Reklama

Kto kogo robi w durnia?

17/01/2007 08:33

Znamy już finał sprawy arcybiskupa Wielgusa, tragiczny i smutny. Kościelna Komisja Historyczna zakończyła pracę w tej sprawie na dwa dni przed niedoszłym ingresem i nie zamierza jej kontynuować. Być może, nie znam się na tym, trzy dni to naprawdę wystarczający czas, by dokonać absolutnie pewnej krytycznej analizy źródeł. A przecież można odnieść wrażenie, że w tej historii, jak napisał ks. Adam Boniecki, nadal zbyt dużo jest niewiadomych. Dla nas płocczan te niewiadome są szczególnie bulwersujące i trudne do przyjęcia, bo dotykają bezpośrednio naszego dotychczasowego pasterza. Widziałem w tych dniach ludzi prawdziwie zgorszonych i prawdziwie zasmuconych. Arcybiskup swoim milczeniem albo pokrętnym tłumaczeniem uwikłania we współpracę zadał Kościołowi wielką ranę, także, o czym mówi się najmniej, Kościołowi płockiemu, który był z nim przez ostatnie lata najściślej związany, który go słuchał, ufał, podziwiał i wierzył, i który też w tych dramatycznych dniach głęboko mu współczuł. Im większy podziw, tym większe niedowierzanie. Nie dziwię się więc, że początkowo kto żyw bronił arcybiskupa, choć teraz z perspektywy ujawnionych faktów, można odnieść wrażenie, że kto tak robił, po prostu wyszedł na durnia. A do tego najbardziej przyczynił się sam arcybiskup swoim niezrozumiałym milczeniem. To zdumiewające, ale większość ludzi, z którymi rozmawiałem, zgorszyła się nawet nie współpracą arcybiskupa, co jego niedawnym zachowaniem. Niestety, to dlaczego milczał (nie chcę powiedzieć: kłamał, choć taki punkt widzenia najczęściej się narzuca) pozostaje nadal tajemnicą. Szczególnie bolesne jest to, dlaczego milczał w Płocku. Czyżby, jak sugerowali to niektórzy komentatorzy, nie znalazł tu w swoim otoczeniu ludzi, którzy pomogliby mu rozwiązać tę trudną sytuację?
Tymczasem zdaje się, że wina arcybiskupa Wielgusa pozostaje poza wszelką dyskusją, choć tu i ówdzie odzywają się głosy powątpiewania. Trudno nie docenić zasług mediów w ujawnieniu faktu uwikłania we współpracę, razi natomiast pochopność ferowanych wyroków dotyczących zakresu i skuteczności współpracy. Wbrew ustaleniom kościelnej komisji, która z braku dowodów tylko hipotetycznie założyła, że działalność oskarżonego „mogła szkodzić”, „Dziennik” absolutyzował oskarżenie: „współpracował i szkodził”. Media w związku z tym wylansowały jako bezdyskusyjne przekonanie, że arcybiskup kłamie. Sam zresztą swoim zachowaniem zdawał się potwierdzać jego słuszność. Tymczasem nadal pozostaje sprawą niewyjaśnioną, czy tylko deklarował współpracę (uwikłał się w nią na pewno podpisem umowy o współpracy), a potem jej nie realizował, jak to może wynikać z opinii wystawionej mu przez funkcjonariusza wywiadu: „Oceniając całokształt sprawy uważam, że Grey nie spełnił zadań, które przyjął do wykonania przed wyjazdem za granicę. Zachował bierność i daleko idącą ostrożność na odcinku realizacji zadań szczegółowych: brak naprowadzeń, zupełna pasywność na odcinku nawiązywania znajomości z ludźmi wchodzącymi w zakres naszego zainteresowania, zignorował zadanie dot. rozpracowania ukraińskich ośrodków nacjonalistycznych w Monachium” (fotokopia nr 54 ujawnionych dokumentów). Jeśli miałoby nie być współpracy, a jedynie jej symulacja, jak sugeruje Gromosław Czempiński, to rodzi się pytanie, kto ostatecznie kogo zrobił w durnia.
Nie wiem natomiast, czy podzielać już optymizm Macieja Rybińskiego, który w parę dni po tych dramatycznych wydarzeniach, ale wyraźnie w związku z nimi, wystąpił na łamach „Dziennika” z nieoczekiwanym w radykalizmie rewolucyjnym programem rozprawy z III Rzeczpospolitą pod znamiennym tytułem: „Koniec Polski Kiszczaka i Michnika”. Ten fakt, jeśli się ziści, przyjmuję z najwyższym zadowoleniem. Na koniec Polski Michnika, Kuronia, Mazowieckiego, Polski „grubej kreski”, Polski sprzysiężenia agentury z postkomunistycznymi funkcjonariuszami poprzedniego systemu czekam już 17 lat. 
 

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości