Reklama

Kto lubi kłopoty?

05/05/2005 11:43

edną z absolutnych nowości „nowej matury”, która właśnie osiągnęła półmetek, jest oczywiście kontrowersyjna ustna prezentacja z języka polskiego. Stanowi ona wielkie wyzwanie intelektualne i moralne (tak, tak, moralne!) dla uczniów, nauczycieli i rodziców. Wiara w twórczą moc umysłu i ducha młodego człowieka kazała reformatorom powierzyć abiturientom z rocznym wyprzedzeniem ambitne zadanie do wykonania – coś w rodzaju małej pracy dyplomowej, której obrona stała się zasadniczą treścią tego tak „ważnego” egzaminu. Ponieważ zadanie to uczeń miał wykonać poza kontrolą nauczyciela, zrodziło się już kilka miesięcy temu podejrzenie, „podkręcone” w stosownym czasie przez prasę, że w zawrotnym tempie rozwija się wolna wytwórczość prezentacji (a dlaczego miałaby się nie rozwijać, skoro sprzedaje się rzeczy dużo poważniejsze jak prace magisterskie, a nawet doktorskie). Zbyt głośno jednak nie podniesiono obaw, jakoby miała na tym ucierpieć za bardzo cnota uczciwości. Sam wyrażałem podobne wątpliwości bardzo nieśmiało, nakłaniając nawet, za przykładem nauczycieli krakowskich, do oprotestowania egzaminu z żądaniem wycofania go już w tym roku. Ale ponieważ tylko ordynację podatkową wolno zmieniać często, nie było to możliwe.
Teraz egzamin mamy już za sobą, śpieszę więc donieść, że moje obawy absolutnie się nie potwierdziły. Nie słyszałem ani o jednym stwierdzonym w skali kraju przypadku niesamodzielności wykonania prezentacji, ani o jednym wykrytym przypadku nabycia przez ucznia „gotowego” opracowania drogą elektroniczną (tak modną i wygodną w epoce rewolucji informatycznej), ani bardziej tradycyjną. O ile bowiem można łatwo odróżnić opracowania słabsze od lepszych, dociekliwe od banalnych, twórcze od nietwórczych, to żaden probierz nie wystarczył, by potwierdzić samodzielność lub niesamodzielność wykonania, nazwijmy rzecz modnie, „projektu”. Recytacja z pamięci to nie jest trudna sztuka, choć zawsze niektórzy włożą w nią więcej serca a inni mniej, a i pamięć przecież nie wszyscy mają jednakową. Można więc tylko ubolewać, że czasami zawiodły nerwy, innym razem zawiodła właśnie pamięć, choć przeważnie nigdzie tam, gdzie projekt został przygotowany w ostatni przed maturą weekend.
Czy zatem matura stała się dla uczniów wielkim wyzwaniem moralnym, jak sugerowano wcześniej? Nic na ten temat nie można pewnego powiedzieć. Być może kiedyś sprawy otrą się o konfesjonał, ale i w to raczej trudno uwierzyć, szczególnie w kraju, gdzie cnotą jest raczej ściąganie niż powstrzymanie się od niego. Ostatecznie spowiją wszystko mroki obojętnej niepamięci, jak wszystko co posiada niewielką społeczną wartość, a taką chyba tej maturze reformatorzy w założeniu przypisali, choćby przez bardzo niskie usytuowanie pułapu zaliczenia.
Dlaczego jednak nowa matura miałaby stać się wyzwaniem moralnym dla nauczycieli albo rodziców? Prasa sugerowała, że wielu profesjonalistów podjęło niezdrową wolną wytwórczość za uczniów, a rodzice musieli się pewnie na to zgodzić. Nie mniej oburzające stały się praktykowane także w płockich szkołach „propozycje” skierowane do uczniów, by „podrzucali” nauczycielom „trzy pytania”, którymi należało zaskoczyć maturzystę w trakcie egzaminu. No cóż, matura to znaczy chyba dojrzałość, a ta potraktowana poważnie oznacza same kłopoty. Kto zaś lubi kłopoty?

Wiesław Kopeć

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości