają się pojedynki finałowe play-off. Kibice piłki ręcznej nie mają wątpliwości, które drużyny zagrają o tytuł mistrza Polski. Po meczu w Warszawie widać wyraźnie, że sprawa tytułu jest otwarta i Vive wcale nie musi być faworytem w rozgrywkach.
Wielkie słowa uznania należą się płockim kibicom, którzy fenomenalnie dopingowali swoją drużynę, a po meczu podziękowali piłkarzom za ich wkład w widowisko. Docenił ich także trener Manolo Cadenas podczas konferencji prasowej. – Szkoda, że nie zdołaliśmy zdobyć tego pucharu dla naszych kibiców, bo byli fantastyczni i na to zasłużyli – powiedział po meczu.
Z kronikarskiego obowiązku dodajmy jeszcze, że III miejsce w rozgrywkach zajęli piłkarze Azotów Puławy, którzy pokonali Chrobrego Głogów 26:22.

Vive Targi: Szmal (21%, 8/35, 0/4 k), Losert (0/1 k) – Olafsson 3, Jachlewski, Čupić, Štrlek 2, Musa 1, Aginagalde 1, Grabarczyk, Jurecki 6, Tkaczyk 2, Bielecki 9, Lijewski 1, Buntić 4, Zorman 3, Rosiński 1.
Orlen Wisła: Šego (31%, 13/41, 1/4 k)1, Wichary (1/3 k) – Zrnić 5, Wiśniewski, Ghionea 3, Nikčević 3, Syprzak 7, Kwiatkowski, Kević 1, Nenadić 3, Jurkiewicz 6, Lijewski 2, Eklemović, Montoro 1.

Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości